Forum KGB
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
gałami ziajoka
Autor Wiadomość
Fabiolek 
Towarzysz
snajper


Wiek: 51
Dołączył: 08 Cze 2005
Posty: 1551
Skąd: z nad biurka
  Wysłany: 2008-03-31, 18:44   gałami ziajoka

Postanowiłem sobie założyć temat tutaj, a nie pisać w superOFFtopie.
Blogu nie chcę zakładać.
To będą tylko takie luźne zapiski o wszystkim i niczym.
I przynajmniej nikt tu ze mną nie będzie polemizować.
:rockon:




********************
PS. Z innej strony patrząc to ten wątek właściwie mógłby się zmieścić w kilku innych topikach już obecnych na Forum, ale i tak gratuluje Nieznanemu pomysłu - będę twoim królikiem doświadczalnym :OK:
_________________
...ecce homo vorax et potator vini publicanorum et peccatorum amicus
Ostatnio zmieniony przez Fabiolek 2008-04-01, 09:43, w całości zmieniany 1 raz  
 
  mój status
 
Fabiolek 
Towarzysz
snajper


Wiek: 51
Dołączył: 08 Cze 2005
Posty: 1551
Skąd: z nad biurka
Wysłany: 2008-04-01, 09:42   

Formy narracji


Trochę profesjonalnie, a trochę w ramach hobby zastanawiałem się jak można tę samą historię przedstawić z różnych punktów widzenia. Może któregoś dania zdobędę się i napiszę to samo opowiadanie z różnych punktów widzenia. Jakąś krótką historyjkę. Np. z punktu widzenie (1) narratora "ja" będącego jedną osobą dramatu, potem z punktu widzenia (2) drugiego "ja" - innej osoby dramatu, z punktu widzenia (3) postronnego obserwatora (też narracja typu "ja"), z punktu widzenia (4) "narratora wszechwiedzącego" ( i wtedy on zrobił to i to onej....), z punktu widzenia (5) jakiegoś przedmiotu, któremu się nadaje cechy osobowe (zapomniałem jak się ta figura stylistyczna / retoryczna nazywa)
Chm ...... nawet nie wiedziałem, że jest aż tyle możliwości. Muszę spróbować, jak mi coś wyjdzie to zamieszczę tu owoce w ramach próbek twórczości

---------------------------------------------------------------------------------------
tu bedzie miejsce na opowiadanka
---------------------------------------------------------------------------------------
1-sze opowiad.

Telefon zaufania

Piotr

Szef by mnie zastąpił – po długim wahaniu Janusz zapytał nie nieśmiało.
A co trzeba robić – zapytałem
Właściwie – odpowiedział ni to z ulgą, że się zgodziłem, ni to z trwogą, może coś pójdzie nie tak – eeee, to właściwie nic wielkiego, bo wątpię czy ktoś zadzwoni, ale jakby zadzwonił, to żeby właściwie mu powiedzieć, żeby zadzwonił jak będę, bo muszę wyskoczyć, sprawa pilna
Janusz nie kręć – odpowiedziałem – I nie traktuj mnie dalej jak szefa, bo już nim nie jestem dla Ciebie.
Szef dla mnie zawsze będzie szefem, szefie.
Roześmiałem się serdecznie.
Wie szef, co to za telefon. Wie szef z jakimi problemami tu ludzie dzwonią - powiedział pośpiesznie – Co tu więcej gadać? Z całym szacunkiem, ale szef nie jest przygotowany merytorycznie na bycie telefonicznym terapeutą. Ale ja na prawdę muszę pójść – powiedział uśmiechając się do jakiejś swojej myśli – ja na prawdę muszę pójść i będę za godzinę, może półtorej. A między wpół do pierwszej w nocy piątą prawie nigdy nie ma już telefonów
Tak? - zapytałem zdziwiony.
No nie, są. Ale nie przy takiej pogodzie. Między 10 a 12 miałem ze sześć porad, a było nas troje na dyżurze i każdy z robotą. Ale teraz zostałem sam na nockę, i....
I przyszedłem ja – powiedziałem z uśmiechem
I przyszedł szef a mnie coś wypadło
Mów mi: Piotr – zaproponowałem, by przerwać ten żenujący dla mnie spektakl z „szefem”.
Janusz popatrzył na zegarek, uśmiechnął się jakby dziękując za przejście na „ty”
Dobra, słuchaj więc – pokazał palcem na telefon – jeśli to ktoś z naszych stałych podopiecznych wyświetli sie jego nick. Nowi wyświetlają się jako ...., z resztą mam nadzieję, że nikt nie zadzwoni, bo mnie obedrą ze skóry. Jak zadzwoni i się zapali „controll” wpisujesz godzinę z wyświetlacza, z dwukropkami. Tak superwizja sprawdza, czy nie śpimy. Robi to komputer losowo jak jest wolna linia i dlatego ...
Leć już, do cholery. Dam sobie rade i rozumem.
Uśmiechnął się i pobiegł. Zostałem sam w „tajemniczym akwarium” - przeszklonej sali terapeutów. Cztery stanowiska komputerowo-telefoniczne . Na biurku obok ściąga napisana ładnym charakterem pisma na kartoniku: „S1 – samobójcy, S2 -alkoholicy, S3 – gniew, S4 – narkotyki, S5 -.... „.Dalej nie musiałem czytać. Wiadomo co. O – popatrzyłem – „S6 – lęki, natręctwa; S7 – inne działania kompulsywne”.
Aha – pomyślałem – poszerzyła sie im kategoria klientów. Obok na dole drobnymi literami i na czerwono: „Nie zmieniaj kategorii bez konsultacji i z Opem lub Supem”.Wytrzeszczając oczy juz maiłem powiedzieć „ki cholera”, ale zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu: S5 -Caro12 /.../

CD niżej
_________________
...ecce homo vorax et potator vini publicanorum et peccatorum amicus
Ostatnio zmieniony przez Fabiolek 2008-06-25, 15:39, w całości zmieniany 2 razy  
 
  mój status
 
Fabiolek 
Towarzysz
snajper


Wiek: 51
Dołączył: 08 Cze 2005
Posty: 1551
Skąd: z nad biurka
Wysłany: 2008-04-05, 09:16   

Opowiadanka pomału się piszą.
Najciekawsze, z ostatnich wydarzeń to poszukiwanie na forach pomocowych odnośnie do hardware. Trafiłem na jedno, gdzie synek, wiek 18 lat (pisał, o swojej osiemnastce) był kompletnym analfabetą. Nie takim udawaczem jak nasz pajk, że niby specjalnie olewa ortografię. Nie gościem, który szybko pisząc zjada literki. Kompletny analfabeta. :arrow:
"wyłancza" "co cza zrobić" to tylko próbki jego spontanicznego "talentu" do kaleczenia mowy polskiej. I taki debil na pewno zda w tym roku maturę pokazując 100 zaświadczeń o dysleksji, dysgrafii czy innej dysfunkcji mózgowej.
W jaki sposób na moich oczach mogła zajść taka inflacja kulturowa?
To zasługa "nowej lewicy", tych co bronią zboczeńca przed odrzuceniem, bandziora przed karą, a lenia przed wysiłkiem. Innego wytłumaczenia nie znajduję.
_________________
...ecce homo vorax et potator vini publicanorum et peccatorum amicus
 
  mój status
 
Fabiolek 
Towarzysz
snajper


Wiek: 51
Dołączył: 08 Cze 2005
Posty: 1551
Skąd: z nad biurka
Wysłany: 2008-06-25, 16:09   

Telefon zaufania cd.

|-----------------------------------------------------------|
|Ten okropny wszystko wiedzący narrator............|
|-----------------------------------------------------------|
Właściwie nie można powiedzieć, że bogaci mają wszystko gdzieś. Co innego nowobogaccy. W tym przypadku to niemal pewnik. Nie da się z zera zrobić milionera w ciągu trzech lat, jeśli ten nie jest drapieżną bestią, która wszystkich ma gdzieś i każdego uważa jedynie za mięsko do schrupania. Taki był założyciel i główny udziałowiec "Tomka WI" - firmy o nieco szemranej reputacji związanej z handlem i produkcją broni. Mało kogo obchodzą wszystkie zawirowania wokół pozwoleń i koncesji, bo to nadawałoby się może na jakiś artykuł dziennikarzyny śledczego. O wiele ciekawsze jest prywatne życie pana Fabiana van Vieckena, który jeszcze niecałe półwiecze temu w podkrakowskich Michałowicach był nazywany Wieśkiem. Tak zresztą miał wpisane do dowodu. Ale... .
No dobrze, ale nie o tym mieliśmy mówić.
Tak, otóż nadmiar kasy i bardzo spontaniczny i emocjonalny sposób wyrażania miłości do swoich córek doprowadziły go do tego,… a właściwie doprowadziło jego córki do popadnięcia w paskudne uzależnienia. Dodać należy córki z drugiego małżeństwa.
A więc starsza pannica van Viecken zaczęła gustować już to w ziołach do palenia, już to w proszkach do wąchania. Kiedy jej drobna przypadłość stała się nazbyt oczywista na jaw wyszło, że i druga córa nie jest wolna od uzależnień choć o nieco mniej widocznym charakterze. Ze wszystkich najmniej istotnymi wydawały się: chorobliwe robienie zakupów i ekschibicjaonistyczne ekscesy.
Pan Fabian, żałując gorzko za grzechy młodości postanowił powołać fundację, która wspierałaby leczenie z uzależnień wg nowatorskiej metody dr Roberta Claya z Ann Arbor University.
Jednym z jej założeń było call center czynne całą dobę i wspierające słowem, a nawet wyjazdową ekipą zarejestrowanych pacjentów.
Karolina trafiła pod skrzydła fundacji mniej więcej w tym czasie, gdy nasz drogi Piotr, człowiek o życiorysie oficjalnym zupełnie nie przystającym do jego umiejętności, tak że nikt, poza może pracownikami najniższego szczebla w niego nie wierzył, - tak więc, gdy nasz drogi Piotr stał się prezesem wspomnianej fundacji
CDN :twisted:
_________________
...ecce homo vorax et potator vini publicanorum et peccatorum amicus
Ostatnio zmieniony przez Fabiolek 2008-07-07, 12:48, w całości zmieniany 1 raz  
 
  mój status
 
Fabiolek 
Towarzysz
snajper


Wiek: 51
Dołączył: 08 Cze 2005
Posty: 1551
Skąd: z nad biurka
Wysłany: 2008-06-27, 13:51   

Telefon zaufania cd

---------------------------
Karolina
-------------------------

Cholera jasna, palce mi drżą, a ten zasrany telefon ma takie małe klawisze. Gwiazdka, 222, gwiazdka, 2, gwiazdka, 777, gwiazdka 666, płotek, 1, płotek, 2. A ze słuchawki biiiiiip, Nareszcie, oby to był Janusz, „zielony3”. Tak nie mogę się wygadać przez telefon, że znam jego imię, bo będą kłopoty.
Biiip. Oby ta moja 12 okazała się szczęśliwa. Jak to mówiła ta pierwsza telefonistka? Masz stara szczęście, dziś same „Karoliny”, byłabyś następna, to byś miała nr 13 i przerąbane z urzędu. Durna małpa. Ja przecież naprawdę mam na imię Karolina. Może to teraz popularne imię. Co za głupia... eh.
Biip. Janusz, to inna historia. Byłam dla niego człowiekiem, a nie statystyką, czy głosem. Zgodził się na spotkanie twarzą w twarz, choć mógł mieć przez to nieprzyjemności. Był miły i wcale nie chciałam go podrywać. Potrzebowałam zobaczyć twarz i usłyszeć kilka słów, a nie tylko słuchać głosu ze słuchawki.
Bip, pip, pip –zaskoczyła centralka i zaraz usłyszę kod dyżurnego.
- Łączysz się z konsultantem – łagodny głos kobiecy zapowiedział, po czym usłyszałam znajomy męski głos „zielony3”. Mam dziś szczęście, Janusz
- Obecnie jest do dyspozycji jeszcze zero konsultantów, pip, pip, pip. Jeśli chcesz rozmawiać z konsultantem „zielony trzy” – znowu głos Janusza – naciśnij „1”, jeśli chcesz rozmawiać pip, pip, pip.
- Cóż za kretyński system – nie wytrzymałam i warknęłam na głos wciskając drżącą ręką „1”
- Jest 27 maja godzina zero, jeden, trzydzieści dwa, wprowadź kod.
- Dla kogo ci kretyni to zrobili – zasyczałam. Pierwsza godziny, druga daty czyli zero, siedem, pierwsza daty, druga godziny czyli, dwa jeden. Uff. Janusz powiedział, że to pomysł nowego szefa, a pan Piotr już niestety nie pracuje w fundacji.
- Tak, słucham – głos nie był Janusza
- Gdzie Janusz – zapytałam jak durna idiotka
- Oj dziecko, gdybym ja nie zdezaktywowwał tego piździka od nagrywania, to byś mu cieplutko zrobiła. A co, dzwonisz na randkę, czy potrzebujesz pomocy.
Zrobiłam się chyba czerwona, twarz zalało mi ciepło. Na szczęście drżenie nieco ustało
- Przepraszam, po prostu mam drgawki i potrzebuję z kimś pogadać. Pan Piotr, prawda.
- Oo, popularny jestem – powiedział radośnie z lekką nutą ironii głos z drugiej strony
O Boże, to już druga głupota w ciągu jednego telefonu.
CDN......
_________________
...ecce homo vorax et potator vini publicanorum et peccatorum amicus
 
  mój status
 
Fabiolek 
Towarzysz
snajper


Wiek: 51
Dołączył: 08 Cze 2005
Posty: 1551
Skąd: z nad biurka
Wysłany: 2008-07-07, 12:40   

Telefon zaufania cd

---------------------------
Technika operacyjna
-------------------------
Raz słyszałem głębokie westchnięcie – Oh, gdyby te ściany mogły mówić – i jestem pewien, że gdyby człowiek ów wiedział, że dzięki mnie jego życzenie się spełnia z całą pewnością nie byłby zadowolony. Bo to właśnie dzięki mnie „ściana”, a konkretnie puszka instalacji elektrycznej słuchała i – w jakimś sensie – mówiła do pana prokuratora. Proces starzenia się spowodował jednak, że zamiast przemawiać do uszu szacownych stróżów prawa i wyjawiać tajemnice złych ludzi, zostałem sprzedany – jak to określił technik KWP st. aspirat Stefan K. – za bezcen, by pomóc w lepszym kontrolowaniu statutowych działań fundacji van Vieckena. Do mojej natury należy służyć wiernie i nieprzerwanie, nie kierując się przy tym, ani uczuciem, ani względami, i nie obrażając się na to, że ludzie nazywają mnie „pluskwą” lub „środkiem techniki operacyjnej” dodając do tego określenia różne inne uściślacze. Cóż, jednak moją wierną służbę przerwał ten irytujący człowiek o niezwykle miękkim głosie, zwany Piotrem. I choć zasadniczo się nie obrażam – z samej mojej natury – to klnąłbym się na moją baterię, że słowo „piździk” wywołało gdzieś w obwodach nieprzyjemne skoki napięcia. Taką pogardę wobec naszej rasy przejawiają wyłącznie ludzie z tej czy innej „firmy” i to nie ci co na nas chuchają i dmuchają jak pan aspirant Stefan. Nie, ci zawsze mówią o nas w sposób fachowy. Najgorsi są tzw. operacyjni, którzy najwięcej korzystają na naszych usługach. To oni przezywają nas od „pluskw”, „piździków”, „wihajstrów”, „pierdułek”, jak gdyby użycie poprawnej nazwy technicznej lub przynajmniej nazwy modelu „OUP-AS22c” mogło im przynieść jakąś ujmę. Czyż tak naprawdę trudno powiedzieć „Operacyjne urządzenie podsłuchowe”...... ?
Najgorsze jednak, że Piotr zdał sobie sprawę z mojej obecności. Może dlatego, że nie lubił Mietka, swojego następcy, gdyż uważał go za kompletnego durnia i debila dbającego wyłącznie o swój wizerunek. Może to po prostu instynkt człowieka, który jako attache ambasady w Buenos Aires zbierał na różne sposoby wiadomości o podejrzanych kontaktach „handlowych” pewnego polskiego inżyniera teoretycznie wdrażającego polonezy „Rey” w firmach naftowych wiercących na neuquińskiej pustyni.... .
Było jak było, ale moja obecność nie była mu obojętna i postanowił sprytnie mnie wyłączyć tak, by wyglądało to na zwykła awarię. Stary cwaniak. Jak tylko został sam, szpilką z klapy zrobił krótkie spięcie i magnetofon nadzoru otrzymywał ode mnie błogą ciszę. A miałbym przecież tyle do przekazania. A byłoby wiele ciekawego materiału. Przecież nie tylko ujawnienie faktu, że terapeuta znał Karolinę było naruszeniem regulaminu. Późniejsze słowa jeszcze bardziej zainteresowałyby podejrzliwego Mietka i uzasadniłyby użycie większej liczby moich braci i kuzynów w różnych biurach fundacji.
A co słyszało moje mechaniczne ucho:
- Mam dreszcze – głos Karoliny płynął już nie ze słuchawki, lecz małego głośnika – chyba dłużej nie wytrzymam i TO zrobię.
- Yhm, - odpowiedział głos Piotra – a nie wolisz zjeść grejpfruta
- A co, grejpfrut pomoże?
- A co, TO pomoże?
- Trochę pomoże, bardziej nie pomoże.
- A widzisz! A grejpfrut ci nie zaszkodzi
Serdeczny śmiech Karoliny, taki śmiech jaki towarzyszy przełamaniu dużego napięcia emocjonalnego wydobył się z głośnika.
- Ale gdzie ja kupię grejpfruta o tej porze?
- Masz samochód?
- Yhm
- To wsiadasz w auto jedziesz do tesco do Mor, bo tam jest czynne całą dobę
- Nie wiem czy dam rady prowadzić, naprawdę mną trzepie
- Dasz rady, dasz. A poza tym mogę przyjechać za pół godziny, to ci pomogę wybierać owoce
- Hyhyhy – lekko histeryczny śmiech pojawił się z głośnika – Panie Piotrze ...
- No nie bój się, nie zjem Cię. Po prostu pogadamy. Ja jestem wkurzony i spać nie mogę, Ciebie telepie i nie chcesz iść spać. Nic nie ryzykujesz, nic nie tracisz
- OK., za 40 minut w tesco, a gdzie?
- Na ławeczce koło PKO, czekaj gdybym się spóźnił, a ja poczekam, gdyś jeszcze nie dojechała. Stoi?
- Ha ha ha
- Świnia – powiedział Piotr z uśmiechem
- Zgoda – odpowiedział głos Karoliny i mógłbym przysiąc – gdyby OUP przysięgały – że była w nim obecna nuta radości i nadziei.
Ledwo skończyli konwersację, już moje czułe mechaniczne ucho stwierdziło wibracje biegnącego po schodach Janusza.
- Huh, już jestem szefie, znaczy Piotrek – powiedział zasapany – wszystko było OK.
- Oczywiście, nie było żadnego zgłoszenia. Jak widzisz pamięć czysta – specyficzny szmer oznaczał, że Piotr ruszył ręką i coś pokazał, pewnie ekran. – Aha, Januszu, słuchaj oprócz tego nagrywania – znowu szmer chyba pokazywał centralne urządzenie rejestrujące – masz tu jeszcze drugie – i stukając pokazał gdzie jestem obecny – zablokowałem go, jak twoja koleżanka wyszła, żeby sprawdzić o której przyjdziesz. Ale na przyszłość uważaj, co i do kogo mówisz.
Ciężki los, tyle ciekawych rzeczy dla Mieczysława usłyszałem, ale przez głupią szpilkę mu ich nie powiem.
CDN
_________________
...ecce homo vorax et potator vini publicanorum et peccatorum amicus
 
  mój status
 
Fabiolek 
Towarzysz
snajper


Wiek: 51
Dołączył: 08 Cze 2005
Posty: 1551
Skąd: z nad biurka
Wysłany: 2008-07-17, 12:47   

Telefon zaufaniazakończenie
(opowiada narrator – obserwator, nie jest wszystkowiedzący, nie wie co czują bohaterowie, ani co myślą. Jest jak każdy z nas, który obserwuje i wyciąga wnioski)

Szli ciężkimi krokami.
- Wybacz – powiedział Piotr – nie używam windy, bo w moim wieku każdy ruch jest na wagę złota
- Dobrze, ze ten blok ma tylko sześć pięter – odpowiedziała Karolina. Oddech miała bardzo równy i nie wydawała się nadmiernie zmęczona.
- Przecież mówiłem, żebyś pojechała windą i na mnie zaczekała
- Dziękuję. Ja też wolałam się przespacerować. To już będzie piąty miesiąc, jak u mnie w kapowniku są tylko zielone i żółte pola. No, jedno niebieskie – na te słowa wydawała się nieco pokraśnieć, ale trudno wyrokować, czy to na skutek wysiłku, czy też z powodu zawstydzenia.
Piotr zatrzymał się wziął krótki wdech i powiedział neutralnym głosem:
- No, to już żeśmy doszli – wyjął klucz i otworzył drzwi do mieszkania.
- W każdym razie – powiedziała Karolina – mnie ruch też dobrze zrobił. Rzeczywiście sport, ale taki normalny pomaga utrzymać równowagę. Zero wyczynu. Rekreacja i zmaganie się ze sobą – te ostatnie słowa wydawały się recytacją jakieś formułki.
Mieszkanie było jasne i przestronne. Właściwie był to zaadaptowany strych. Jego układ przypominałby pracownie malarską, gdyby nie atrybuty typowe dla mieszkania, jak sofa, fotele, ława, telewizor. Podłoga wyłożona ceramicznymi płytkami była zalana wrześniowym słońcem. NA prawo w rogu stał sprzęt mogący kojarzyć się z jakimś średniowiecznym narzędziem tortur lub łożem fakira. Po wejściu Piotr odruchowo zsunął buty i wskoczył w domowe klapki.
- Napijesz się herbaty, albo kawy? - zapytał
- Tak, wolę zieloną herbatę z jaśminem. – uśmiechnęła się nieco – Bardzo mi smakuje u pana.
Piotr był odwrócony plecami i zaczął przygotowywać herbatę. Karolina zsunęła buty i kiedy zobaczyła tajemnicze urządzenie ściągnęła też skarpetki, które upchnęła w adidasy, oraz podwinęła nogawki dżinsów. Piotr odwrócił się i powiedział:
- Po co ściągasz buty? Mnie tak jest wygodniej, ale...
- Niech się pan nie martwi nie pobrudzę panu podłogi...
- Ale atmosferę zatrujesz.
I roześmiali się oboje
- Mogę? – ruchem głowy wskazała na dziwaczny przedmiot
- Ah, to o to chodziło. Tak oczywiście.
Podał jej filiżankę herbaty. Wzięła ją do ręki, a jej stopy dotykały rozświetlonych płytek tak, jakby chciały zagarnąć z nich całą energię słońca.
- Nieźle grzeje – skonstatowała – nigdy nie lubiłam płytek, bo miałam je za zimne, ale te są wyjątkowe.
Po paru łykach herbaty, odłożyła filiżankę i weszła na urządzenie przypominające łóżko fakira.
-A aa. Słyszałam o tym w telewizji Rzeczywiście pomaga na krążenie?
- Nie wiem, kupiłem, bo mam żylaki, a ktoś mi powiedział, że taki masaż stóp pomaga – odpowiedział niedbale – jak dla mnie to lipa. A powiedz mi jak tam mieszkanie i pracownia w Piastowie?
- Dziękuję. Zaczynam rozkręcać działalność. Już mam kilka zamówień. Wczoraj skończyłam kalendarz reklamowy. Nawet nie miałam czasu zrobić sobie szyldu: „Pracownia grafiki komputerowej”.
- Szewc bez butów, co?
- Yhm, zamieszka też ze mną siostra ze swoją koleżanką. Łatwiej będzie na czynsz uzbierać.
- Tym się nie przejmuj
- I tak pan dla mnie zbyt dużo zrobił. Proszę mnie nie rozpieszczać, bo pomyślę, że... – zrobiła się czerwona
- Dobra, dobra – powiedział Piotr machając ręką – Chodzi mi o to, żeby dom był w dobrych rękach, to moja inwestycja i fundusz emerytalny. Wolę go wynająć tobie niż puścić w całkiem obce ręce – po tych słowach się uśmiechnął, jakby pragnął się usprawiedliwić.
- Kiedy patrzę na ostatnie cztery miesiące i przypominam sobie ile się u mnie zmieniło od naszego spotkania w „Tesco”. To zastanawiam się dlaczego mi pan pomógł. Czemu tyle wysiłku dla kogoś kogo pan znał tylko ze słyszenia.
- Z wysiłkiem nie przesadzaj – odpowiedział Piotr rozkładając się wygodnie w fotelu.
Karolina w tym momencie zeszła z „narzędzia tortur”, wzięła filiżankę i usiadła w fotelu naprzeciwko podkurczając nogi. Piotr ruchem nogi wyciągnął pufę i rozsiadł się „po amerykańsku”.
- Wiesz, Karolinko, to wynika z dwóch moich pryncypiów
- Oh, jak to brzmi – odparła Karolina
- Tak, wiem. Ale nie chodzi o słowa, a o nastawienie. Bo wiesz, ja nie wierzę w pomaganie ludzkości. Nigdy nic nie robiłem dla „ludzkości”, ale zawsze dla człowieka. A z fundacji odszedłem kiedy nowy szef chciał ratować ludzkość i zaczął mnożyć procedury tak, by –jak sam to określił- odpowiadały potrzebom „wszystkich potencjalnych obiektów”. Ja nie wierzę w rozwiązania systemowe. Nie ma systemu, który uszczęśliwi całą ludzkość. Ja mogę pomóc jednemu człowiekowi i jeśli każdy kto może tak zrobi, to wtedy może rzeczywiście ludzkość będzie lepsza. Ale nie przez system. Rozumiesz?
- Tak, tak – odparła – znaczy się słucham i staram się zrozumieć.
- Więc pierwsze pryncypium: „pomagam człowiekowi, a nie ludzkości”. Ty zadzwoniłaś, więc TOBIE pomogłem, jak umiałem.
- Naprawdę Pan pomógł, choć dalej się boję co będzie w przyszłości, czy TO nie wróci.
- Może tak, może nie. Dużo zależy od Ciebie. A poza tym, kiedy mówisz TO, mam nadzieję, że mówisz o ciągach, a nie o problemie, bo ten, jeśli nie stanie się jakiś cud, zostanie już z tobą na zawsze.
- Wiem, wiem –odparła – myślałam o ciągach, o tym dręczeniu siebie, łańcuchu „przyjemność –kara” i tej reszcie badziewia. A drugie pryncypium?
- Kiedy chcesz się odwdzięczyć za pomoc, którą ktoś ci okazał, to czasami najlepszym sposobem jest pomóc komuś kto ma podobne problemy. Wiesz taki łańcuszek dobra. Nie zawsze można się odwdzięczyć wprost, Więc można tak
KONIEC

PS. To na razie zakończenie opowiadanka o "telefonie zaufania".
Może jeszcze coś napiszę próbując form narracji.
Dodam tylko, że ta jest ciężka, bo nie można powiedzieć "on pomyślał wtedy, to a to". Tak trzeba namalować obraz, by czytelnik sam wywnioskował co się dzieje we wnętrzu bohatera.
Przypadkowych czytelników przepraszam, że kawałki są coraz dłuższe i trudno je czytać :)
_________________
...ecce homo vorax et potator vini publicanorum et peccatorum amicus
 
  mój status
 
Fabiolek 
Towarzysz
snajper


Wiek: 51
Dołączył: 08 Cze 2005
Posty: 1551
Skąd: z nad biurka
Wysłany: 2008-10-22, 19:40   

Czas, żeby ziajok coś poobserwował.
Ale czy warto, jeśli ma się poglądy nielewicowe i niekonserwatywne. Każda ze stron chce Cię wygrać dla siebie, każda chce żebyś zasilił rzesze ich zwolenników. A przecież nie ja jeden mama takie poglądy.
Cóż, publicznie nie powinienem - a właściwie nie wolno mi wyrażać swoich poglądów politycznych, bo mam być dostępny dla każdego. Nawet dla tych szuj, moich dawnych kolegów, którzy są posłami z ramienia Porażki Okropnej.
Nie, nie zgadzam się na emigrację wewnętrzną.
śp. G.K. Chesterton pokazał, że można podejść do takich absurdów z humorem i być sobą, nie "stawiać na swoim", ale być sobą :)
_________________
...ecce homo vorax et potator vini publicanorum et peccatorum amicus
 
  mój status
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template NoseBleed v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne

Forum administrowane przez: Grimlock, Nieznany


ebook.najlepsze.net
Darmowe Statystyki cjc!
Katalog stron www
katalog stron
Katalog stron internetowych Sznurkownia.pl