Skoro jesteśmy na podobieństwo Boga (jak On sam twierdzi) to na czyje podobieństwo są obdarzeni świadomością osobnicy jednokomórkowi (tym bardziej, gdy są anamorficzni)?
Łukjanienko jest jednym z najpopularniejszych, rosyjskich pisarzy sciencie-fiction. Łączna sprzedaż jego książek dawno przekroczyła milion egzemplarzy, a ekranizacja trylogii poświęconej walce Sił Mroku z Siłami Światła (reż. Timur Bekmambetow) stała się jedną z ja bardziej znanych współczesnych produkcji filmowych rosyjskiego kina.
„Spektrum” wydane przez książkę i Wiedzę w 2005 roku to moim zdaniem jedna z najciekawszych powieści Łukjanienki. Główny bohater – Martin (choć Rosjanin) na zlecenie ojca poszukuje we wszechświecie ambitnej gnostycyzującej nastolatki. Podróże przez galaktykę stały się prostsze dzięki rozrzuconym po większości planet portalom pilnowanym przez Kluczników – tajemniczych wielbicieli oryginalnych historii.
A „Spektrum” jest historią samą w sobie dość oryginalną. Bardzo precyzyjnie zbudowana powieść dzieli się na „kolorowe” części, z których każda opatrzona jest „gastronomicznym” prologiem. Każda też na zasadzie szufladkowej zawiera mikropowieści konstytuujące watki fabularne.
Czyta się to doskonale, warsztat narracyjny, jak to zwykle u Łukjanienki bez zarzutu, a w tym wszystkim sporo świeżej i niebanalnej ontologii. Bo spektrum – zaraz się na mnie obrażą puryści – ma charakter powiastki filozoficznej. Umiejętnie stawia pytania i – zgodnie z duchem filozofii postoświeceniowej nienachlanie próbuje proponować odpowiedzi. Niektóre z wątków wydają się naiwne, niektóre mniej błyskotliwe, ale cały obraz jest co najmniej intrygujący.
Z całą pewnością można pozwolić sobie na lekturę „Spektru,” bez poczucia zmarnowanego czasu i bezzasadnie zmęczonych oczu. To bowiem najwyraźniej ten szlachetniejszy rodzaj literatury s-f. Bliżej stąd do Lema czy Dicka niż do paperbookowych morderców czasu sprzedawanych na dworcach i lotniskach.
Z nieznanych mi przyczyn Ksiązka i Wiedza postanowiła za wszelką cenę zrazić potencjalnych czytelników pakując powieść w karygodnie brzydką okładkę. Ktoś, kto to paskudztwo zaprojektował (z litości pominę nazwisko) nie powinien zajmować się projektowaniem czegokolwiek. Historyczne „opakowanie zastępcze” makaronu było przy tej okładce arcydziełem sztuk plastycznych.
Okładka wydania rosyjskiego też nie Śnieżka, ale wolę tę niż to nasze obrzydlistwo (jak kto chce, niech sam to sobie wygugla)
_________________ Wyjść na idiotę w oczach debila? To rozkosz dla smakosza.
Ostatnio zmieniony przez andy 2009-10-07, 14:11, w całości zmieniany 1 raz
Z całą pewnością można pozwolić sobie na lekturę „Spektru,” bez poczucia zmarnowanego czasu i bezzasadnie zmęczonych oczu. To bowiem najwyraźniej ten szlachetniejszy rodzaj literatury s-f. Bliżej stąd do Lema czy Dicka niż do paperbookowych morderców czasu sprzedawanych na dworcach i lotniskach.
Tu nie wiem bo nie bywam, ani na dworcach, a tym bardziej lotniskach. Do autora się od dawna przymierzam, ale cóż wpada co inne też warte (chyba przeczytania). Przesunę w liście oczekujących na wyższą pozycje. Po tej recce oczywiście
Tu nie wiem bo nie bywam, ani na dworcach, a tym bardziej lotniskach. Do autora się od dawna przymierzam, ale cóż wpada co inne też warte (chyba przeczytania). Przesunę w liście oczekujących na wyższą pozycje. Po tej recce oczywiście
Ja natomiast na tych dworcach przebywam dość często. jest na terminalu 1 Okęcia taki kiosk (w lewo od wejścia po odprawie). Za każdym razem daję się nabrać. Bo dużo i kolorowo od okładek.
I za każdym razem po przejrzeniu oferty kupuję to samo: Politykę Wprost i Przekrój Stąd może to zniechęcenie.
j.
_________________ Wyjść na idiotę w oczach debila? To rozkosz dla smakosza.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum