Córka Lavransa, Wczoraj 0:02 napisał(a) na forum Małe forum ksišżki
---------------------------------------------
Najwyższa magia to ludzka chemia

Naina, studentka Państwowego Uniwersytetu Magii, ma nie tylko wybitny talent do pakowania się w kłopoty. Jej nadnaturalne zdolności doceniają szychy z ministerstwa i wydziału magii bojowej. Lokują w niej nawet nadzieję na powodzenie eksperymentu Demiurg.

Sama Naina uważa, że najlepiej wychodzi jej wszelaka destrukcja. Z łatwością zdematerializuje samochód. Z trudem opiera się "nieznośnemu" urokowi arcyciekawego faceta z przeszłością...

Ta książka jest jak jajko z niespodzianką. Najpierw fajerwerki magicznego pazłotka. Potem słodycz gorzkiej czekolady. I ani się obejrzysz, jak zaskoczy Cię kombinacja magii, humoru, tajemnicy, zbrodni, śledztwa i międzyludzkich zawiłości.

Aha, jeszcze jedno. Tylko tu znajdziesz satysfakcjonujące wyjaśnienie dręczącego Cię pytania - dlaczego nie można wyczarować monet, banknotów, złota ani diamentów?



Fabryka Słów



Fabryka Słów... No cóż, w tej książce słów jest trochę - na 410 stron, co prawda rozrzuconym drukiem z 1,5 odstępem (bolączka dzisiejszych czasów), ale trochę ich jest.

Sęk w tym, że słowa powinny coś ze sobą nieść, nie wystarczy wyprodukować ich "trochę" i posłać w świat.

Tymczasem "Wyższa magia" Izmajłowej to przynudnawy pamiętnik studentki, okraszony kilkoma kwiatkami, które miały być zaczepne, intrygujące, wyróżniające... PUM, czyli Państwowy Uniwersytet Magii, tajemnicze szóste piętro, magia bojowa.

Niestety, ta magia nie działa. Przez pierwsze 250 z tych 410 stron zapoznajemy się z procesem tworzenia pracy magisterskiej. I nie ma znaczenia, że w tak zwanym międzyczasie dzieją się w zamyśle autorki ciekawe rzeczy, ponieważ te rzekomo ciekawe rzeczy opisane są płasko, bez polotu i po prostu nie interesująco. Nawet opis poligonu bojowego czyta się tak, jakby czytało się relację z zabaw plażowych przedszkolaków.

Pedantycznym czytelnikom przeszkadzać może słabe dopracowanie szczegółów - główna bohaterka np. opisuje swoje problemy z dojazdem na uczelnię (fascynujące, prawda?) skarżąc się na rozkład autobusów i minibusów. W następnym akapicie jedzie... metrem, aby za chwilę wrócić do utyskiwań nad autobusami.

Ubawił mnie drobny przytyk w kierunku Harry'ego Pottera - "Oczywiście, te książki nie mają nic wspólnego z rzeczywistością - kto widział współczesnego maga z sową na ramieniu, odzianego w czarną szatę z kabalistycznymi symbolami?"

Oczywiście, pani Kiro, nikt. Tylko, że w odróżnieniu od pani, Joanne K. Rowling zadała sobie mnóstwo trudu, żeby wykreować barwny, magiczny, porywający świat, który zyskał jej fanów - i fanatyków - na całym świecie. Pisząc tak, jak pani pisze, nie zbliży się pani do tego poziomu w tej tysiąclatce.