Forum KGB
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Opowiadanie
Autor Wiadomość
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2012-08-22, 19:18   Opowiadanie

- Zabiłem cię.
Powiedział do mnie ktoś. Powiedział i poszedł. Udałam, że tego nie słyszę. Wracałam mocno podpita z miejsca, w którym się pije. Nie bawiłam się dobrze, bo rzadko mam ochotę dobrze się bawić.
Skąd wydobył się ten głos i czyj on był to nie wiem. Myślałam o papierosie, o tym, że dobrze byłoby włożyć coś do ust. Jednak ani na fajki mnie nie było stać, ani na lepsze mieszkanie. A mieszkałam sama, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co.
Gdy tylko pojawiał się jakiś głos, ja wychodziłam i wracałam. A gdy wracałam, to już tylko byłam.

Nadal obcinałam się na łyso i nie wyrażałam żadnego zainteresowania społeczeństwem, w którym przyszło mi żyć. Wreszcie, gdy ktoś zapukał do drzwi, schowałam głowę pod poduszkę. Mogłabym wyjść. Otworzyć. Ktoś dzwoni. Dobija się. Pies szczeka. A ja się bałam. Ja się obawiałam otworzonych drzwi, za którymi ktoś będzie stał i na mnie patrzył.
Zajrzałam przez dziurkę od klucza. Nikogo nie było, a pies nie szczekał. Owa sytuacja powtarzała się wielokrotnie. Wielokrotnie zmuszała mnie do ssania kciuka z nerwów.
Gdyby jeszcze raz usłyszeć ten bezosobowy i bezbarwny głos. Sama myśl o nim doprowadzała mnie do skrajnych stanów. Co sekunda zrywałam się z łóżka. Wreszcie z nadmiaru wrażeń wyrzygałam całą kolację. Około trzeciej nad ranem wróciłam do łóżka, chociaż wcale z niego nie wychodziłam. A jeśli chodzi o mój mózg, to zupełnie się od siebie oddaliłam i nie mam pojęcia, gdzie jestem. Zaczęło się od kupna mieszkania, którego zmuszona jestem pilnować. Posiadanie mnie męczy.

- Jesteś?
- Byłam?

Pewnego dnia miałam urodziny, w czasie których skończyłam osiemnaście lat. Ciężko wymówić liczbę, która stała się powodem moich paranoi. Od czasu, gdy dali mi ten dowodzik, Bóg wie, Bóg wie co, na pewno wie… Od tamtych czasów jestem na kreskę. To już przeszło kilka lat. Kreska musi mieć już rozmiary kolosalne. Na pewno zaczęła już zaginać czasoprzestrzeń.
A ja nie wiedziałam, że kreski się spłaca. Nie wiedziałam, a ta prosta czy nieprosta krecha w koszmarach wwiercała mi się w mózg. Obudziłam się, wstałam i wcale się nie czesałam. Nie uśmiechałam się, bo nie zwykłam tego robić. Usiadłam i siedziałam.
Odsiedziałam dwie godziny przy wannie. Kolejne dwie przy drzwiach wejściowych. W końcu ktoś zapukał, a pies zaszczekał. Siedziałam bez ruchu skupiona na tym, że posiadam mieszkanie, które posiadam. Gdy wychodziłam z domu, a robiłam to rzadko, zapraszałam panią Anastazję, która udawała moją sąsiadkę. Od tej starej i brzydkiej lesby dowiedziałam się, że nie mieszkam sama.
W pokoju zamkniętym na klucz hodował się ponoć jakiś chłopiec.
Od tamtej pory, a minęły już dwa lata, skradam się do jego pokoju, próbując go zobaczyć. Mówią o nim, że jest inny, choć nikt go nie widział, ani nie poznał. To, że chłopiec istnieje potwierdza codzienna obecność niedopałków w sedesie.
Być może chłopiec ten jest dziewczynką. Lub czterdziestoletnim bezrobotnym nieogolonym.

- Dobrze byłoby teraz wyjść i pójść – powiedziałam odbiciu w lustrze.
- Wyjść i pójść.
Odbicie nie posiadało imienia. A było aż odbiciem twarzy, którą dzielnie noszę. Ubrałam buty i zostawiłam mieszkanie. Idąc, obwąchiwałam ludzi jak zwykły pies. Śmierdzieli.
- Pamięta mnie pani? – zapytał ktoś.
Wyglądał jak jakaś starucha, taki zapyziały facet. Jakby o niczym innym nie myślał, oprócz jedzenia obiadów w eleganckich restauracjach. Drogie wino i obrączka na palcu.
- Nie. Skąd.
- Pani kiedyś przesiadywała w barze na Łukasińskiego. Z takim psem pani przychodziła i taką małą czerwoną torebką. Rozmawiałem kiedyś z panią na wódce z kolegą Andrzejem.
- Nigdy nie miałam torebki – wyrecytowałam dokładnie zapyziałemu facetowi.
- Kilka lat ją pani nosiła – sprzeczał się ze mną.
Nie odpowiedziałam i przyspieszyłam. Gościu nadal za mną lazł i szczekał nad uchem. Machałam ręką coraz mocniej. Gdy zaczęłam biec, gościu sobie poszedł i wyglądało na to, że zniknął. Dobrze znałam tą mordę i przed oczami miałam usta mówiące: „o, pani to taka nieśmiała”. Nigdy jednak nie wspominam upitych i spoconych facetów. To nieetyczne, a wręcz niehigieniczne.

Szłam dalej, sklep, sklep, drzewo, stara baba. Stara baba była mniejsza ode mnie o połowę. Spytała, czy widziałam gdzieś jakąś sukę. Lubię suki, jednak szybko okazało się, że chodzi o kotkę.
- Dlaczego gubi pani kotkę w mieście?
- Jaką kotkę, jaką kotkę, co pani mówi… To kot był! Czarny! Już trzeci raz powtarzam! Zgubił się… cztery lata już miał… rozumie pani?
- A, tak. Figaro?
- No tak, czarno-biały Figaro –powiedziała swoim starym głosem. – Widziała pani?
- A, Figaro, Figaro… Nie widziałam. A może chciałaby pani ze mną pójść?
- Co? – skrzeknęła.
- No poszukać go… gdzieś. Może się znajdzie. – Mój cholernie przyjazny ton przyprawiał mnie o mdłości. No tak, to miłe, ale koty z natury się nie znajdują.
Więc poszła ze mną i szukałyśmy. Pytałyśmy dzieci i ludzi. Ktoś mówi, żeby iść w prawo, my szłyśmy. Ktoś w lewo, idziemy. Całe miasto wiedziało o kocie, który się zgubił, a miał cztery lata skończone kilka dni temu. Całe miasto szukało kota, którego zgubiła stara baba.
- Co? Coś zginęło?
- Tak. Kotek. – Powiedziałam facetowi, jak gdyby to był mój kotek, którego kochałam od dziecka.
- To niedobrze – odpowiedział z uśmiechem. – Kot? Nie pies?

Kota nie było w całym mieście. Odwrócił się od nas ogonem. Stara baba była, posiedziała, poszła. Jak ludzie. Jak znajdę Figara, to jej powiem. Na razie chodzę.
Pochodziłam i wróciłam do mieszkania. Pani Anastazja zajmowała moje miejsce, a w ustach trzymała palce. Często tak robiła. Była to starsza kobiecina z włosami ufarbowanymi na kolor podchodzący pod czerwony. Usta wciąż wykrzywiała w jakimś dziwnym uśmiechu, a żółte zęby miała od ciągłego palenia papierosów, które podobno rzuciła. Ja też wszystko rzuciłam. Zawsze tak mówiłam i byłam uważana za osobę, która rzuciła. Pani Anastazja była trochę chuda, a trochę gruba. Miała brzuch zakryty bluzą dresową w stylu starych bab, które nie potrafią kupić ubrania. Była na każde moje zawołanie, a ja nigdy nie spojrzałam jej w oczy. Gdy weszłam, ona trochę poszczekała i poszła. Powiedziałam, że kotek zginął. Na to jednak odpowiedzi nie było.
- Kotek zginął – powtórzyłam, siadając przy kuchennym stole. – O, jak zginął…
Szybko dotarło do mnie, że zaskakująco często się powtarzam. Zapaliłam papierosa. Zgasiłam papierosa. Zapaliłam papierosa. Zaciągnęłam się i zgasiłam go. Lubiłam to robić. Nie lubiłam za to kupować wódki, a właśnie po nią poszłam.
- Dzień dobry. Proszę wódkę.
- Jaką?
- Dlaczego nie spyta pani o dowód?
Po raz kolejny nie udało mi się kupić wódki u tej śmiesznej pańci.

W kolejnym sklepie wetknięto mi wódkę na siłę. Nie potrafię sobie przypomnieć jak to się stało. Całe gówno znów wróciło mi do gardła i poczułam smród wszystkich obrzydliwych sytuacji, w których dane było mi się znaleźć. Z zasady nie pijam wódki na trzeźwo, bo nigdy nie smakuje tak samo. Musiałam przerzucić się na picie po ciężkich opiatowych latach niezaprzeczalnego szczęścia. Picie wódki zmuszało mnie do bycia idiotką, którą próbowałam nie być.
Generalnie to zawsze jest się trochę głupim.
Myślałam o robieniu dzieci i posiadaniu ich. W posiadanym mieszkaniu warto byłoby posiadać dzieci. Dzisiaj jednak miałam powód do upicia się i rozmyślania o dzieciach, których nie posiadam i w najbliższej przyszłości posiadać nie będę. Dziś Majka rodzi swojego drugiego bachora.
Majka była żoną kolegi mojego kolegi, z którym raz się mocno upierdoliłam. Nigdy nie pieprzyłam się z facetami, z którymi piłam. Bo w ogóle z żadnymi facetami nie sypiałam. Przecież pod moim wytrzeszczem oczu krył się smutny starszy mężczyzna. A to dość obrzydliwe.
- Czy syn, czy córka?
A on odpowiada: syn i córka.
Uznałam, że się nie zrozumieliśmy. Byłam wystarczająco pijana, żeby przeinaczać fakty.

Z Marcinem pijałam często, a on mi opowiadał o swojej miłości do moich znajomych kolegów. Żaden gej z niego nie był, ale miał jakieś czasowe odchylenia po alkoholu. Był mężem Majki, która mu prała i sprzątała. A on bardzo lubił przychodzić do mnie i mówić jak to on lubi niewyprane koszule, w których chodzę.
- Pić mi się chce – mówię.
- Napiję się – odpowiadam sobie, bo jestem dobrze wychowana.
Wszystko, co zrobiłam, to wyrzuciłam telefon, który kupiłam z braku wyobraźni. I przychodzi ktoś do mojego stolika i siada koło mnie. A gdzie pani jest? A co pani robi?
- Czy ja już wszystko powiedziałam? (CZ A U YSKO PO-AŁAM? CZ A U YSKO PO-AŁAM?)
Wtedy coś mnie tknęło. Wstałam, spojrzałam na koszulę z wypaloną dziurą. Spojrzałam na oparzenie. W myślach miałam odwilż myśli. Wszystko mi dzisiaj cieknie z mózgu. Muszę uciec z tego ludzkiego chlewu. Ludzie tu piją i rzygają. A ja co? Siedzę, patrzę. A tak naprawdę piję z nimi i się uświniam, doprowadzam się do tego samego uświnienia, co oni. No więc wyszłam na powietrze, spotkałam kogoś.
- Pamiętam cię – mówi. – Wyładniałaś.
- Tak, ostatni raz byłam zakochana dziewięć lat temu, dlatego postanowiłam ubrać się ładnie, ubrałam buty i spódniczkę, to dobra okazja, bo Majka dzisiaj rodzi dziecko Marcinowi i to nie byle jakie, bo już drugie, a ja nadal mieszkam w tym mieszkaniu, do którego przychodzi stara brzydka lesba i nadal mam fobie i nadal udaję, że nie palę. Wyładniałam, bo nie miałam wyjścia. Musiałam wyładnieć. Co pozostaje pannie w tym wieku, gdy już ćpanie się nudzi i wszystko już było, krótkie włosy i wszystko. Ja to miałam w planach, wiedziałam. Mówiłam sobie, że wyładnieję. I wyładniałam. Noszę przy sobie torebkę, ale chodzi o coś poważniejszego.
- Tak – odpowiada. – Kiedyś dużo ćpałaś, a teraz to już chyba mniej. – Tak właśnie mówi mój kolega, który jest maszyną.
- Tak, teraz już mniej… - odpowiadam i odchodzę.

Trochę pijana, jednak wystarczająco trzeźwa szłam do domu. Zaczepiła mnie pewna kobieta, pytająca o ogień. Rozczulające to nieco, zwłaszcza że ogień zawsze posiadam. Ślicznej pani podpaliłam papieroska, sama zapalając i zapraszając ją do siebie.
Ona, oczywiście, nie ma czasu. Ona się spieszy. A wtedy ja mówię, że czeka na mnie tylko pusta kuchnia. A ona?
- Jak dobrze to znam! – rzeczy niesłychanie mądrze. Co to tam na nią w domu nie czeka, prócz kranów i lodówek, pomijając pralki. – I tylko ten papieros, prawda?
- Tak. Ja to tylko do papierosa mam zaufanie – mówię.
- Rzadko spotyka się kogoś na mieście z kim można pogadać, prawda? – pyta, szukając potwierdzenia w moich oczach.
- A, prawda to – odpowiadam, uroczo ją podrywając.
Pani jest ładna i jakby mną zainteresowana. Zupełnie nie mieści mi się w głowie to, że mogłaby wykazywać inne skłonności, niż heteroseksualne. Ta zwykła ładna pani podąża za mną do mojego mieszkania.
- Tutaj mieszkam – mówię, jakby to było ważne. Pokazuję mój blok. To nie jest mój blok.
- Ładnie tu – kłamie ładna pani.
Wchodzimy do środka i zdejmujemy buty. Pani się rozczula nad mieszkaniem, a ja naśmiewam się z niej w myślach. Gdyby nie była ładna, już by jej tu nie było. Pokazuje mi zamknięte drzwi i pyta, czy może tam wejść. Czy ona oszalała, to moje mieszkanie.
- Tam nikogo nie ma! – krzyknęłam, a ładna pani natychmiast odsunęła się od zamkniętych drzwi. – Chodźmy do pustej kuchni – mówię do niej ładnie.
Uśmiecha się do mnie. Ładna ta pani.

W kuchni siedzimy i pijemy drinki. Ja polewam i papierosami częstuję. Ja ją zagaduję i wypytuję o męża. Ile już są ze sobą, ile się z sobą kłócą, jak ona cierpi, gdy on zostawia włączony telewizor na dole, a ona musi schodzić, żeby go zgasić, a gdy on tylko siedzi i siedzi. Jakże ona nie znosi siedzenia, biedna dziewczyna, a ja to oczywiście wszystko rozumiem i pocieszam ją i głaszczę słowami i dłoń jej całuję i ramionami otulam.
- Pani też nie jest szczęśliwa? Nie wygląda…
- Niech pani mówi do mnie po imieniu – proszę ładnie i odpinam jej pierwszy guzik.
- Dobrze – odpowiada ładnie i odpina drugi guzik.
Gdy pieprzę ją na stole, pytam czy kiedyś zdradziła męża, a ona odpowiada, że zawsze była mu wierna. I będzie. Ja mówię: dobrze. Na koniec liże mnie jeszcze po szyi, ubiera płaszczyk, wychodzi. Podaję jej torebkę, zamykam za nią drzwi. Uśmiecha się i mówi coś o telefonie. Ja drapię się po nieistniejącej brodzie i przepraszam ją za telefon. Jak dobrze jest móc przeprosić za telefon, którego się nie ma, a czasem odbiera. Jak dobrze jest udawać idiotę. Przyjemnie było być z osobą ładną. Przyjemnie było siedzieć w pustej kuchni, żeby wreszcie upić się do ostateczności.

Będąc sama w domu znów słyszałam ów głos. Nie mogłam jednak odgadnąć, co powiedział. Bo powiedział i poszedł. Głupi głos. Przecież ja nie wiem, po pijaku śpię na stole. Przecież to wszystko przez ten głos. Gdyby nie ten głos, no to ja nie wiem.
- …bo to wszystko właśnie przeze mnie jest! To ja sobie ten głos może wymyślam. A MU ZA JA! Nie, no, a co ja mogę, ja tu siedzę, znowu do siebie mówię i tracę kontrolę, a ja się tylko boję, czy to źle, a dobrze? Że się boję, przecież nie chcę się bać, zawsze byłam złą córką, zawsze i złą żoną i złą zawsze pozostanę, to picie, nie-picie, zawsze tak było, jak zawsze wszystko przeze mnie, ja już tak nie chcę… - mówiłam to do siebie w stanie pijaństwa już ostatecznego, takiego, po którym już tylko idzie się spać.

CDN
 
 
 
tobe 
Towarzysz
dziad borowy


Wiek: 38
Dołączył: 16 Gru 2005
Posty: 893
Skąd: z lasu
Wysłany: 2012-08-23, 20:49   

w części mnie zaciekawiło
nie wiedzieć czemu lubię emocjonalne jazdy
początek był dla mnie najlepszy

dobra jesteś w swoim pisaniu
aż jestem ciekawy do jakiego poziomu
możesz kiedyś dojść
_________________
cheers
 
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2012-09-02, 20:51   

Trzeźwość przychodzi do mnie czasem. Czasem też zdarza się jej nie przyjść.
Babka do mnie podchodzi, patrzy na mnie, a ja stoję. Obok mnie przechodzi Zbigniew – heroinista, pachnąc heroiną rozkładającą się w ciele. Zaciągam się jego zapachem, a babka stoi przede mną. Heroinista nie odzywa się, nie istnieje dla niego żadna ja.
A ja przed babą stoję. A baba stoi przede mną. Patrzymy. Zbigniew zniknął za jakimś budynkiem, równie dobrze mogłoby go nie być.
- Czy pani jest pijana? – pyta mnie to spróchniałe babsko. A czemu pyta?
- Nie.
Chyba nie. Nic sobie nie przypominam, a porządni ludzie nie piją przed południem. Nigdy w życiu nie upiłabym się przed pójściem do pracy! Walnęłabym w żyłę, wypiła ekstrakt, wciągnęła, ale nigdy w życiu bym się nie upiła.
- Pani śmierdzi alkoholem.
Mówi do mnie, stoimy na środku chodnika, przed jakimś sklepem, ludzie przechodzą i wcale nie pachną heroiną. A ja jej odpowiadam:
- I co?
Jest to smutna i trzeźwa rozmowa, a ja w ogóle nie poznaję siebie w chwilach, gdy nie widzę lustra. Nietrzeźwa trzeźwość w moim umyśle robi sobie ze mnie żarty. Pewnie mam kilkumiesięcznego kaca. Takie rzeczy się zdarzały, tu, wszędzie i nie wiadomo gdzie. W końcu wyszło na to, że nadal stałam przed sklepem, rozmyślając nad śmiechem Maleńczuka. A przecież chciałam iść.
A to się okazało, że nadszedł wrzesień i wszystko jest gorsze, niż było. Ktoś wyratował ćpuna przed zniszczeniem sobie mózgu, to ktoś wjechał rowerem do rowu, człowiek zapomniał ortografii… Świat, który przyszło mi znać był tylko absurdem nielogicznych faktów, które nie sposób ułożyć.
A tu chłopak przechodzi koło mnie i ma pryszcza.
A ja stoję.
A ja o niczym innym nie wiem i tylko ten pryszcz przed moimi oczami, i w mojej głowie. I po co pryszcz, i czemu. Okrążyłam swój światek.
- Pani to tak tu stoi? – zapytałam siebie, próbując stanąć przed sobą samą. Smutno się człowiekowi robi, kiedy nawet stanięcie naprzeciwko swojej osoby jest niewykonalne.

- A ta co, kurwa, tak stoi? Coś ją znam, po co tak stoi? – zapytał kogoś ktoś, cały się przy tym opluwając.
- No tak stanęła chyba, to stoi. – Odpowiada komuś ktoś. – A patrz, że nawet nie żebrze, tylko stanęła i stoi.
- Chyba głupia.
A ja się nie otrzepuję i nic nie odpowiadam. Odwracam się i wychodzę z tego świata. Jak z dystansem spojrzeć w trzeźwość, to wie tylko ktoś niepotrzebny nikomu, mieszkający w moim domu. Nie chciałam tam wracać. Własne mieszkania z natury są smutne.
Wreszcie stanęłam przed moim blokiem (to nie jest mój blok) i spojrzałam w dwa smutne okna. Chlipnęłam równie smutno. Nie miałam pracy, więc nie miałam co z sobą zrobić. W takich chwilach można by wiersz napisać (wiersz) albo zapalić papierosa. A ja znowu siedziałam. Odsiadywałam moją wartę. Wcale niewarta tej warty.
W chwili, gdy myślałam, że oszaleję z nadmiaru przebywania z sobą sam na sam, odezwał się głos:
- Po co odkrywałam świat? – a był to mój głos i to ja o to pytałam. – Odkrywałam świat, a teraz tu siedzę i boję się swojego mieszkania. Wcale nie odkryłam świata podczas moich dysocjacyjnych podróży. Czy mogę się dzisiaj napić? Tak troszkę? Dwieście gramów wódki uleczy moje smutki… - mówiłam. – Nie ma dla mnie miejsca w świętym mieście.
Każde miasto jest święte. Tak jak i ja jestem święta.
Wstałam z zamiarem kupna dwustu leczniczych gramów wódki. Wstałam i poszłam. Było ciepło, cicho i smutno. Jak to bywa popołudniami w miastach, których szarość tak nie przeszkadza, gdy idzie się kupić za pieniądze, których się nigdy nie widziało, dwieście gramów wódki.
Dwieście gramów wódki.

A w sklepie czekała na mnie sprzedawczyni. Nie patrzyła na mnie. Żaden klient na mnie nie spojrzał. Spytałam co jest kurwa, to tylko wódka. Oni nic. Pies ich srał. Wyszłam ze sklepu, zatoczyłam się kilka razy i walnęłam głową o coś. Po kilkusekundowym szoku, podniosłam się i spojrzałam na klepsydrę wiszącą na słupie z ogłoszeniami. Było ich dużo, ale spojrzałam tylko na jedną. Nie wyróżniała się niczym szczególnym, tylko imieniem i nazwiskiem, którego nie było.
Zaśmiałam się tępawo. Z żadnej perspektywy nazwiska nie było widać. Oddaliłam się kilka metrów od słupa… i nic, nadal nie widać. Ja już tak wkurwiona miałam męty i przywidzenia, a w głowie szumiały głosy i widać czy nie widać, oto jest pytanie.
Poszłam. Wypiłam. Wróciłam.
Nie było nazwiska na klepsydrze.

- Ja jak zobaczyłam, też nie uwierzyłam – szepnęła mi do ucha, a stała za mną. Wystraszyłam się, podskoczyłam i spojrzałam jej w oczy. – Też byłam pijana, ale to nic nie znaczy. Tu nic nie pisze. Czy nie jest napisane. I to, i to.
- Nie wiem o co chodzi – powiedziałam bełkotliwie po długiej ciszy. – To wygląda na żart.
- Na samobójstwo.
Ja stałam, dotykając dłonią mojej pijanej twarzy, a ona obok mnie, szczupła blondynka z dziwnymi oczami. Co jakiś czas wyszczekiwała jakieś głupstwo, a mówiła jakby przyjechała z innego kraju, z akcentem nieokreślonym i pomieszanym, a mówiła dzielnie bez ustanku, co jakiś czas zerkając na mnie. Głos miała niski, momentami piskliwy. Nie była delikatna, za to koścista i nieco wyrachowana. Pachniała perfumami i nie wyglądała na zadbaną. Trzydziestka, klasa średnia, pewnie rozwódka. Może w wieku chrystusowym. Ale mówiła. Wciąż do mnie mówiła, a ja nie wiedziałam o czym.
Nagle padło pytanie:
- Pani kogoś ma?
- A co to znaczy mieć kogoś? – byłam pijana, ale też zdenerwowana. Lekko byłam pijana, bo trochę mi już zeszło.
- Tak, to głupie pytanie. Zawsze wyskoczę z czymś głupim! – wrzasnęła nagle, a ja znów podskoczyłam.
Spojrzała mi w oczy. A ja jej. Wtedy coś mnie wzięło. Odwróciłam delikatnie wzrok. Trochę ta chwila była zwierzęca, ale krótka i przyjemna. Nie zakochałam się, bo nie mam takiego zwyczaju. Nie zakochuję się w kobietach, a zwłaszcza w blondynkach. Nie dopuszczałam możliwości zakochania się w kimkolwiek, kto nie jest mną.
Picie jest prymitywne. Ja jestem prymitywna.
- Pani to zawsze tak? – pyta znów.
- Zawsze tak.
- Pani powinna poznać Adolfa. To człowiek stworzony dla pani – na jej twarzy zagościł dziwny uśmiech. – Ma chyba trójkę dzieci, nie wiadomo z kim i gdzie, ale ma. Mówi, że ma. Pani ma dzieci?
- Pani nie ma – pani jest smutna.
- Szkoda. Dzieci to fajna sprawa. Ja jak mieszkałam w Poznaniu to też mi się to w głowie nie chciało zmieścić, Adolf czy dzieci, w ogóle ja nie mogę zrozumieć, czemu ludzie mieszkają w Poznaniu, ale potem przyjechałam tutaj… Teraz to już tylko o dzieciach myślę – pierdoli mi nad uchem, a ja ją coraz bardziej lubię. – Pani już wytrzeźwiała?
- Pani w ogóle nie umie się upić. Chyba już za stara jestem.
- Ale co pani mówi, za stara na co?
- A nie wiem.
- A czemu my tak stoimy nad tą klepsydrą? Swoją drogą to zastanawiające… - zamyśliła się, lecz na krótko. - Była już pani w Hormonie?
- Ale ja nie lubię lesb, a tam same lesby chodzą. I to jeszcze brzydkie. Dzieci się upijają piwem, a ja się zawsze ustawię w kąt z tabaką i wyglądam dziwnie… Ja nie lubię takich miejsc, proszę pani. To smutne chodzić w takie miejsca. To trzeba być samobójcą albo masochistą. – Zapaliłam fajkę. – A ja jestem spokojnym człowiekiem.
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2012-09-05, 22:28   

tobe napisał/a:
....

dobra jesteś w swoim pisaniu
aż jestem ciekawy do jakiego poziomu
możesz kiedyś dojść


Nie kadzić !
Indi ma juz przewrocone w głowie :mrgreen:

Co z tego że fajnie składa słowa ... jak niebardzo jej o coś chodzi... albo nie chce powiedziec oco :)

No ale już ..... albo znów , daje sie to przeczytać :drunk:
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2012-09-06, 14:53   

Naprawdę mam? : (
Myślałam, że nie.

Posłuchałam Twojej rady i nie ma sensu pisać dalej tego, co ostatnio i teraz postanowiłam się zająć fabułą, a może niedługo wyjaśni się o co chodzi.
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2012-09-06, 15:45   

indianer napisał/a:
Naprawdę mam? : (
Myślałam, że nie.
Ale to jest jak najbardziej pozytywne przewrócenie w głowie - choć i tak uważaj, bo jeszcze trochę, a będziesz jak pajk. :twisted: :hehe:
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
Nineczka 
Przedszkolak



Dołączyła: 18 Paź 2012
Posty: 13
Skąd: Mazury/Londyn
Wysłany: 2012-10-20, 23:05   

Stricte literacko - technicznie, bez gledzenia o fabule, czy mi się podoba czy nie, bo to kwestia gustu indywidualnie kazdego czytelnika, ale tak - fajnie zaczęte, ciekawie z tym dialogiem. Jesteśmy od razu w środku fabuły, coś się dzieje - ok :) Jednak co mi przeszkadza to natlok zbyt krótkich zdań. Dobrze jest jak tekst jest płynny i ma swój rytm.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template NoseBleed v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne

Forum administrowane przez: Grimlock, Nieznany

Forum KGB dostępne jest również pod aliasem forumkgb.xx.pl
xx.pl - darmowe aliasy www