Forum KGB
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
"Pożądanie. Antologia opowiadań miłosnych, zmysłowych, erotycznych i dziwnych"
Autor Wiadomość
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2013-02-21, 20:53   "Pożądanie. Antologia opowiadań miłosnych, zmysłowych,

Jakub Żulczyk
Och, Rafał
(fragment)


***

— Jestem zmęczona, muszę się położyć — mówi Anetka — ale nie chcę wracać do domu, tam jest tak pusto...
— Możesz położyć się tutaj — mówię do niej — możesz położyć się tutaj, wszystko w porządku.
I mlaszczę znowu, nie mogę nad sobą zapanować.
— Na pewno nie będzie problemu? — pyta. I dodaje — bardzo się boję.
Nie pytam, czego się boi, i tak zaraz mi to powie. Boże, te cyce. Mówi, że się boi, i ściąga ramiona do siebie i je ściska, tak że zaraz one pękną, trzasną, wybuchną, i tryśnie z nich to, co jest w środku, mleko, miód, płynna czekolada, to zaraz wszystko pęknie i zaleje mnie, udusi.
— Boję się, że to tak poszło, rozumie pan, to znaczy, rozumiesz, Rafał, na raty — mówi — że najpierw zabrali jedną połowę, a potem zabiorą nas.
Kucam przy niej i biorę jej dłoń w swoją. Tę piękną, drobną dłoń z różowiutkimi jak dupcia świniaczka tipsami. Tyle razy wyobrażałem sobie tę dłoń na moim kutasie. Mój Boże, tyle razy.
— Nie, Anetko — mówię jej — na pewno tak nie będzie.
— Obiecuje mi pan? — pyta.
— Obiecuję — kiwam głową — Obiecuję.
Te cyce są dziesięć centymetrów od mojego nosa. Dziesięć centymetrów. No, może dwadzieścia. Boże przenajświętszy, przecież ja zaraz zładuję się w spodnie, po raz pierwszy od czternastego roku życia.
— Więc gdzie mogę się położyć? — pyta, i zaczyna to robić. Przysięgam, że zaczyna to robić. Sama. Zakłada trochę nogę na nogę, tak trochę, wystawia do mnie udo. Rozkłada ręce. Patrzy na mnie. Już nie płacze. Trochę ściekł jej makijaż, ale tylko trochę. Przysięgam, że zaczyna to robić. Zaczyna mi to proponować. Możecie mi wierzyć albo nie, ale ona właśnie to robi. Jej usta jeszcze tego nie powiedziały, ale jej ciało, jej ręce, jej nogi mówią „Połóżmy się razem. Zróbmy to. Jakby nie patrzeć, ze świata zniknęły trzy miliardy ludzi, w tym moi rodzice. Potrzebuję pomocy, proszę. Potrzebuję, aby ktoś mnie przytulił. Przytul mnie, Rafał”.
— Tutaj? — pokazuje palcem kanapę.
Nie, są lepsze miejsca w tym domu, uwierz mi. Jest bardzo wygodne łóżko w sypialni, na piętrze. Znakomity materac, wydałem na niego kupę forsy i przyznam, że jeszcze wtedy, parę lat temu, gdy jechałem do meblowego z Marzeną, nie wiedziałem, po jaką cholerę to robię. Marzena mówiła coś, że ona na deskach spać nie będzie. Że stać nas – czyli mnie – na to, aby dobrze się wysypiać. Jak ma, tak ma. To wspaniały, sprężynujący materac. Teraz widzę cię, Anetko, i już wiem, czemu wydałem na to łóżko dwie średnie krajowe.
Wielokrotnie, w tym łóżku, tańczyłaś mi przed oczyma. Moje ręce w powietrzu zdejmowały twój stanik. Miętosiły cycki. Wkładały ci rękę między nogi. Moja bogini. Anetka. Głaskałem ci cipkę, a ty robiłaś te wszystkie słodkie minki, takie, które znalazłem na twoim profilu na Fotka.pl, zupełnie przypadkiem. Boże, co to był za moment. Zaschło mi w gardle, momentalnie wskoczył mi stan podgorączkowy, przysięgam. To było prawie jak wtedy, gdy po raz pierwszy rozebrała się przede mną dziewczyna, miałem jakieś siedemnaście lat, na osiemnastce u kumpla, ten kumpel miał ksywę Jajo, pamiętam, i niespecjalnie go lubiłem, bo strasznie żydził kasę, a do tego miał motor Yamaha i nikomu nie dawał nim jeździć, nie pamiętam za to specjalnie tej dziewczyny, pamiętam, że miała małe cycki, pamiętam, że wypiłem przedtem pięć piw, chyba Żywiec, chyba, pamiętam, że mało z tego pamiętam i cały czas bałem się, czy w trakcie nie puszczę pawia, zresztą nieważne, to było prawie jak wtedy. Prawie, podkreślam. Zupełnie przypadkiem, szukając różnych dziewczyn do zwalenia sobie gruchy – i przestańcie mnie oceniać, bo również walicie sobie gruchę do zdjęć różnych małolatek w internecie, robiących sobie głupie zdjęcia trzymanym z góry telefonem, tak żeby było widać cycki i żeby twarz była wyględniejsza – znalazłem twój profil, Anetka, twoje zdjęcia, z psem, z kotem, z rodzicami, ale też sama ty w pokoju, w bieliźnie, robiąca usta w ciup, z pluszakami, ze zdjęciem koleżanki w ramce w kształcie serca, w objęciach jakiegoś młodego muskularnego dupka na pomoście nad jakimś jeziorem, z plakatem Brada Pitta, znalazłem te zdjęcia i nie zapomnę tego wieczoru do końca życia.
A teraz tu jesteś. A teraz chcesz tego. Serce zaraz wypadnie mi z klatki piersiowej. Chyba powinienem włączyć z powrotem telewizor, aby przestać o tym myśleć, chociaż na króciutką chwilę. Rozproszyć się czymś.
— Coś ci jest? — pyta.
— Nie, kanapa jest OK — odpowiadam — ale łóżko na górze jest trochę wygodniejsze. W sypialni, w sensie.
Przysięgam, że rozdwaja mi się w oczach. Wstaję i podchodzę do barku nalać sobie jeszcze kielicha. Powoli. Powoli. I coś mi się przypomina. Młody muskularny dupek.
— Nie wiem, czy powinnam... Pan, to znaczy Rafał... to łóżko, w którym... — mówi, a jej słodki głosik i jej słodki móżdżek nie są w stanie dopowiedzieć żadnego z tych zdań do końca. Nalewam sobie łychy prawie po brzeg.
— A twój chłopak? — odwracam się.
— Co mój chłopak? — pyta zdziwiona.
— Czy on... Zniknął... — pytam, i kończę zdanie potężnym łykiem.
— A skąd wiesz, że mam chłopaka? — pyta, patrząc na mnie, jakby z szyi wyrosła mi nagle druga głowa.
— Trudno, żeby taka dziewczyna jak ty go nie miała — mówię, i od razu chcę dodać, dziewczyna z takimi cycuszkami, dupcią, kolcami biodrowymi tylnymi górnymi.
— Nie wiem, nie wiem... nie myślałam o nim... zerwałam z nim miesiąc temu... no właśnie, co z Sebastianem... — i znowu zaczyna ryczeć, i ściska te swoje przepiękne balony ramionami, tak że znowu są na granicy eksplozji, te dwie piękne, przepiękne, najpiękniejsze brązowe miękkie ogromne kule, i wtedy to się dzieje, nie mogę się powstrzymać, to straszne, ale właśnie, w tym momencie, na ten widok, czuję, jak po moim lewym udzie i po bokserkach rozlewa się seria ciepłych strzyknięć, raz, dwa, trzy, cztery, kurwa, robię się cały czerwony i opieram się o barek i gdy ona kończy beczeć, otwiera oczy i pyta:
— Czy wszystko w porządku?
A mnie pozostaje tylko kiwnąć głową i powiedzieć:
— Tak. Wszystko w porządku. Wszystko OK. Kanapa jest OK. Połóż się na kanapie.
***
Więc, Anetka jest tu dalej. Minęły trzy dni.
Telewizja cały czas mówi nam nowe rzeczy. Anetka nie ma gdzie iść. Mówi, że nie ma gdzie iść, a ja po pierwsze jej wierzę, a po drugie, nie chcę, aby gdziekolwiek szła. Czemu ma mnie zostawiać. Gdzie ma iść. Jestem przy niej, bardziej niż kiedykolwiek byłem przy kimkolwiek innym. Jestem cały jej i tylko dla niej. Ona robi mi śniadania i obiady. Prasuje, gotuje, sprząta, takie tam. Opiekuje się mną. Współczuje mi. Wydaje jej się, że strasznie cierpię, że jestem rozbity jak rozbity talerz, że Marzena zniknęła, że jej nie ma, że ci wszyscy ludzie, że wszystko legło w gruzach. Staram się, aby myślała tak dalej. Przedwczoraj, gdy jedliśmy obiad – zrobiła sznycle, smakowały jak kapeć starej baby, no ale jak dla mnie, to ona może mnie karmić karmą dla chomików – rozpłakałem się. Była przekonana oczywiście, że to z powodu Marzeny. Podeszła do mnie i mnie objęła. Gdy poczułem, jak te piękne cyce przyciskają się do mnie swoim boskim ciepłem, rozpłaszczają się o mój mostek, wybuchłem jeszcze większym płaczem. Bo płakałem jak dziecko, płakałem ze szczęścia, że ona tu jest, i płakałem z żalu, wyłem jak to zwierzę leśne we wnyki złapane, że jeszcze nie mogę, jeszcze nie mogę jej wydymać, wygrzmocić, przepraszam, kochać się z nią, kochać się z tym aniołkiem moim.
Jeżdżę do sklepu, który wciąż działa, chociaż wszyscy non stop w nim płaczą, sklepowa i dziewczyna, która została, i wszyscy mówią, że zaraz przyjadą tu rządowi i zabiorą nas w inne miejsce. Że został ogłoszony jakiś globalny stan wyjątkowy. Terefere. W dupie to mam. Z firmy Zniknęło mi dwóch magazynierów i sekretarka, ta sekretarka to jakaś idiotka kompletna, kazałem jej odkurzyć raz biuro, to mówiła, że się jej paznokcie połamią. Jak dostałem raz billingi telefonu, ile ona dzwoni z roboty, najpewniej po koleżankach i do mamusi, że jej źle ondulację położyli, to o mało co zemdlałem. Wziąłem ją na dywanik i powiedziałem, że leci jej to z pensji. Płakała, klękała przede mną. Zdjąłem jej połowę. Teraz jej nie ma. I dobrze. Jest zastój w interesie, ale mówię, wszystko wróci do normy. Trzy miliardy ludzi zniknęło, ale zostały trzy miliardy i nie ma bola, żeby z tych trzech miliardów nikt nie potrzebował dobrej, mosiężnej klamki do drzwi.
Moja matka wydzwania do mnie co drugi dzień, że się boi. Że jest bardzo przestraszona. Że musi do mnie w tym momencie przyjechać i siedzieć mi na dupie, „dopóki sytuacja się nie unormuje”. A takiego. Będziesz mi tu węszyć. Mi i Anetce. Nie ma mowy, stara ropo. Ja już się z tobą w życiu nasiedziałem. Dwadzieścia cztery lata, dopóki nie poznałem Marzenki i nie wzięliśmy kredytu na to dwupokojowe mieszkanie, co zresztą szybko poszło, bo w pewnym momencie te klamki zaczęły iść jak złoto i mogłem spokojnie postawić sobie chałupę.
Zresztą, pies im wszystkim mordę lizał.
Mi kutas po prostu wybija zęby. Anetka chodzi po mieszkaniu w samych szortach. Ostatnio w tych szortach robiła dla nas pierogi, wyszły beznadziejnie, w życiu gorszych nie jadłem, ale jak kręciła tym tyłeczkiem przy lepieniu, matko jedyna, jak dla mnie to ona mogłaby mnie żwirem i ziemią karmić, zresztą mówiłem już o tym. Nie wiem jeszcze, jak się do niej dobrać. Trochę telewizji razem oglądaliśmy, ale przestaliśmy, bo tam w kółko gadają tylko o tym Zniknięciu. Premier Izraela, prezydent USA, ten Murzyn Obama, premier Polski nie gada, bo zniknął, gada pełniący obowiązki, ten Schetyna cały się załapał, w mordę bity pastuch i złodziej, i karierowicz jeden, jak oni wszyscy, ten też na pewno nie narzeka, że to całe Zniknięcie miało miejsce. Więc oglądamy filmy, mam tego trochę na DVD, i z gazet, i kupione, głównie komedie romantyczne, Anetka lubi też ten serial „Seks w wielkim mieście”, to trochę oglądamy, ale ja nie mogę tego oglądać, co za bzdura, to niby jest serial o życiu, cztery stare i zaschłe ropy jedną nogą w trumnie, mumie jebane, a sami najlepsi modele je posuwają – ludzie, kto wymyśla takie bzdury, ja się pytam?
Najgorsze jest to, że nie mogę się do niej dobrać. Coś tam już szemram, ale ona cały czas się odsuwa. Bardziej sobie wkręciła, że jestem dla niej jak jakiś wujek. Cały czas muszę ją poprawiać, żeby nie mówiła do mnie „proszę pana”. Czasem tu ją trochę obejmę, tu rączkę położę na ramionku, jak oglądamy ten telewizor, trochę na kolanku, ale ona się od razu odsuwa, a ja nie mogę być taki natarczywy, bo zaraz mi tu umknie, zwieje gdzieś, no ale nie mogę, muszę to w końcu zrobić. Mówię jej, że jest piękna. Że włosy ma piękne, i wszystko ma piękne, ciało, nogi, wszystko ma takie wspaniałe, ale ona wcale nie słucha. Mówi, że jest gruba jak bela, że musi schudnąć piętnaście kilo i że już blada się robi, dzwoniła, aby sprawdzić, czy solarium otwarte, ale nikt nie odebrał. I że odrosty jej się robią już, że musi iść do fryzjera. Powiedziałem, że ją zabiorę niedługo. Za parę dni. Jak wszystko wróci do normy. Ja tam nie wiem. Dla mnie to ona może być nawet zielona. Wczoraj nie wytrzymałem i podejrzałem ją, jak się przebiera. Po raz pierwszy, z tyłu, zobaczyłem ją na golasa. Boże jedyny. Myślałem, że się na nią rzucę, chwycę za włosy, zacznę ściskać, macać, łapać, ślinić to wszystko, lizać, całować, ściskać, myślałem, że ją zjem, ale tak kucałem i patrzyłem przez szparę w drzwiach, jak stoi na golasa i zastanawia się, który swój łach założyć, nie wiadomo na jaką okazję, bo przecież siedzimy tylko razem w domu i najlepiej by było, gdyby się po prostu rozebrała, i patrzyłem, i gryzłem się w dłoń, z całej siły, aż krew mi poszła.
Nawet nie wiecie, co to za tortury. Nie macie zielonego pojęcia.


----------------

Michał Cetnarowski
RP Productions
(fragment)


Przejście na stronę fizycznej dojrzałości dokonało się nocą, jak na mitologiczne transformacje przystało, w ciemności pokoju i waginalnej duchocie naciągniętej wysoko kołdry. Paweł był jedynakiem; do tej pory nie umiał się z tym do końca pogodzić, od tego dnia zaczął ten fakt błogosławić. Leżąc w łóżku, samotnie, nienękany niczyim towarzystwem, dodał dwa do dwóch, poskładał rzucane coraz śmielej – w miarę postępu filmowej akcji – uwagi kolegów i przypomniał sobie wstawkę z wąsatym dominatorem, który pojawił się na ekranie i wywarł na nim piorunujące wrażenie, i wiedział już, co robić. Słodko-dotkliwe napięcie, które nie opuszczało go, odkąd rozstali się przed drzwiami Kałamarza, wreszcie podpowiedziało mu, co robić. Gorącą dłonią ujął rozpalone ciało, zamknął oczy, otworzył się na zapamiętane obrazy. Widok nauczycielek już nigdy nie miał być dla niego taki sam jak wcześniej.
Kiedy skończył, w bolesno-ekstatycznym skurczu, pierwszy raz, ze strachem i dumą odkrył, że dłoń i poszewka kołdry pokryły się ciepłą, lepką wilgocią. Nie bardzo zdając sobie sprawę, co robi, polizał palce. Płyn smakował przepoconym podkoszulkiem i dorosłością; uświadomił sobie, że wkracza w wiek męski. Nie wstał, nie wytarł się, nie oczyścił pościeli. Zasnął w młodzieńczych sokach, przez noc wytarzał się w nich jak zwierzę w swym zapachu, nasiąkł nimi. Kiedy zamknął oczy, dziwnie ociężały, wciąż pobudzony, napełniony niedającym się sprecyzować lękiem i wielką ekscytacją, śniły mu się ogromne, obłe oparcia sof o naprężonym obiciu i sterczących, twardych napach, rozchylone miękko drzwi, zapraszające w ciepłą, wilgotną ciemność wijących się za nimi korytarzy, gęste, wełniane dywany o długim włosie, bardzo włochate, zaplatające się między palcami; śnił twarde, potężne butelki z nagazowaną oranżadą, mające zaraz wybuchnąć, i wreszcie wybuchające, kaskady płynu leją się pod ciśnieniem na dłonie i twarze, gazowana ekstaza, i usta, więcej spijających ją, lepkich ust. Obudził się i wiedział, co musi zrobić. Zaczęły się dla niego intensywne lata.
Skromną sztukę dawania rozkoszy manualnej doprowadził wkrótce do perfekcji. Zaczynał od klasycznej domowej partyzantki, kolejne kręgi przyjemności rozkręcały się po coraz szerszych ramionach spirali. A więc najpierw sypialnia i to, co w ciemności nocy; potem łazienka, początkowo w wannie, pod pierzyną pary. Ale szybko zaczął przełamywać najoczywistsze lokalizacje i naturalny dla wszystkich onanistów pasjonatów harmonogram dnia. A więc: już nie tylko wieczorem, nie tylko o zmierzchu, ale też rankiem, przed wyjściem do szkoły, i w południe, przed obiadem, w jasności, w blasku, w mocnym popołudniowym słońcu. Czuł, jakby po latach astmy zaczął wreszcie oddychać pełną piersią.
Już wkrótce człapał klonem wszędzie, gdzie tylko się dało. Wstawał wcześnie i prężył strunę przed wyjściem z domu, a potem pędził, żeby zdążyć do szkoły przed pierwszym dzwonkiem, gdzie majestatyczne, secesyjne łuki framug i sklepień w męskich toaletach, a był sumienny i przerobił wszystkie na każdym z trzech pięter, wprowadzały go w uniesienie i skłaniały do tym bardziej entuzjastycznego przycinania knota. Jak się okazało, szkolne kotłownie – i poszczególne klasy, i schowek na szczotki, i pachnący męską przygodą kantorek wuefistów, i pokój nauczycielski, w tych rzadkich chwilach, kiedy wabił pustką i nie było w nim nikogo – od tej strony również nie miały się czego wstydzić. Przed powrotem do domu znikał na chwilę za przystankiem autobusowym, by zagiąć rurę, a wiatr czule pieścił rozpaloną głowę i ciało. Już wkrótce poznał smak ryzyka przed zamkniętymi drzwiami sąsiadów, w piwnicy, w windach poszczególnych bloków na osiedlu, w pokoju rodziców, w szafie z zimowymi kurtkami, wdychając dusząco słodką woń kulek na mole, albo nad wielkim błyszczącym zapraszająco kuchennym stołem.
Gdy wychodził w plener, dbał, by robić to z klucza faunistycznego: walił konia, dusił węża, głaskał karpia, patroszył śledzia, rozciągał węgorza, drażnił byka w parku pomiędzy ławkami, poganiał muła, ujeżdżał źrebię, budził smoka na polnych ścieżkach, nad rzeką, za miastem. Gdy był w nastroju refleksyjnym, florystycznie, niespiesznie prostował banana, łupał orzecha, łuskał kaczana, golił ogóra na działkach, patrząc z uznaniem na dojrzewające plony, pompował gruchę, opędzając się od os, gładził grzyba, gdy zażółciły się liście. Przeszedł szczęśliwie etap, gdy po stolarsku heblował belę, rzeźbił strzałę, muskał pieniek, frezował trzonek i szkolił majstra wszędzie, gdzie na dłużej przystanął. Po ślusarsku, dla fanaberii, prostował gwoździa, toczył tuleję pod obwieszonymi zardzewiałymi kłódkami osiedlowymi garażami, studził pręta, przekładał wajchę, a w dni dżdżyste i chłodne, kiedy nie wychodził z domu, niespiesznie, w swoim rytmie brał się do klepania kowadła. Ale nie zawsze było tak sielankowo – w chwilach militarystycznej złości z gniewem i dyscypliną ćwiczył młodego, musztrował jegra, aż furczało, polerował kolbę, smarował lufę, skręcał wyciora, przeładowywał gnata, szorował zbroję i do upadłego, do znoju, do braku tchu gonił kaprala. Gdy wyjeżdżał, zawsze pilnował się, żeby robić to z klucza narodowo-etnicznego: czesał murzyna, łapał tatarzyna, na ścianie wschodniej przepędzał ruska, ale też skalpował wodza, mając w pamięci rozległe niziny śródpolskich równin, w nastroju bezpaństwowym niańczył smerfa, a w momentach szczególnie przykrych bił niemca w hełm. To były piękne i groźne chwile, fascynujące pięknem i grozą, jaką mają nieodkryte lądy i nienapisane księgi. Kiedy prawie przyłapano go, gdy zaszyty w zieleni parku próbował trafić łabędzia, myśl o bieli na białym tle wprawiała go w niepokojący, filozoficzny nastrój, zdał sobie w pełni sprawę ze społecznego ostracyzmu towarzyszącego podobnym praktykom. Od tej pory stał się ostrożniejszy, jednak dzieła ejakulicznej partyzantki nie porzucił do końca, nie pozwalała mu duma, poczucie obowiązku i rozpalony wąż wijący się na dłoni.
O dziwo, koleżanki ze szkoły nie interesowały go w ogóle. Albo były za chude, albo za grube, ubrane workowato, obojętne lub opryskliwe, nieuległe, na pewno niepachnące farbą drukarską, choć kto wie, może wydepilowane? (Ta myśl budziła w nim na krótko głębsze zainteresowanie). Zasmakował za to w magazynach erotycznych, które jak kwiaty wolności zakwitły na półkach uwolnionych ekonomicznie punktów z prasą i licznych stolikach porozrzucanych w strategicznych punktach hali targowej. Odtwarzacza wideo się nie dorobił, na wizyty u kolegów wkrótce stał się zbyt blady i za stary. Za to w wieku, w którym rówieśnicy godzinami kopią piłkę, ćwiczą wina na ogniskach i – ci o największym farcie – naprawdę poznają pod namiotami smak dziewczęcego ciała, a zbierają najwyżej barwne opowieści o kacu i epickim pawiowaniu na imprezach w parku, z przyjemnością odkrył w sobie żyłkę dojrzałego kolekcjonera. Wyszukiwał ze znawstwem pierwsze numery „Nago”, „Peep Show” i „Seksrety”, śledził perypetie wydawnicze „Foto Sexu”, swojsko-siermiężnego „Wampa” i „Erotykonu”. Znał nazwiska modelek – prawdziwe bądź przybrane – wiedział, która i pod jakim pseudonimem pojawiła się w poszczególnych publikacjach. Doceniał nordycki profesjonalizm „Catsa”, „Raportu”, „High Society” i „Playstara”, zamiast „Brava Sportu” i „Popcornu” podczytywał „Twój Weekend”, rozczulała go stosunkowa niewinność pojawiających się tam zdjęć, zawsze zasłaniających to, co najistotniejsze, z modelkami o rozchylonych ustach zastygających tuż nad kolorowymi gwiazdkami, pod którymi skrywano wyprężone fallusy i otwarte na oścież waginy. Kiedy po dwóch numerach zawieszono wydawanie „Penthouse’a”, naprawdę zapłakał. Pisał listy do redakcji i próbował swoich sił, tworząc pieprzne erotyczne opowiadania słane na konkursy. Raz wygrał, pocztą przesłano mu Kompleks Portnoya, ale nie przeczytał książki, uznał ją za hardkor dla dewiantów i dziwaków.
Miłością potężną i prawdziwą, niespodziewanie dla samego siebie, pokochał też komiksy, które razem z pornobiznesem przekroczyły granice uwolnionego z historycznej homeostazy kraju. Już wkrótce, z utęsknieniem nie mniejszym niż to towarzyszące oczekiwaniu na nowego „Wampa”, oczekiwał na następne numery kolejnych -manów. Ileż to stron skleił z płomiennowłosą Mary Jane, dziewczyną Człowieka Pająka, z Gwen Stacy o wąskiej talii, zawsze nienagannie ubraną… Wyczekiwał nowych odcinków X-Manów z czarnoskórą Storm o białych oczach i włosach jak wybuch na Słońcu, piękną w tym swoim wyciętym głęboko w pachwinach, futurystycznym wdzianku, i sam nieudolnie próbował szkicować Jean Grey w niegrzecznych, wyuzdanych pozach. Śnił o lolitce Jubilee i lateksowej Kobiecie Kot, bardzo dojrzałej, dominującej w snach. Obcisły trykot Czarnej Wdowy rozciągającej się w kadrze niczego nie ukrywał, kobiece krągłości, pasma mięśni i sutki były widoczne jak w atlasach anatomicznych; zastanawiał się, jak w stroju pokojówki i z odkrytymi piersiami wyglądałaby Lois Lane. To były jego pierwsze miłości, losy tych kobiet – tak prawdziwych mimo wyimaginowanych przygód oraz niewprawnej kreski ilustratorów, którzy nigdy nie zawahali się, malując na wieczność wydepilowane kobiece pachy i nogi długie jak wymarzone przez mężczyzn fallusy – śledził z prawdziwym zaangażowaniem i emocjami. Bał się o nie, cieszył wraz z nimi, kibicował im i wygrażał tym, którzy je poniżali; cokolwiek by o nim mówić, nad ich podobiznami wytapiał świecę zawsze z czułością i bardzo delikatnie.
Później błogosławił ślepym bogom losu, że były to wciąż czasy, kiedy nie istniał powszechny dostęp do sieci. Gdy nieco dorósł i spojrzał na swoje życie z tej krótkiej perspektywy, jaką daje drugi krzyżyk na karku, ze stoickim spokojem zdał sobie sprawę, że w zalewie dwu–, trzyminutowych filmików zatraciłby się zupełnie, z lubością dałby się pochłonąć, strugałby wtedy kloca nawet podczas jazdy autobusem i wspólnych rodzinnych obiadów. Jedno, co może by się nie zmieniło, to matura: nieważne, z siecią czy bez, zdałby ją prawdopodobnie tak samo. Drugim z przełomów w jego życiu, wydarzeniem naznaczonym brzemiennym dotknięciem fatum, stał się bowiem egzamin dojrzałości. Dotknęło go wtedy nienazwane, świat pokazał mu swoją utajoną twarz i bez maski rzekł, co chciałby, żeby czynił dalej. Paweł Łazarczuk wkroczył w wiek dojrzałych cudów.


Źródło: Katedra
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
Konwi 
Towarzysz
jendza


Dołączyła: 05 Sty 2010
Posty: 184
Wysłany: 2013-02-22, 10:22   

Cytat:
Przejście na stronę fizycznej dojrzałości dokonało się nocą, jak na mitologiczne transformacje przystało, w ciemności pokoju i waginalnej duchocie naciągniętej wysoko kołdry. Paweł był jedynakiem; do tej pory nie umiał się z tym do końca pogodzić, od tego dnia zaczął ten fakt błogosławić.


no genialne... absolutnie fenomenalne... i... :D takie meskie...

jedno przyznac trzeba ze wulgarnosci w tym malenko i dlatego moze byc ciekawe..
 
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2013-02-22, 21:52   

To horror?.........................
Nieznany napisał/a:
patrzyłem, i gryzłem się w dłoń, z całej siły, aż krew mi poszła.
Nawet nie wiecie, co to za tortury. Nie macie zielonego pojęcia.


Serdeczne najszczersze wyrazy współczucia! :( :( :( ...........................
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2013-02-22, 22:09   

pajk napisał/a:
Serdeczne najszczersze wyrazy współczucia! ...........................
Żeby nie było wątpliwości, to nie "Nieznany napisał", tylko Kuba Żulczyk. :lol: :p
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
geralt 
Prorektor


Dołączył: 28 Cze 2009
Posty: 3050
Wysłany: 2013-02-22, 23:10   

Konwi napisał/a:
Cytat:
Przejście na stronę fizycznej dojrzałości dokonało się nocą, jak na mitologiczne transformacje przystało, w ciemności pokoju i waginalnej duchocie naciągniętej wysoko kołdry. Paweł był jedynakiem; do tej pory nie umiał się z tym do końca pogodzić, od tego dnia zaczął ten fakt błogosławić.


no genialne... absolutnie fenomenalne... i... :D takie meskie...

jedno przyznac trzeba ze wulgarnosci w tym malenko i dlatego moze byc ciekawe..


Jest przepotwornie wulgarne. Jeszcze się dobrze nie zaczęło, a już...

Cytat:
Tę piękną, drobną dłoń z różowiutkimi jak dupcia świniaczka tipsami. Tyle razy wyobrażałem sobie tę dłoń na moim kutasie. Mój Boże, tyle razy.

I jeszcze nieistniejącego Boga w to miesza.

Może nie jest wulgarne "językowo", ale to zdanie jest tak żałosne, że szkoda komentować, nie wspominając już o dalszym czytaniu. Naprawdę miałem najszczersze chęci co do przeczytania, ale czegoś takiego się czytać nie da.

Pisanie o swoim kutasie (pomijając szyderę) nigdy nie jest męskie. Paniom o innym zdaniu pozostaje przekazać nadmienone wyżej naszczersze wyrazy współczucia, jednocześnie się ich wystrzagając. Niczym "dupci świniaczka".
 
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2013-02-23, 01:50   

Oj geri geri ..rycerzyku..... :(
Cytat:
Jest przepotwornie wulgarne.

Z ty Rivii do Kamedułów trafiłeś???? :)
Noooo...- Troszke podzzielam twe odczucia , ale mnie to , ze wzgledu na wiek i skleroze (zawsze sie moge wyprzeć :) ) jakos bardziej uchodzi . Poresztą, ja w tym wzgledzie, to 'zakłamany jestem' :)

Tys nawet toto-tego (1szy fragment)i opuszczajac linijki nie dalem rady ...
Kobiety sa od nas bardziej zepsute i zbereźne ...wszystkie w myślach :) ale wiele i w .. rękach......

Tyle że niektórym z 'Tym' do twarzy straśnie :)

A ciekawe som!!!!! :)

To pewnie będa czytać te wspomnienia onanisty pasjonata :) cos tam się pewnie o naturze chłopa dowiedzą nowego ... to w końcu forma życia dość zbliżona, no i wyobraźnia pewnie przy systematycznych ćwiczeniach sie rozrasta jak biceps po sterydach. To zapewne z 'bogactwem wyobraźni' trudno konkurować.

Noooo....i, co w końcu mają robić???? Skąd sie czegoś dowiedzieć ..O ...... ?
Cytat:

Pisanie o swoim kutasie (pomijając szyderę) nigdy nie jest męskie.

To geri nie napisze O .......
Inni 'prawdziwie męscy' Tysz nie .....

Ja przyznam, ze wstydem ...tez nie ... Gupio by mi było ...........

No to ...Paniom miłej lektóry .

A pan niech tam se zarobi na swoim ....... A co mu żałowac , takie męki przeżywał ,że....

Normalnie to to ustrojstwo generuje nieprawdopodobne koszy ... każe kupować , dziwne rzeczy ... czerwone sportowe samochody , tapety w misie , rośliny w stanie kwitnienia.....
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
geralt 
Prorektor


Dołączył: 28 Cze 2009
Posty: 3050
Wysłany: 2013-02-23, 10:13   

A, przepraszam, nie zauważyłem, że to dwa różne opowiadania i zacytowałem tekst innego autora niż Konwi.

Ale drugiego też nie doczytam...
Cytat:
Kiedy skończył, w bolesno-ekstatycznym skurczu, pierwszy raz, ze strachem i dumą odkrył, że dłoń i poszewka kołdry pokryły się ciepłą, lepką wilgocią. Nie bardzo zdając sobie sprawę, co robi, polizał palce.


pajk napisał/a:

Kobiety sa od nas bardziej zepsute i zbereźne ...wszystkie w myślach :) ale wiele i w .. rękach......

Tyle że niektórym z 'Tym' do twarzy straśnie :)

A ciekawe som!!!!! :)

Ale zaczytywanie się tekstami równie wysokich lotów świadczy raczej o zbereźności niedostatecznej :P Kutas może być przedmiotem - podmiotem nie powinien.

PS. Może by zrobić na forum konkurs na opowiadanie erotyczne? :mysli: :lol:
 
 
Konwi 
Towarzysz
jendza


Dołączyła: 05 Sty 2010
Posty: 184
Wysłany: 2013-02-23, 20:02   

nosz... obledu mozna dostac... toc ja zacytowane zdanie uznalam za letko genijalne a tu widze za jakas
Cytat:
Paniom o innym zdaniu pozostaje przekazać nadmienone wyżej naszczersze wyrazy współczucia, jednocześnie się ich wystrzagając.


przyznam wiec ze raczej tym smiechem jaki mi zafundowalo to zdanko juz sie dzielic nie bede... bo i na taki komentarza (choc pewnie zasluzony) narazac sie nie chce..
 
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2013-02-24, 23:59   

Pojebat... -pojema...? ...
-POEMAT Erotyczno Estachologiczny.
:mrgreen:

Konwi napisał/a:
nosz... obledu mozna ...

Gdy tak dla śmiechu i wszak ....z ostrożna
'hyta sie za penis' , opis wzwoda chwali :)
A tu...- Geri nam dowali ......!

że płaskie
z tym kutaskiem
w tle
-że w ogule , całkiem NIE !


że współczuje
żeee....... - 'niechce,niekocha,niedba,napluje....'


Zamiast Geriemu w oczy, jako gwiazdy DWIE !!!
Ona......- w takie.....- błe.....
'Przedmiot' mierzy , waży ,ceni?

Sie, Geri z Tobą nie ożeni !!! :) :mrgreen:


Ja też się teraz wdragam
nic nie pomaga

Mowie do swego ch.....
Ty mnie ...... , nie bujaj!
Nie jestes 'Podmiot'!
diabelski pomiot!
nie bedem cie słuchał
niczego r..................................................
...........
................
Ja jezdem podmiot !.... Poco mi to?
Jezdem i ło !!! :<



:lol:
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
Konwi 
Towarzysz
jendza


Dołączyła: 05 Sty 2010
Posty: 184
Wysłany: 2013-02-27, 09:21   

:lol: :lol: :lol: :lol:
 
 
Lean val Tirach 
Prorektor
Leanan sídhe


Wiek: 35
Dołączyła: 07 Maj 2008
Posty: 4147
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-03-12, 23:59   

Antologia, która ma w tytule tak śmieszne zestawienie przymiotników, raczej nie trafi do moich rąk. :lol:
_________________
"Zombies again, huh? I wonder who can be so stupid to bring dead back to life..." Undertaker from Kuroshitsuji
Everyone wants a magical solution for their problem, but everyone refuses to believe in magic.
"Guys who are so intense for no reason get on my nerves." Tsukishima Kei
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2013-03-13, 09:24   

Tak ja przecież nie usiłuję nikogo przekonać do zakupu, ale nie mogłem nie wstawić tych fragmentów. :smiech:
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
Lean val Tirach 
Prorektor
Leanan sídhe


Wiek: 35
Dołączyła: 07 Maj 2008
Posty: 4147
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-03-13, 11:34   

Nieznany napisał/a:
To były jego pierwsze miłości, losy tych kobiet – tak prawdziwych mimo wyimaginowanych przygód oraz niewprawnej kreski ilustratorów, którzy nigdy nie zawahali się, malując na wieczność wydepilowane kobiece pachy i nogi długie jak wymarzone przez mężczyzn fallusy

:smiech: - piękne są te teksty. Muszę mimo wszystko pamiętać o tej antologii - jak już zwariuję zupełnie, to poczytam. :lol:
_________________
"Zombies again, huh? I wonder who can be so stupid to bring dead back to life..." Undertaker from Kuroshitsuji
Everyone wants a magical solution for their problem, but everyone refuses to believe in magic.
"Guys who are so intense for no reason get on my nerves." Tsukishima Kei
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template NoseBleed v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne

Forum administrowane przez: Grimlock, Nieznany


Forum Książki - zapraszamy!