Forum KGB
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
GERALT VS DALI
Autor Wiadomość
DaLi 
Licealista
DaLi



Dołączyła: 01 Wrz 2013
Posty: 347
Wysłany: 2013-11-15, 23:45   GERALT VS DALI

pierwsze koty za płoty.
 
 
 
geralt 
Prorektor


Dołączył: 28 Cze 2009
Posty: 3050
Wysłany: 2013-11-17, 00:09   

Stare, opuszczone zamczyska mają swój urok. A praca konserwatora zabytków swoje zalety. Doktor Gwóźdź lubił przechadzać się po dziedzińcu w towarzystwie rzucanych przez wieże cieni wydłużających się bez pośpiechu w rytmie zachodzącego słońca. I nie tylko z nimi.
- Poznaję te rzeźby - odezwała się Ola (albo Ula), wskazując na zabytkowe zdobienia pokrywające gzymsy - pokazywał pan ich zdjęcia na jednym z wykładów.
- Cieszę się, że dzisiaj mogę pokazać pani znacznie więcej, pani Alu - odparł ściszonym głosem, nie odrywając wzroku od dekoltu swojej towarzyszki.
- Czuję w tym miejscu zapach dumy, honoru, waleczności, męskości...
- Cóż by znaczyły te cechy bez imienia wybranki wygrawerowanego na tarczy, pani Olu? - takie teksty zawsze działały na te idiotki - I wyszytego w głębi serca?
Ala milczała, więc kontynuował.
- Czy jest coś, co bardziej dodaje mężczyźnie odwagi, jak obecność damy u boku? Pozwalając stawić czoła niebezpieczeństwom... Tym zwykłym, i tym czającym się w mroku nocy...
Ula zadrżała na dźwięk szelestu liści porwanych przez wiatr. I wtedy stało się coś, czego doktor Gwóźdź nie mógł przewidzieć. Ciężka, żelazna klapa stanowiąca wejście do zabytkowej krypty zaczęła się powoli unosić.
 
 
DaLi 
Licealista
DaLi



Dołączyła: 01 Wrz 2013
Posty: 347
Wysłany: 2013-11-17, 13:08   

Zauważyli to niemal jednocześnie, ale przez kilka sekund żadne nie dopuszczało do świadomości, że to się dzieje naprawdę.. Ala czuła, jak cierpnie jej skóra na przedramionach, serce zaczęło się szamotać tak, jakby postanowiło uciec, ale nie mogło znaleźć wyjścia, oddech niebezpiecznie przyspieszył. Przedziwny stan paraliżu nie pozwalał wiać i tylko kazał stać tam i wpatrywać się z całych sił w ciemność w oczekiwaniu na najgorsze. To mogło oznaczać tylko jedno..za chwilę nastąpi stadium kolejne..atak paniki.
- Doktorze.. - szeptała nie słysząc własnego głosu - doktooorze!! powtórzyła głośniej cofając się w ciemność i nie mogąc oderwać oczu od klapy.
Nikt nie odpowiadał, tylko las zawodził złowrogo jakby powtarzając za nią jej nawoływania. Ala rzuciła okiem za siebie i nagle zrozumiała, że właśnie została sama..z tym potworem..z tym czymś, co już wyszło z krypty, Wyszło!! I Idzie..powolnym, ciężkim krokiem dzwoniąc czymś metalowym..
- Boże to nie dzieje się naprawdę..Jezus Maria Jezus Maria!! - serce galopowało na oślep jak zdziczały rumak - Las czy zamek??!! las czy zamek Jezusmaria!!!!
Nie było czasu na rozmyślania, więc rzuciła się biegiem gdziekolwiek, przed siebie! Biegła wzdłuż zamku sprytnie omijając kolumny w nadziei, że zaraz jakimś cudem odnajdzie doktora, lub być może ktoś przerwie ten żałosny żart i włączy słońce, albo się za chwilę obudzi i - nie przestając biec odwróciła głowę żeby sprawdzić czy COŚ nie jest tuż za nią gdy..nastąpiło zderzenie. Ala nie miała szans. Świat na moment się zniekształcił, a potem zapadła totalna ciemność..
 
 
 
geralt 
Prorektor


Dołączył: 28 Cze 2009
Posty: 3050
Wysłany: 2013-11-17, 20:30   

- O kurwa - pomyślał tylko doktor, gdy jego struny głosowe odmówiły posłuszeństwa.
Płuca łapczywie domagały się powietrza wypełnionego ledwie wyczuwalną, obcą wonią. Z każdym oddechem okolica zdawała się coraz bardziej obca, a na domiar złego Ula jakby zapadła się pod ziemię. Możliwe, że doktor Gwóźdź był łajdakiem. Może i był tchórzem, każdy ma jakieś wady. Ale nie po to spędził niedzielne popołudnie w wykwintnej restauracji, żeby teraz to coś, czymkolwiek było, unicestwiło jego plany na najbliższych kilkanaście godzin. Nie spuszczając wzroku z ciemnej postaci wyłaniającej się z wejścia do krypty i cofając się powoli w kierunku kamiennego ogrodzenia, włożył dłoń do kieszeni marynarki w poszukiwaniu telefonu, lecz jego palce natrafiły tylko na wibrującą w szaleńczym rytmie klatkę piersiową. Zamek majaczył we mgle, przeźroczysty jak zjawa. Próbując oprzeć się o otaczający dziedziniec mur, doktor zmuszony został przyjąć boleśnie do świadomości fakt, że tego po prostu nie ma. I wtedy, kiedy podnosząc się z ziemi, nie zważając na ubłocony garnitur wart jedną czwartą jego podpisu pod pozwoleniem na budowę niewielkiego domu handlowego w zabytkowej dzielnicy malowniczego miasteczka, nie wiedział już absolutnie nic... Wtedy dostrzegł leżącą pod drzewem Olę.
 
 
DaLi 
Licealista
DaLi



Dołączyła: 01 Wrz 2013
Posty: 347
Wysłany: 2013-11-17, 22:15   

Pierwsze o czym pomyślał, to to, JAK ON SIĘ Z TEGO WYTŁUMACZY ??! Studentka..zamek..noc..las..potwór jakiś i ON w tym wszystkim??! - PIęknie!!! Cudownie! Lepiej być nie mogło - jęczał, prawie płakał - Moja reputacja!!!
- Niech Ona tylko żyje - próbował poskładać myśli, próbował nie działać chaotycznie. Ale myśli się rozpierzchnęły jak szczury po kanałach. Doktor Gwóźdź był na skraju załamania nerwowego. Kręcił się w kółko, oglądał przerażony za siebie próbując chronić tyły, w jego głowie toczyła się nierówna walka pomiędzy ludzkim odruchem prostego chłopaka z Chropowina a bezdusznym potworem, bezwzględnym Doktorem Zło, który to nakazywał mu brać dupę w troki i wiać Natychmiaaast, ratując swoje życie, reputację, garnitur! W tak ekstremalnej sytuacji On, zdeklarowany PACYFISTAAA(!!), był gotów nawet stoczyć bitwę z tym Czymś, zastosować spektakularną kombinację ruchów - najpierw prawy sierpowy, a potem uderzyć lewą nogą tak wysoko wysoko, jak na filmach z Brucem Lee, ale COŚ chwilowo jakby się ulotniło..
- Myśl spokojnie, oddychaj.. - doktor Gwóźdź właśnie odkrywał swoją drugą, przerażającą naturę.. Naturę wyzutego z emocji psychotycznego mordercy młodych dziewcząt, który próbuje zatrzeć wszelkie ślady zbrodni.. - Teraz do Niej podejdziesz i sprawdzisz, czy żyje. Tak też zrobił.. Skradając się (i nie tracąc przy tym czujności) zbliżył się do Uli.. Biedne dziewczę musiało zdrowo walnąć, czerwone wybrzuszenie rysujące się na czole nie pozostawiało złudzeń. Gwóźdź pochylił się nad Nią i spróbował wyczuć oddech.
- Nie tak Ty bałwanie - skarcił sam siebie - trzeba zbadać tętno!
Więc niecierpliwie szurał po Jej szyi próbując zlokalizować arterię.. Ręce niezdarnie ślizgały się po dekolcie.. Bezwiednie obrzucił wzrokiem tę niedużą kibić.. rozsunięte guziki koszuli na dekolcie.. prześmiesznie zadarta spódniczka.. Tętno mu jakoś przyspieszyło i nagle strach w sytuacji grozy zaczął znienacka przeistaczać się w ..
- O JezusMaria… co co się się stało..gdzie ja jestem aauuuułaaaa…!
- O- O- O- OU UUUu uu -u -lu.. Uleńko ! c -cii cii cho cicho - Gwóźdź miał tendencję do jąkania się w sytuacji stresowej, ale to, co się teraz zadziało nie zdarzyło się jeszcze mu nigdy. Szybkim ruchem cofnął dłonie z dekoltu, próbując przy tym dyskretnie otrzeć pot z czoła..
Ostatnio zmieniony przez DaLi 2013-11-19, 00:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
geralt 
Prorektor


Dołączył: 28 Cze 2009
Posty: 3050
Wysłany: 2013-11-17, 23:35   

Ala spokojnie patrzyła na postać wyłaniającą się zza pleców doktora. Patrzyła jak Gwóźdź pada ogłuszony. A potem wycedziła przez zęby.
- Zabiję cię Zośka! ZA-BI-JĘ!
- Wyluzuj, Alutka - odparła piegowata starościna, poprawiając wiedźmi kapelusz - zmiany w scenariuszu bywają fajne. Szkoda, że nie widziałaś swojej miny... Co ci jest? Nie mów, że na serio przywaliłaś w to drzewo...
- Zabiję! Najpierw jego, a później ciebie.
- Wszystko ci wynagrodzę, moja droga. Ale przejdźmy do rzeczy. Załatwiłaś klucze do lochu?
- Mhm... Bierzmy się do dzieła, późno już.
- Tak - zaśmiała się Zośka - zwłaszcza, że jutro zaczyna się sesja. Myślisz, że doktor pojawi się na egzaminie?
- Może mieć problem, bo nie zaliczył...
Doktor nie był lekki. Na szczęście, jak w większości zamków, także i w tym loch umieszczono w piwnicach, więc siła grawitacji ułatwiła transport. Duszne i wilgotne pomieszczenie budziło grozę nawet w sercach odważnych studentek kulturoznawstwa. Młody wykładowca zdawał się nie być świadomy swojego losu.
- Ty, Zośka, a jeśli tu naprawdę straszy?
- Cokolwiek by to było, lepiej żeby z nami nie zadzierało - przyjaciółka Ali wyszczerzyła zęby w złowieszczym uśmiechu - Dawaj go tutaj.
W skrytych głęboko podziemiach zamku nie było słychać przeraźliwego wycia wilka z pobliskiego lasu. Nie dotarło tam też pohukiwanie sowy, która obudziła wylegiwającego się na dziedzińcu czarnego kocura. Lecz nawet jego czujne uszy nie zarejestrowały krzyku budzącego się Gwoździa, kiedy przy akompaniamencie niewinnego chichotu zatrzasnęły się dyby.
 
 
DaLi 
Licealista
DaLi



Dołączyła: 01 Wrz 2013
Posty: 347
Wysłany: 2013-11-18, 21:03   

Doktor Gwóźdź nie bardzo rozumiał co się dzieje. Pamiętał Cosia z krypty, pamiętał jak próbował „zbadać” i ocucić omdlałą Olę..a dalej już jakoś niewiele.. a tu..teraz..? Był przekonany, że to …
- To jakieś nieporozumienie - mamrotał.. - To nie może dziać się naprawdę.. Musiała zajść jakaś straszna pomyłka..co się tu do cholery dzieje, gdzie ja jesteeeeem!!!!
Zaczynała do niego powoli docierać powaga sytuacji. Chicholące się dziewczyny, które z impetem zatrzasnęły drzwi do piwnicy pogłębiły uczucie frustracji i narastającego strachu.
- U-U-Ulu..Oooo oo- AAlu..!!! na Litość Boską! dość tych wygłupów! proszę mnie natychmiast wypuścić.. Boże drogi.. PRO-SZĘ-MNIE-WY-PPUUU-ŚCIIIĆ!!! Obiecuję, że nie poniesiecie żadnych konsekwencji!!! Dzieeewczyynyy!!!..
Złowroga piwnica, pełna smrodu stęchlizny i CZAJĄCEGO SIĘ ZŁA (;0) doprowadziłaby do zawału każdego..co dopiero mówić o tak delikatnym osobniku, jak doktor Gwóźdź.
- Co ja mam robić..co robić..corobić..
Gdzieś w mroku wyraźnie słyszał poruszające się cosie, co wyczuły obecność doktora..coś się skradało wzdłuż ściany..coś syczało, mlaskało, pomrukiwało.. coś sprawiało, że doktor odchodził od zmysłów, aż postanowił zemdleć.
Ile czasu był nieprzytomny..? któż to wie.. dzień pomieszał się z nocą..Mogło to być kilka minut..lub kilka, kilkanaście godzin.. Odzyskując przytomność Gwóźdź potrzebował dłuższej chwili, by powoli przyzwyczaić oczy do mroku panującego w piwnicy i na nowo odtworzyć sobie bieg tragicznych wydarzeń. Jedyne co mógł zrobić tuż po tym, to uwolnić zalegające w płucach powietrze, więc zaczął się drzeć, histerycznie, szaleńczo, opętańczo, jak zranione i uwięzione zwierzę..
- AAAAAAAAAAAA !!!! AAAAAAAAAAA!!!!!! AAAAAAAAA!!!!! AAAAAAAA..!!!!
- AAAaaa co z tymi zakąskami? - pytała beznamiętnie Zośka siedząc wygodnie w fotelu a la Ludwik XIV i opiłowując sobie paznokcie.
- No w porządku, załatwione, czekamy tylko na potwierdzenie przybycia gości - zrelacjonowała Ola.
- A narzędzia mamy?
- Mamy.
- Szaty gotowe?
- Gotowe.
- A na uczelni? - odpytywała dalej Zośka z złowieszczym uśmiechem na piegowatej buzi.
- A..na uczelni.. Poruszenie - odpowiedziała Ula nie bez smutku w głosie. Od jakiegoś czasu dręczyły ją wyrzuty sumienia po tym numerze.. Sytuacja zaczynała być poważna.
- I co zrobili? - nie ustępowała Zocha.
- No co.. był weekend.. może się rozchorował.. albo coś.. Na razie go szukają i dali zastępstwo..
- No cóż.. shit happens.. mogło go coś potrącić.. mógł się udławić tostem.. stracić całkowicie pamięć, albo po prostu zabalować.. Nie myśl na razie o tym Kochanie - dodała Zocha głaszcząc czule po policzku skruszoną Olę gestem, którym się nie obdarza na co dzień zwykłe koleżanki.
- No wieeem.. wieeem.. - mamrotała Ula - a długo On się już tak drze??!
- Czy dłuugoo??! o Kochana.. no trochę się drze.. kto by się nie darł - zaśmiała się Zocha teatralnym, budzącym wątpliwości w jej poczytalność śmiechem - Zasłużył sobie. Nie rozklejaj się! Przed nami odpowiedzialny wieczór.
Kiedy doktor Gwóźdź ocknął się ponownie, po wielogodzinnym, wyczerpującym darciu, sceneria jakby się zmieniła. Mówiło o tym wszystko.. wesoła gwara dolatująca do jego uszu, panująca luźna atmosfera, zmieniła się przestrzeń no i ten smród.. zniknął. W pomieszczeniu królował zapach święta. Pachniało jedzeniem, perfumami i.. czymś bliżej nieokreślonym. Przez chwilę zastawiał się, czy nie zacząć od nowa ćwiczyć doprowadzonego do perfekcji wysokiego „C”, ale po pierwsze gardło miał zdarte niemalże do krwi, a po drugie..jakiś dziwny przedmiot znajdujący się w jego ustach i tak by mu to uniemożliwił. Głosy się ożywiły, zbliżało się coś ważnego. Podskórnie wyczuwał, że to może być koniec.
- No jaki on przeuroczy.. w tej kociej masce.. - chicholił się damski głos.
- No no, profesorku, wreszcie się do czegoś przydasz - tym razem męski i dość melodyjny.
- Czy możemy juz rozpocząć CEREMONIĘ? - rozpoznał zniecierpliowny głos Zochy - proszę Państwa - zawiesiła profesjonalnie głos - mam zaszczyt otworzyć III, międzywydziałowy Zlot Studentów Wiecznie Głodujących!!! - zakończyła z triumfem w głosie.
Posypały się brawa, gwizdy, pokrzykiwania.
- A więc, żeby nie przedłużać, proponuję zająć miejsca w KRĘGU DOBROCI, oczywiście zgodnie z regulaminem - a więc zgodnie z zasługami, Rangą..i.. no wiecie - uśmiechnęła się słodko, była czarująca. Czuła sie w swoim żywiole - i chcę zaznaczyć - kontynuowała -że tuż po części OFICJALNEJ, tradycyjnie nastąpi Uczta Zmysłów - czyli szał Ciaaaaał !!!! - dokończyła doniośle, unosząc kielich i puszczając uwodzicielsko oko do bladej ze strachu Uli. Towarzystwo przyjęło tę wieść salwą braw i okrzyków.
Wszystko, co działo się później doktor Gwóźdź pamiętał jak przez mgłę.. były jakieś modły, obcy ludzie podchodzili i dotykali jego umęczone ciało, szczypali, podgryzali łydki, klepali po tyłku, lizali perwersyjnie po plecach, grała jakaś psychodeliczna muzyka.. Moment w którym uformował się w końcu Krąg Dobroci i studenci zaczęli odprawiać Taniec Dobrobytu, czyli chodzili wokół TUPIĄC I Śpiewając przy tym rytmicznie, jak poraniona psychicznie sekta: „OOO, MAMONA, PRZYJDŹ PRZYJDŹ MAMONAAA!! OOO! MAMONA!! PRZYJDŹ PRZYJDŹ MAMOOONAA!!!” - doktór Gwóźdź zemdlał ponownie.
Towarzystwo było już w transie.. już oczy nalane dzikością, rządzą widowiska, zadośćuczynienia i krwi rozdzierały Gwoździa na kawałki, już emocje sięgały zenitu, Zocha właśnie oblizywała lubieżnie ostrze noża odwlekając moment kulminacji, gdy..
 
 
 
geralt 
Prorektor


Dołączył: 28 Cze 2009
Posty: 3050
Wysłany: 2013-11-22, 22:58   

...gdy wokół nieoczekiwanie zapadła ciemność. Zośka upuściła nóż, a próbując zachować równowagę wzdrygnęła się tylko, kiedy jej dłonie napotkały na spocone pośladki doktora. Później wzdrygnęła się raz jeszcze, bo przerywająca śpiewy cisza nie potrwała długo.

Ludmiła przeżyła czterech mężów. Piątego dopadła już zza grobu. Niewiele było rzeczy, które darzyła sympatią, ale zakłócania spokoju nie lubiła szczególnie. Słyszała hałas, lecz jej niemłodym już uszom niełatwo przyszło zlokalizowanie źródła. Sunąc po sali tronowej poczuła wibrujące dudnienie pod podłogą. Uśmiechnęła się na myśl, że po tylu latach znowu kogoś torturują, po czym skierowała się w dobrze znanym jej kierunku.

Krew tryskała na prawo i lewo. Było zbyt ciemno, by Zośka mogła to zobaczyć, lecz wszystko na to wskazywało. Większość z tych, którzy zdołali przeżyć kilka sekund pierwszego natarcia rzuciła się do ucieczki w kierunku jedynego źródła światła. W lochu, poza trupami, został chyba tylko doktor. Lecz w sali tronowej, do której wbiegli wcale nie było weselej. Koścista pokraka równie dobrze radziła sobie w blasku świec. Cięła, gryzła, drapała i dusiła. Aż w końcu zapadła cisza, przerywana oddechem i biciem serca dwóch przyjaciółek. I sapaniem potwora z piekła rodem. Płomienne włosy budziły w poczwórnej wdowie niemiłe wspomnienia, więc najpierw rzuciła się na tą drugą.

Ala zadziałała intuicyjnie, wpychając telefon doktora prosto w gardło bestii. Na to Ludmiła nie była przygotowana, a Zośka nie zmarnowała momentu zawahania. Włożyła wiele siły w próbę odciągnięcia tego czegoś od koleżanki. Nie tylko się nie udało, lecz dla niej samej skończyło się bolesną kolizją z podłogą. Sytuacja byłaby nieciekawa, gdyby nie fakt, że odrzut nastąpił w wyniku wyrwania kościstej ręki stwora z mocno już zardzewiałych stawów. Z punktu widzenia Ludmiły tego było już za wiele. Rzuciła się w kierunku Zośki ze szponami w jednej już tylko dłoni, za to z podwójną wściekłością. Poślizgnęła się przy tym na zakrwawionej podłodze, a Zośkę nie trzeba było specjalnie zachęcać do wykorzystania szkolnego błędu dużo starszej przeciwniczki. Koścista ręka znów poszła w ruch, tym razem obijając swoją byłą już właścicielkę. Ludmiła jeszcze nigdy nie była tak wściekła. Poobijane kości trzęsły się coraz bardziej, kiedy obie, z płomiennowołosą, turlały się po podłodze w bezwzględnej szamotanie. Stawy trzeszczały i trzeszczały. I trzeszczały. Aż w końcu stało się, co stać się kiedyś musiało. Rozsypała się na kawałki.

Ala rozglądnęła się nerwowo po sali. Stan "cosia" nie wskazywał na to, by mógł im jeszcze zagrozić, lecz niedoszłą zdobycz doktora Gwoździa (ciekawe co się z nim teraz działo) bardziej martwiło, co zostało z jej koleżanki. Poruszyła się, lecz to wciąż mogły być tylko pośmiertne konwulsje. Musiała podejść bliżej, żeby ocenić. Wyraz twarzy bez cienia wątpliwości wskazywał, że Zośka miała głowę na karku. W dodatku, poza potarganymi włosami i rozmazanym makijażem, zdawała się nie doznać większych obrażeń. Inaczej nie zerwałaby się gwałtownie, zmiarzając pewnym krokiem w kierunku siedzenia zarezerwowanego tylko dla dawnych władców zamku.
- Zośka, co ty wyrabiasz? Musimy się stąd wynosić.
- Nie Zośka, tylko Wasza Wysokość - rzekła bez powodzenia próbując poprawić fryzurę - Nigdzie się nie wybierasz, kochana. Przewidziałam dla ciebie zadania. Dla doktora też.
- Ale przecież.
- Zmiany w scenariuszu bywają fajne. Bardziej przyda się nam żywy. Niewykluczone, że pozostawię mu nawet wolną rękę - wypaliła łaskawie w zamyśleniu - Dyby mogą przeszkadzać w szorowaniu podłogi. Spójrz tylko, jaki tutaj bałagan.
Ala nie miała ochoty oglądać pobojowiska.
- Zośka, ciebie chyba...
- Powiedziałam!
Czarny kot na dziedzińcu pierwszy raz tej nocy podkulił ogon, a wszystkie trupy czające się w głębinach krypty zamarły w bezruchu. Nawet myszka nie pisnęła, kiedy Królowa Zofia usadowiła swój zgrabny tyłeczek na nieużytkowanym od wieków tronie.
 
 
DaLi 
Licealista
DaLi



Dołączyła: 01 Wrz 2013
Posty: 347
Wysłany: 2013-12-02, 20:36   

6 czerwca zapisał się krwawymi literami w historii tego niewielkiego miasteczka. Dzień po masakrze, gdy policja odkryła straszne pobojowisko, zrodziło się wiele pytań, obłąkani z bólu rodzice ofiar domagali się odpowiedzi i wskazania winnych. Pan Prezydent Samołuk ogłosił ten dzień dniem żałoby narodowej i obiecał, że winni zostaną ukarani. Dochodzenie trwało wiele miesięcy, przesłuchano tysiące świadków, w czasie trwania śledztwa studenci większości uczelni kraju zaoferowali swoją pomoc w ujęciu ludzkiej bestii. Poszukiwano wszystkich mających jakikolwiek kontakt ze studentami, którzy znaleźli się tego feralnego dnia w zamku. Owszem, do śledczych dochodziły jakieś niejasne i niespójne doniesienia o jakiejś sekcie i ich dziwnych praktykach, ale podchodzili do tego raczej sceptycznie i dziękując za informację nie brali tych danych pod uwagę. Walka o znalezienie winnego przerodziła się w wojnę polityczną na skalę międzynarodową. Doszukiwano się tu różnych teorii spiskowych aż do absurdalnego scenariusza, w którym to Masakra Studentów w Ahulinie miała być rzekomym zamachem na przyszłą elitę intelektualną kraju. Po jakimś czasie podejrzenia padły na niejakiego Zenona F., starszego i nie do końca zdrowego na umyśle opiekuna krypt, który od lat był związany z zamkiem, lecz pracę swoją traktował bardziej jak misję i nigdy nie pobierał za to wynagrodzenia. Przesłuchiwano go godzinami, wzywając znów i znów, a na różnych szczeblach toczyły się spekulacje, czy aby Zenek nie jest tylko ogniwem łączącym tę sprawę z czymś naprawdę groźnym. Próbując wymusić na nim satysfakcjonujące zeznania omal go nie wykończyli, lecz wysłuchując tysięczny raz nieprawdopodobnej historii o jego miłosci i oddaniu kobiecie o nieziemskiej urodzie, która zamieszkuje zamek i ktorej jakoby służy od lat - ostatecznie uznali go za niepoczytalnego i puścili wolno..
Zła sława, która z dnia na dzień wybuchła wokół zamku, wywoływała tak skrajne i sprzeczne reakcje ludzi, że mieszkańcy rozważali możliwość zrównania zamku z ziemią po to, by zapobiec napływającym tłumom turystów żądnych sensacji i rozrywki. Na to jednak nie zgodzili się bliscy zamordowanych studentów i postanowiono wówczas ogrodzić zamek, zabezpieczyć wszystkie wejścia, ratując tym samym i zamek i pamięć o zmarłych. Ten stan rzeczy utrzymywał się przez kolejne 7 lat, aż władze miasta uległy naciskom ze strony Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków i dały zgodę na odrestaurowanie zamku. Tajemniecze zniknięcia poszczególnych osób w przeciągu tych 7 lat w żaden sposób nie łączono z masakrą z 6 czerwca i przypisywano zdarzenia raczej niefrasobliwości turystów, którzy mimo ostrzeżeń o terenach bagnistych przylegających do zamku, urządzali wycieczki w te zamknięte dla odwiedzających, strony.
Pewnej nocy, a dokładnie w siódmą rocznicę masakry, mieszkańców Ahulina obudziła potężna eksplozja, rozjaśniając nocne niebo kolorowymi refleksami. Wybuch, jak Sylwestrowe ognie sztuczne, położył kres tej przedziwnej historii niemal zrównując z ziemią średniowieczny zamek.. A ten przebłysk światła rozpraszający mrok nocy, był elementem w pewnym sensie symbolicznym, jak ostateczne zwycięstwo w odwiecznej walce dobra ze złem. Świat obiegła informacja o niecodziennym znalezisku, które wprawiło w oszołomienie opinię publiczną w całym kraju. Były to urywki zapisków z dziennika prowadzonego przez dziewczynę, która początkowo była uważana za zaginioną wraz z pozostałymi..


"Mija tydzień od kiedy mój świat się skończył..chyba tydzień. Nikt tego nie wie. Ale wydaje mi się, że minęła wieczność..wydaje mi się, że to, w czym żyję obecnie, też będzie trwać wiecznie.. Czy tak wygląda PIEKŁO???!! Boże, bądź miłościw mnie grzesznej.."

Niewyraźna data, poskreślane zdania, pismo chaotyczne..

"I ujrzałem Bestię wychodzącą z morza, mającą dziesięć rogów i siedem głów, a na rogach jej dziesięć diademów, a na jej głowach imiona bluźniercze.." Królowa dziś znów była głodna. Królowa znów zarządała ofiary. Boję się, że i dla nas już nie ma ratunku. "

"..Biedny doktorek całkiem oszalał.. Poważnie się niepokoję o jego stan. Ostatnio bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Staram się jak mogę, by go uchronić przed jej demonicznością, ale ona znalazła w nim pieska, który wykonuje wszystkie jej zachcianki.. Jeżeli tylko uda nam się stąd wyrwać.."

"Kilka tygodni temu znaleźliśmy coś, co pomaga nam wierzyć.. Pismo Święte.. choć bardziej trzyma nas przy życiu płynąca z niego NADZIEJA..."

.."wznoszę swe oczy ku górom:
Skądże nadejdzie mi pomoc?
Pomoc mi przyjdzie od Pana
Co stworzył niebo i ziemię.." [PS 121]

"Dziczeję.. Nie pamiętam już jak to się zaczęło.. Doktor przeistacza się powoli w zwierzę..nosi na szyi obrożę jej Wyskości.. Przemieszcza się jak małpa człekokształtna.. Nie rozpoznaję w nim już człowieka. Najpierw miał tylko zwabiać..ale ostatnio ONA każe mu.. " - wpis niedokończony.

"... Wieczorami królowa zabawia się katowaniem ofiar.. Żeby na koniec je pożreć.. To istna Bestia.. Myślę, że jest Złem w czystej postaci.. Czasami zabawa trwa tylko jeden wieczór.. Czasami męki wydłużają się do tygodni!!! Nie zapomnę spojrzenia tej młodej pary.. Chyba nikt do ostatniej sekundy nie przyjmuje do wiadomości, że to już koniec. Nie pamiętaj mi złego.nie pamiętaj mi złego.. "

"..planujemy coś wielkiego..doktorek tuli się nocami i płacze jak małe dziecko - wiem, że pod warstwą okrutnego, wpełni oddanego Jej, zarośniętego zwierzęcia wciąż żyje istota myśląca i..cierpiąca. Temu trzeba położyć kres. Bestia jest silna, ale z Bożą pomocą.."
"..Zenek też to widzi..nawet On ma dość.. Wie, że to już nie jest JEGo Pani.. Ktoś zajął jej miejsce i ten ktoś nie przestanie.. Obiecał pomóc. Czekamy na jego krok..

".. Chyba nadchodzi TEn dzień.. Jesteśmy pogodzeni. Zawsze jest jakieś wyjście.
Chociaż bym chodził ciemną doliną,
Zła się nie ulęknę
Bo Ty jesteś ze mną.."

Ostatnie wpisy były całkowicie nieczytelne.. Była w nich wzmianka o nitroglicerynie..o Zenku..o wielkim wieczorze.. O klamrze czasowej.. O pokonaniu Bestii i wyzwoleniu.. Były też słowa kierowane do osoby najbliższej..
"Mamo..gdybyś kiedykolwiek znalazła te zapiski, wiedz.." - wszystko roztarte, poszarpana kartka - ".. na zawsze Twoja Ala"

Ostatnie zdanie zaś, było przedrukowywane we wszystkich gazetach, jak motto i zarazem pożegnanie.. zdanie znamienne i zapowiadające koniec:
"ZAPUŚĆ TWÓJ SIERP I ŻNIWA DOKONAJ, BO PRZYSZŁA JUŻ PORA ŻNIWA DOKONAĆ, BO DOJRZAŁO ŻNIWO NA ZIEMI.." Ap.14:15
" Już czas."
 
 
 
Saule 
Towarzysz


Wiek: 42
Dołączyła: 23 Maj 2012
Posty: 344
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-01-19, 13:45   

Całkiem fajna historyjka. Nawet jakieś dowcipne momenty się znalazły;). We fragmentach pisanych przez DaLi, że tak powiem, wyczuwa się większy ładunek emocjonalny. Geralt jest bardziej rzeczowy.
 
 
Lean val Tirach 
Prorektor
Leanan sídhe


Wiek: 35
Dołączyła: 07 Maj 2008
Posty: 4147
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-01-19, 19:37   

DaLi jeszcze nie znam osobiście, ale po Geralcie nie spodziewałam się niczego innego. W pozytywnym odczuciu oczywiście. Człowiek - firma! :D
_________________
"Zombies again, huh? I wonder who can be so stupid to bring dead back to life..." Undertaker from Kuroshitsuji
Everyone wants a magical solution for their problem, but everyone refuses to believe in magic.
"Guys who are so intense for no reason get on my nerves." Tsukishima Kei
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template NoseBleed v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne

Forum administrowane przez: Grimlock, Nieznany