Nie dalej jak wczoraj skończyłem czytać książkę australijskiego autora holenderskiego pochodzenia Michela Fabera "Szkarłatny płatek i biały". I jestem zachwycony! Ach, ten jakże dickensowski styl opowieści, te spływające błotem dosłownie i w przenośni ulice wiktoriańskiego Londynu, te dzielnice biedoty i domy rozpusty... świetnie się to czyta.

Główną bohaterką jest niejaka panna Sugar, prostytutka pracująca w domu publicznym swojej własnej matki, pani Castaway, dziewczyna o przeciętnej urodzie i wiecznie spierzchniętych ustach, która potrafi zadowolić każdego mężczyznę. Jest też i mężczyzna: Bill Rackham, nieco nierozgarnięty życiowo syn właściciela fabryki kosmetyków, który gdy poznaje Sugar nieledwie się w niej zakochuje a zdecydowanie pała do niej wielkim afektem o charakterze łóżkowym, na tyle mocnym, że podpisuje ze starą rajfurą Castaway dokument o swojej wyłączności na usługi Sugar. Warto dodać, że ów Bill jest żonaty a nawet ma córkę, ale ani jedna ani druga go zbytnio nie zajmują... choć to się zmieni. No i do pełnego obrazu brakuje brata Billa, Henrego, który choć ma zostać duchownym, to podkochuje się w swojej przyjaciółce pani Fox i odczuwa niegodne duchowego pożądanie, które niezaspokojone bynajmniej nie maleje a rośnie.

Napiszę krótko: warto przeczytać! Mnie ta książka sprawiła dużą przyjemność.
Ocena: 5+/6