Kilka tygodni temu skończyłem ostatnią książkę z trójksięgu Jarosława Abramowa-Newerlego: "Lwy mojego podwórka", "Lwy wyzwolone" i "Lwy STS-u". Przyznaję, że już od dłuższego czasu zabierałem się za te książki i nie mogłem się do nich dostroić aż trafiła mi się okazja posłuchania ich, w postaci audiobooków. I jestem zachwycony. Autor syn znanego pisarza Igora Newerlego, dorastał w czasach wojny, studiował w pierwszych latach socjalizmu i dojrzewał artystycznie w jednym z pierwszych polskich teatrów studenckich. Woźna z jego przedszkola nazywała się Bierutowa i była żoną pana Bieruta, który ciągle szukał pracy. Jego kolega z podwórka, ksywka "Słoń", nazywał się Zbyszek Zapasiewicz. Dzięki znajomym taty poznał w młodości Iwaszkiewicza, Tuwima i innych tuzów pisarstwa i teatru tamtych czasów, a na studiach jego znajomy wciągnął go w jakiś teatrzyk studencki, który działał na świetlicy... zachwycałem się słuchając jego książek, jak losy życiowe zderzały go z wieloma osobami, które są do dziś sławne, choć wiele z nich nie żyje już. Uśmiałem się słuchając o bujnej fryzurze Andrzeja Drawicza, choć ja pamiętam go jako kompletnie łysego szefa TVP. :D Krysia Sienkiewicz mała na początku nie być zbyt zdolna, ale za to miała "fajny tyłek i cycki"... a młodziutka, bardzo zdolna i śliczna aktoreczka Ziuta Utrata to przecież gra (grała? nie oglądam) w "Klanie" siwiutką ciocię Stanisławę... jestem w stanie patrąc na nią zauważyć echa tej młodej, ślicznej dziewczyny. :) Uśmiechała mi się buzia, kiedy młody Jarek wyśmiewał ambicje Bogusia Kobieli i Zbyszka Cybulskiego, którzy chcieli założyć własny kabaret, a przecież autor się niedługo później zachwycał Bim-Bomem, w którym zresztą zaczynał też siedemnastoletni wówczas, ale już bardzo zdolny Jacek Fedorowicz.

Dosłownie pochłonąłem te książki i być może kiedyś do nich wrócę, bo prawdziwie mnie zachwyciły. Polecam!!

Ocena: oczywiście 6/6