Po przeczytaniu pierwszej części cyklu: „Dziedzictwie”, do drugiej: „Bezgwiezdnej nocy”, podchodziłem z nadzieją, ale i pewną rezerwą. Nadzieja, minimalnie na punkty, zwyciężyła! :) Ten tom odpowiada mi bardziej. Mimo że akcja dzieje się w podobnej sceneria i obsadzie, to jednak rozmach akcji jest większy i zdecydowanie wykracza poza serię potyczek i pojedynków. Tu bohaterowie są bardziej żywi, lepiej zarysowane są ich emocje i motywacje (czasem trochę naciąganie :) ). Jak się tak teraz zastanawiam, to w tej książce jest stosunkowo niewielka ilość znaczących postaci – dla jednych będzie to plus – akcja nie jest zbyt skomplikowana, a meandry losów bohaterów są raczej przewidywalne. Dla mnie jest to lekki minus – spodziewałbym się tu nieco większej “gęstości”. Akcja, właściwie jednowątkowa, tylko momentami udaje, że ma jakieś odnogi. Za to czasami trafiają się zdarzenia ni przypiął ni przyłatał – coś na kształt wypełniaczy przestrzeni (np. zabicie jednej z pomniejszych opiekunek). A jak już się mam czepiać, to autor zupełnie pominął problemy aprowizacyjne w czasie ponad dwutygodniowej wyprawy do Menzoberranzan podziemnymi tunelami - jeśli nie miał ich elfa, to już po samotnej Catti-brie bym się ich spodziewał. No bo taki szczegół, jak łzy w oczach Bruenora, który pod koniec poprzedniego tomu stracił całkowicie jedno oko...

A sama akcja? Drizzt nabiera podejrzeń, że mroczne elfy mogą chcieć napaść na Mithrilową Halę i że to on może być tego głównym powodem. Żeby zbadać sprawę i spróbować zapobiedz nieszczęściu, nawet, co wydaje się bardzo prawdopodobne, za cenę własnego życia, wyprawia się w tajemnicy do krainy swego pochodzenia, do podziemi Pomroku. Stwierdzenie, że w tajemnicy, nie jest do końca prawdziwe, i w efekcie, jego śladem rusza Catti-brie. Kto, jak stanie im na drodze, jak potoczy się wyprawa i jakie przyniesie skutki – to chyba najlepiej sprawdzić samemu :)