Forum KGB
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Tunel Rats
Autor Wiadomość
Pinky
Gość
Wysłany: 2004-07-28, 02:01   Tunel Rats

Zastrzegam ze tekst napisalem dawno temu i jest surowy i nieobrobiony. Tak jakos wlazl mi w oczy podczas porzadkowania twardziela. Poniewarz nigdy nikomu jeszcze go nie pokazalem zanim go wywale na dobre ciekaw jestem waszej opini. Pisarz ze mnie marny. Opowiadanko to robocza wersja do jednej z publikacji ktora sie nigdy nie ukazala.

Amerykanie mają wojsko, samoloty, my mamy cały naród i tunele, żołnierzy można zabić, samoloty można wykryć.
Rozgłośnia radia Hanoi



1967 rok, 5 luty, godzina11.30 , czwarty okręg, rejon Cu Chi, 34 kilometry od Sajgonu, mała wioska tubylcza położona koło rzeki Dong Nai.

Wioska widziana z lotu ptaka wyglądała jak skupisko ośmiu chałup w którym zaroiło się od zielonego robactwa. Czerwone świece dymne rzucone na placyku za chałupami wyznaczające miejsce lądowania naszego Hueya kopciły się wachlarzem dymu na dwie boczne chałupy, które wyglądały jak by były do połowy zatopione w czerwonym płynie, miękko przepływającym przez naszych piechurów. Półtorej godziny temu jakiś szeregowiec Piechoty Morskiej znalazł wejście do tuneli podczas rutynowej akcji “Szukaj i Zniszcz” od tego czasu maszyna wojskowa podawała tą wiadomość niczym piłeczkę golfową spadającą z samego szczytu piramidy na sam dół, do nas Wielkiej Czerwonej Jedynki specjalnego plutonu saperów w którym służyły same Szczury. Po wylądowaniu wynieśliśmy nasze klamoty z śmigłowca i stojąc na małym placyku rozglądaliśmy się za kimś kto by się nami zainteresował. W końcu podszedł do nas jakiś obdartus z petem w zębach, skinął ręką żeby iść za nim, okazało się że jest kapitanem. Zaprowadził nas do kępy krzaków pod wzgórzem. W środku kępy był pierwotnie zamaskowany wlot do tunelu, nikt by go nawet nie zauważył gdyby ich szeregowiec nie postanowił akurat się tam wysrać. Cała konstrukcja maskująca runęła pod jego ciężarem kiedy akurat podcierał sobie tyłek. Rozłożyliśmy nasz bagaż obok i spuściliśmy “Świetlika” by się tam rozejrzał. “Świetlik” jest najmniejszym Meksem jakiego znam, ma może z metr sześćdziesiąt parę i to w hełmie na głowie. Uzbrojony w obrzyna naładowanego loftkami i rewolwer kaliber 44. Magnum wyglądał zabawnie niczym karzeł. Po paru minutach od zniknięcia w ciemnościach, wyłonił się z powrotem i zameldował że to tylko mały schron dla ludności cywilnej. Zaczęło mi się to coraz mniej podobać, to wzgórze naprzeciw nas było wprost wymarzone do kopania. A ta ziemianka była świeżo zrobiona. Poprosiłem kapitana żeby rozkazał swoim ludziom przeszukanie wzgórza. A moi zbóje poszli się kąpać w rzece. Woda była przyjemnie chłodna więc czekając aż asy z Piechoty Morskiej coś znajdą wymoczyliśmy się nieźle. Leżąc na brzegu obserwowałem moich chłopców chlapiących się wesoło. Coś mnie tknęło jakieś dziwne przeczucie, gdy nagle przypomniałem sobie jak parę miesięcy temu penetrowaliśmy podziemia pod podobnym wzgórzem, tam też była rzeka. Kazałem “Świetlikowi” zebrać ludzi i nurkować pod skarpą od której zaczynała się rzeka. Po niespełna pięciu minutach jeden z nich zanurkował i wynurzył się dopiero po jakimś czasie z okrzykiem dziecięcej radości. Miałem rację w skarpie ukryte było wejście do kompleksu korytarzy. Wietnamscy kopacze nazywani przez nas “Kretami” wyrzucali do rzeki wybieraną ziemię, żeby nie zauważyli jej wrogowie. Sprawa była poważna, to wzgórze mogło być zryte niczym ser szwajcarski. Zanurkowałem w mundurze z niezbędnym ekwipunkiem jaki zawsze zabieram ze sobą: Latarka zawiązana w kondomie oraz dodatkowe baterie, nóż kupiony na straganie w Sajgonie, jeden granat odłamkowy, nożyce do cięcia drutu, kilka zawleczek do granatów i mojego starego wysłużonego Colta 1911 wraz zapasowym magazynkiem, trochę wody w małym plastykowym pojemniku, pakiet pierwszej pomocy oraz paczkę gum do żucia. Niezbędne minimum do przeżycia, nawet paru godzin pod ziemią. Zanurkowałem w chłodnej i trochę mętnej wodzie Dong Nai. Rękami macając przed sobą natrafiłem na grubą linę prowadzącą do wlotu, pół płynąc, pół podciągając się na niej rękami dotarłem do części tunelu zalanej wodą, Zanim zacząłem odczuwać jakikolwiek brak powietrza wynurzyłem się w ciemnościach po drugiej stronie. Po omacku wyczołgałem się z wody i zapaliłem latarkę. Oczom moim ukazał się wydrążony w czerwonawej ziemi tunel, na metr szeroki i około metr trzydzieści centymetrów wysoki. Z odbezpieczonym Coltem w prawej a latarką w drugiej ręce, powoli posuwałem się w pozycji wpół przykucniętej wydrążonym korytarzem. Ze względu na bliskość rzeki podstemplowany był dosyć solidnie, mimo tego pewnie nie raz był podmywany. Moja prywatna walka ze strachem zaczęła się po przejściu pierwszych kilkunastu metrów, to jest jak zejście do Hadesu, trzeba tylko zabrać ofiarę dla Charona aby przekroczyć Styks. Moją ofiarą jest talia kart które dostałem od przyjaciela z Kawalerii Powietrznej za ściągnięcie go z miny przeciwpiechotnej , każdy z nas ma taki talizman, często żartujemy że, zabieramy takie drobiazgi ze sobą po to żeby kumple mieli po co schodzić na dół, jak coś spieprzymy. Dla mnie po prostu te karty symbolizują opłatę jakiej może zażądać ode mnie Bóg, ludzkie życie które dzięki mnie jeszcze istnieje. Każdy może zejść do mistycznej krainy podziemi umarłych, lecz tylko ja mam stąd wrócić, i to jest prawda, jeszcze żaden żółtek nie wyszedł spod ziemi podczas kiedy ja w nich przebywałem. W świetle latarki napotkałem, pierwszą pułapkę, zwykły wilczy dół wypełniony zaostrzonymi bambusami, pokrytymi ludzkimi odchodami lub innym paskudztwem od którego można dostać zakażenia. Przykryty plecionką i ziemią byłby nie do wykrycia, gdyby nie trochę dziwna gleba po której nikt nie stąpał oraz idealnie równa powierzchnia w jego miejscu. Splunąłem na czekające na mnie złowieszczo dno dołu i jeszcze bardziej powoli wróciłem do mojej wędrówki. Blisko trzydzieści metrów od wejścia był zakręt. Zakładając że czai się tam wróg który na pewno mnie usłyszał lub zobaczył światło mojej latarki (mimo założonego na nią czerwonego filtru), wychyliłem się z wyciągniętym pistoletem zaciśniętym kurczowo w brudnej i spoconej dłoni. Nastąpił syk i przestrzeń wypełnił gryzący dym. Przerażony śmiertelnie skuliłem się niczym embrion w macicy. Zrobiło się ciemno jak w grobie. Przestraszony przez dobrą chwilę próbowałem zapalić latarkę, zanim uświadomiłem sobie że cały czas zaciskam kurczowo powieki. Uspokojony i zawstydzony moją paniką, rozejrzałem się dokoła. Okazało się że była to druga pułapka na trasie, tym razem przegapiona przeze mnie, mimo iż rozciągnięty na wysokości kostek drut łatwo mogłem zauważyć, jego koniec przywiązany był do zapalnika od granatu umieszczonego w kanistrze z nasypanym do środka ładunkiem prochu i uzupełnionego kilkoma garściami metalowych śrub i wkrętów. Miałem więcej szczęścia niż rozumu, bowiem do tej całej konstrukcji mimo swojej szczelności, dostała się wilgoć dzięki czemu proch zwilgotniał wytwarzając całe kłęby duszącego dymu. Popełniłem niewybaczalny błąd który mógł mnie kosztować życie. Cóż nie wolno mi było rozklejać się teraz na amen, na to nie mogłem sobie tutaj pozwolić. Tunel prowadził łagodnie pod górę, a co najgorsze zaczynał się zwężać. Po paru następnych zakrętach ogarnęło mnie uczucie niesamowitej samotności i opuszczenia, całkiem jakbym był jedynym człowiekiem na ziemi. Tony gleby nad głową i dokoła zdawały się tylko czekać na to aby zmiażdżyć mnie na miazgę niczym w gigantycznej prasie, tak aby nic ze mnie nie zostało. To uczucie sprawiło że zacząłem się dusić, wyobrażając sobie że zostałem żywcem pochowany w takim grobowcu, walcząc o każdy oddech i odrobinę powietrza. Usiadłem, opierając się plecami o ścianę wyżłobionego korytarza, nogi miałem podkurczone pod brodą. Podarowałem sobie trochę luksusu w postaci łyku wody i gumy do żucia. Dopiero po jakimś czasie uspokoiłem się na tyle aby wznowić swoją Odyseję po Hadesie. Zdecydowanym ruchem schowałem latarkę do kieszeni na piersi, nie będzie mi już potrzebna a jej światło zdradziło by mnie na pewno, poza tym potrzebne mi będą obie ręce. Najwyższy już czas na spotkanie, małego Szczura Tunelowego dręczonego od dzieciństwa klaustrofobią z panem Charlim, w końcu ktoś musi odpokutować za mój strach.

Piekło jest pod ziemią
Napis na drzwiach toalety w nowojorskim metrze
 
 
owiec
Gość
Wysłany: 2004-07-28, 15:09   

Spox
 
 
InterSix 
Przyjaciel forum
Pomarańczowa Furia


Wiek: 46
Dołączył: 25 Lip 2004
Posty: 1373
Skąd: Z innej bajki
Wysłany: 2004-07-30, 17:24   

Stary dobre ! Lekka zmiana i mamy "Stalowy Szczur znowu w wojsku" !!! Ja chcę dalej !!!!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template NoseBleed v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne

Forum administrowane przez: Grimlock, Nieznany


ebook.najlepsze.net
Darmowe Statystyki cjc!
Katalog stron www
katalog stron
Katalog stron internetowych Sznurkownia.pl