Forum KGB
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Jezioro Marzeń ;)
Autor Wiadomość
Mefiu 
Przedszkolak



Dołączył: 02 Paź 2004
Posty: 25
Skąd: Tychy
Wysłany: 2005-04-19, 22:52   Jezioro Marzeń ;)

Troche wstyd prezentować mi swoją "twórczość" zważywszy na to jaki talent mają tutaj ludzie...
Ale chyba pisać każdy może? ;)
Może ktoś będzie miał cheć przeczytać.
Przyznaje sie bez bicia że użyłem tam genialnego fragementu z Pielgrzyma P. Coelho :) który posłużył mi za pomysł tej banalne opowieści.


Dawno, dawno temu w odległych czasach, których najstarsi górale już nie pamiętają, istniała okazała osada Kudłaczyn. Miejscowość ta wzięła nazwę od gęstego zalesienia terenu na którym się znajdowała. Kudłaczyn był wielką wsią jak na owe czasy, zamieszkiwało ją dziewięćdziesięciu siedmiu mieszkańców. Wodzem osady był niejaki Klemens „Mondry” z dynastii Waldemarów – który, jak sam jego przydomek wskazuje nie grzeszył inteligencją. Dlatego miał on swego doradcę, który gdy tylko zachodziła taka potrzeba myślał za niego – był nim znany i lubiany Pan Zdzich.
Była wiosna, słońce jak co dzień leniwie wschodziło po nieboskłonie, ptaszki ćwierkały jak głupie, bo cóż innego miałyby do roboty. Zdzisław budził się powoli, nieśmiało otwierał przepełnione snem oczy. Czuł jednak w kościach, a dokładniej w lewej nodze, iż ten dzień będzie niezwykły. Czym prędzej ogarnął się i wyruszył do rzecznika wodza - Łukasza, dowiedzieć się czy ma dzisiaj jakieś powinności względem osady wykonać. Jak się wkrótce okazało, nic mu dzisiaj czasu zabierać nie miało. Dzień był piękny, postanowił wiec wyruszyć na spacer, jako że wieś była otoczna ze wsząd lasem, po długich rozmyślaniach podjął decyzje – pójdę do lasu! Była młoda godzina, słońce jeszcze nie grzało z całą swą mocą. Zdzich miał cały dzień na spacerowanie i rozmyślanie nad egzystencją w tym pięknym jednak często monotonnym świecie. Las był gęsty niczym jego bujne włosy na głowie, zdawać by się mogło, iż nie ma końca. Droga prowadziła ciągle w dół, tak jakby schodził z jakiegoś szczytu do podnóża góry. Im głębiej zapuszczał się w te dzikie tereny, tym co raz silniej wyczuwał nieprzyjemny zapach. W pewnej chwili spojrzał ukradkiem na swoje buty, czy przypadkiem nie wdepnął w coś w co nie powinien. Jednak jego podejrzenia nie miały odzwierciedlenia na żadnym z nowych sandałów. Ucieszyło go to bardzo, a jednocześnie zafascynowało, z czego może wydobywać się ten wątpliwie przyjemny zapach. W dalszym ciągu podążał ku dołowi. Nagle dostrzegł światłość. Wszystko wskazywało na to, że las jednak miał swój kres. Jednak kres ten był okupiony ogromnym fetorem. Przyspieszył swój do tej pory spokojny, turystyczny krok.
Ukazało się przed nim skromnych rozmiarów jezioro. Jednak nie było to zwykłe jezioro. Jak się okazało to z niego wydobywał się ten okropny zapach. Dookoła wody panowała pustynia życia, Ździch nie uświadczył żadnej rośliny w promieniu kilku stóp od zbiornika wodnego. Odczuwał narastający strach i niepokój. Mimo to postanowił podejść bliżej.
Nagle usłyszał wesołe pogwizdywanie, które dobiegało zza jego pleców. Skamieniał w jednej chwili. Powoli odwrócił się, ujrzał przed sobą niewielkiego mężczyznę w zwiewnej granatowej szacie, która była pokryta złotymi haftami. Jego nos był cały zzieleniały, zapewne od ciągłego przebywania w tej „gęstej atmosferze”. Pierwszą myślą jak nasunęła się Zdzichowi było to, iż ma do czynienia z magiem. Ta myśl jeszcze bardziej go przeraziła. Cieńką nić ciszy przerwał nieznajomy.
- Mam na imię Heniek, nadzoruję ten niezwykły akwen.
Ździch w dalszym ciągu nie potrafił wydusić z siebie żadnego dźwięku przypominającego słowo. Nie przeszkadzało to jednak Heńkowi. Zapytał on przybysza czy wie dlaczego jezioro tak cuchnie. Zdzich jako człowiek komunikatywny ponad wszelką wątpliwość wysilił się, zawarał swą odpowiedź w skomplikowanym geście przeczącym głową. Henryk zauważył konsternacje przybysza, wiec pośpieszył czym prędzej z wyjaśnieniami.
- Spróbuj zajrzeć w głąb wody, a wiele zrozumiesz.
Zdzich podszedł nieśmiało do krawędzi dzielącej wodę od lądu i spojrzał w dół. Ujrzał czarną jak noc wodę, wyglądała niczym smoła, zdawała się być gęsta. Przez dłuższy czas wytężał oczy, lecz nic nie dostrzegał. Po chwili jednak z czarnego bezkresu zaczęły wyłaniać się dziwne obrazy, których nie potrafił scalić w jedną całość. Heniek podszedł do zmieszanego Zdzicha.
- Co to ma znaczyć? – wydusił z siebie Zdzich.
- W wodzie tej utopione są marzenia, które nigdy nie zostały spełnione. Gdy jesteśmy młodzi mamy wielką odwagę by marzyć, jednak jeszcze brak nam umiejętności by o nie walczyć. Gdy po licznych wysiłkach i wielu latach nauki posiądziemy umiejętności, nie mamy już tyle odwagi w walce. Uważamy własne marzenia za infantylne, nieziszczalne, za owoc nieznajomości realiów życia. Zabijamy nasze marzenia, bojąc się walczyć o ich spełnienie. Kiedy wyrzekamy się marzeń i odnajdujemy spokój - podjął po chwili - zaznajemy krótkiego okresu cichego zadowolenia. Jednak trupy marzeń zaczynają w nas gnić i zatruwać atmosferę. W końcu wyrzucamy je z pamięci, pozostaje po nich jednak pustka. To jezioro jest właśnie zbiorowiskiem odrzuconych marzeń.
- To by wyjaśniło ten straszny smród. Wiele marzeń musi być tutaj utopionych...
- Niestety tak, wielu ludzi podąża za większością nie zważając na potrzeby swojej duszy, nie potrafią zejść z udeptanych ścieżek, choćby na chwile. Z górki łatwiej, lecz to wysiłek daje satysfakcję.
Nastała cisza. Zdzisław postanowił usiąść na pobliskiej polanie. Oddał się kontemplacji, nie chciał nigdy dopuścić, żeby jego marzenia spotkał taki los. Henryk zaczął znowu wesoło pogwizdywać. Słońce powoli zmierzało na spotkanie z horyzontem, niebo zaczęło przyjmować pomarańczowy koloryt. Zdzisław docenił, iż zawsze jest czas na spełnienie marzeń, każdy dzień może być decydujący. Uśmiech zawitał na jego twarzy. Nawet nie zoriętował się, kiedy zaczął wspomagać Heńka w wygwizdywaniu wesołej melodii.
Zamknął oczy i marzył, pochłonęło go to bez końca. W jednej chwili wesołe pogwizdywanie Henryka zamarło niczym przerwana melodia hejnału mariackiego. Zdzichu natychmiast otworzył oczy, wytężył wzrok w poszukiwaniu tajemniczego maga, ku jego zaskoczeniu zniknęło także i jezioro odrzuconych marzeń. Do okoła unosił się słodki zapach kwiatów. Zdzisław był oszołomiony, miał jeszcze tyle pytań do Henryka. Zastanawiał się czy cała sytuacja miała naprawdę miejsce. Wiedział jednak jedno, od dziś niezależnie od tego co jeszcze spotka go w życiu, będzie podążał za swoimi marzeniami.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template NoseBleed v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne

Forum administrowane przez: Grimlock, Nieznany


Forum Książki - zapraszamy!