Trzeci tom tetralogii Dziedzictwo Mrocznego Elfa autorstwa R.A. Salvatore „Mroczne Oblężenie” w wyraźny sposób dzieli się na dwie części. Pierwsza to świat intryg w Menzoberranzan, przygotowywanie sojuszników do obrony Mithrilowej Hali. O ile lubię opisy takich gier, o tyle tu są one dla mnie zbyt powierzchowne, tak jakby były tylko na siłę, a autorowi brakowało pomysłu jak je przedstawić. Z drugiej strony, gdyby wdał się w szczegóły – pewnie wielu czytelników by znudził. Jestem więc gotów przyjąć, że przyjął tu świadomie złoty środek. :) Jest kilka miejsc, gdzie chyba miało być śmiesznie – wyszło groteskowo i infantylnie.
Odnoszę zresztą wrażenie, że cała ta część powstała tylko dlatego, że opis samej wojny to byłoby za mało na cały tom :wink: Bardzo żałuje, że nie dostałem opisu konfliktu między bogami, o którym czytelnik jest informowany na początku, i którego efekty (Trudne Czasy) powodują silne rozchwianie świata magii.
Drugą część, niemal pół książki, stanowi opis najazdu mrocznych elfów na siedzibę krasnoludów. Opisy walk, jak zwykle u Salvatore są dość szczegółowe, ale tym razem jakby mniej i przez to odpowiednio mniej nużące. Obserwujemy kilka teatrów działań, wiele postaci znajduje szansę odegrania istotnej roli w przewalającej się nawałnicy, by w końcówce sprawiedliwości stało się zadość. :)
Trudno byłoby powiedzieć, że akcja jest zaskakująca – ot, w paru momentach ktoś wyciąga jakiś magiczny kryształ albo coś podobnego, co pozwala dokonać zwrotu akcji i reszta jest prosta, jak lot krasnoludzkiego bojowego topora. Jakby się dokładniej przyjrzeć, to w kilku miejscach gubi się realizm. Ktoś może powiedzieć, że oczekuję za wiele po fantasy, gdzie jednym zaklęciem można zmieść z powierzchni ziemi pół królestwa, ale to nie całkiem tak. Czary czarami, ale np. liczącą czterystu mieszkańców osada ma raczej ograniczone możliwości, jeśli chodzi o ilość wystawionych wojów. Pomijam błędy wynikające prawdopodobnie z nieuważnej pracy tłumacza (svirfhebli jest raz trzydzieści setek, a drugim razem tylko trzystu).
Ogólnie oceniłbym książkę jako przyzwoite fantasy, któremu jednak czegoś brakuje, żeby mnie porwać.

PS. Autor oczywiście nie omieszkał otworzyć furtki do czwartej części.