Forum KGB
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Love is in the air
Autor Wiadomość
Caroline* 
Towarzysz
Dumasoholiczka ;)


Wiek: 25
Dołączyła: 15 Gru 2012
Posty: 423
Skąd: imaginacja
Wysłany: 2012-12-29, 22:38   

***
Dwie godziny później Caroline wróciła konno do posiadłości don Marco. W ciągu ostatnich kilku godzin koń zdołał wydalić magiczną watę, więc nie potrafił już latać. Obok nich biegł wesoło poszczekując młody doberman - Pablo.
Hałas zwrócił uwagę don Marco.
-Don Marco! - zawołała Carolina. - A oto mój Pablo. Dziękuję, że pozwolił mi pan go sprowadzić.
-Jaki uroczy pies- powiedział Marco, drapiąc go za uchem.- I jaki... przyjazny. Na pewno będzie w stanie cię bronić?- zdziwił się.
-Polubił pana. Mówiłam, że to mądry pies. Wie, że nie zrobi mi pan krzywdy.
-Carolino, mów do mnie Marco, bo czuję się niezręcznie... Wszyscy tylko pan i pan... Żadnych przyjaciół- nikogo...- zasmucił się
-Chciałbyś, bym została twoją przyjaciółką? Ależ ja... nie zasługuję na ten zaszczyt.
-Mylisz się, Carolino. To ja nie zasługuję na to, byś była moją przyjaciółką.
-Nie mów tak! Proszę cię. Jesteś taki dobry dla mnie... Nikt nigdy wcześniej nie traktował mnie tak, jak ty. Kobiety zazdroszczą mi urody, a mężczyźni próbują od razu zaciągnąć do łóżka. Ty jesteś inny, wyjątkowy... Ty chcesz się ze mną zaprzyjaźnić, poznać mnie...
Kiedyś słysząc takie słowa don Marco roześmiałby się w duchu z naiwności dziewczyny. Ale przy Carolinie... Stał się kimś zupełnie innym. Pragnął być takim, jakim widziało go to dziewczę.
<Przyjaźń? Od czegoś w końcu trzeba zacząć...> - rozmyślał. <Od przyjaźni między kobietą i mężczyzną już tylko krok do miłości>
-Tak, pragnę tego z całego serca... - odpowiedział szczerze
-I ja tego pragnę- powiedziała Carolina, przytulając się do niego. Mężczyzna miał ogromną ochotę pocałować ją, ale wiedział, że nie może tego uczynić, gdyż tym gestem przekreśliłby raz na zawsze jakąkolwiek szansę na miłość Caroliny
<Trzeba działać małymi krokami> - rozmyślał. I całym sobą chłonął jej zapach...
_________________
"Wkrótce nie będzie już wrogów.
Osiągniemy spokój i równość.
Będziemy żyć w zbiegach okoliczności.
Wierzymy w ekwiwalenty.
Nie będziemy się różnić.
Zjednoczymy się.
W końcu będziemy niewolnikami."

Rodrigo Garcia
GOLGOTA PICNIC
 
 
Caroline* 
Towarzysz
Dumasoholiczka ;)


Wiek: 25
Dołączyła: 15 Gru 2012
Posty: 423
Skąd: imaginacja
Wysłany: 2012-12-31, 13:47   

Nieznany napisał/a:
Podchodząc do Emanuelle i Rivany Nieznany usłyszał, że ta ostatnia coś nuci, brzmiało to jakoś tak słowiańsko, chyba "Ja saszła s uma, ja saszła s uma, mnie nużna ana, mnie nużna ana"... czyżby jakaś mantra?

Nieznany napisał/a:
Droga Caro, nie doceniasz mocy Rivany

Jakoś nie wydaje mi się groźna, skoro... straciła rozum :lol:
Chyba, że to Emanuelle śpiewała piosenkę Tatu...?

Cieszę się, że przestawiłeś się z hiszpańskiego na rosyjski- przynajmniej rozumiem, o czym piszesz. Chociaż właściwie to... język rosyjski nie jest dla mnie językiem obcym, a drugim językiem ojczystym (pierwszym jak najbardziej pozostaje polski, bo w Polsce się urodziłam, tu mieszkam, uczę się i mam większość rodziny... i zdecydowanie bardziej identyfikuję się z Polakami, niż z Rosjanami). Dlatego może trochę się czepiam... ale jak już mówiłam, ten język jest mi bardzo bliski
_________________
"Wkrótce nie będzie już wrogów.
Osiągniemy spokój i równość.
Będziemy żyć w zbiegach okoliczności.
Wierzymy w ekwiwalenty.
Nie będziemy się różnić.
Zjednoczymy się.
W końcu będziemy niewolnikami."

Rodrigo Garcia
GOLGOTA PICNIC
 
 
Caroline* 
Towarzysz
Dumasoholiczka ;)


Wiek: 25
Dołączyła: 15 Gru 2012
Posty: 423
Skąd: imaginacja
Wysłany: 2013-01-14, 21:34   

Nieznany napisał/a:
Biedny don Marco, będę musiał go wybawić od tej proekologicznej miłości. :smiech: Jak tylko znajdę Wenę, to się odezwę. :P

Powodzenia!

A zanim to nastąpi (o ile nastąpi), don Marco powinien przynajmniej spełnić swoje obietnice, bo inaczej Carolina straci jedyną i niepowtarzalną okazję uekologicznienia... nie wiem, jak nazywa się miejscowość, ale mniejsza z tym

***
Pochłonięci sobą nie zorientowali się, iż zza gęstych, ozdobnych krzewów obserwuje ich Izaura. Zazdrosna kobieta, nie przyjmująca do wiadomości faktu, iż don Marco nie jest nią zainteresowany, uznała Carolinę za rywalkę. Widząc, jakim gorącym spojrzeniem obdarza ją właściciel fortuny da Silva i nie słysząc rozmowy, dopowiedziała sobie resztę.
Gdy Carolina przytuliła się do don Marco, nie potrafiła już opanować złości. Chwyciła nóż, który zawsze nosiła przy sobie i w porywie nienawiści skoczyła w kierunku przytulonych...

W tym momencie nie podejrzewających nic Carolinę i Marca wyrwały z zamyślenia warknięcie i gwałtowny ruch spokojnego do tej pory Pablo. W samą porę pies zdołał chwycić niedoszłą zabójczynię za rękę. Zacisnął szczękę. Rozległ się przeraźliwy krzyk zaskoczonej Izaury... Ci, którzy omal nie stali się jej ofiarami, zamarli z przerażenia...

-Pablo, piesku, puść ją!- pierwsza zimną krew odzyskała Carolina. - wystarczy, już jestem bezpieczna...
Pablo, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, puścił rękę, która chciała skrzywdzić jego panią.
Izaura byłaby go udusiła na miejscu, gdyby nie przeszywający ból w miejscu ugryzienia. Oczy, które nigdy nie płakały, zrobiły się mokre od łez wściekłości i bólu.
<Nie tylko nie zabiłam tej suki, ale jeszcze być może straciłam rękę. Tylko Rivana będzie w stanie mi pomóc. Inaczej już nigdy nic do prawej ręki nie wezmę. Niech no tylko odzyskam sprawność w niej, a policzę się z tą bestią! I z jego panią...>Mimo ogromnego cierpienia Izaura uśmiechała się do swoich czarnych myśli. Pobiegła w kierunku altany, w której spodziewała się zastać wiedźmę.

Nareszcie don Marco odzyskał mowę:
-Miałaś rację. Taki pies to prawdziwy skarb. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby nie on... Jak widać ja nie potrafię zapewnić ci bezpieczeństwa, nawet będąc tuż obok...
-Nie obwiniaj się. Skąd mogłeś wiedzieć?
-To moja wina.
-Co ty mówisz?
-To przez moje pieniądze. Poświęciłem im całe życie... a teraz są moim przekleństwem
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Zależy jej tylko na moich pieniądzach. Jest zazdrosna, bo ją spławiłem, podczas gdy przy tobie jest mi tak dobrze, przy tobie się uśmiecham... jestem wreszcie szczęśliwy
-Jestem szczęśliwa słysząc, że mogłam kogoś uszczęśliwić. Czuję się przy tobie cudownie i... bezpiecznie- pomimo uspokajających słów, które wypowiadała Carolina, drżała na całym ciele.
-Uspokój się. Coś wymyślę. Jesteś pierwszą osobą, która zobaczyła we mnie człowieka, a nie bankomat, której zależy nie na moich pieniądzach, a na mnie... Nie mogę cię stracić. Nie pozwolę, byś odeszła, czując się zagrożona. Nie przeżyję tego
-Nie mów tak. Jestem tutaj. Nigdzie nie odchodzę. Zaoferowałeś mi przyjaźń, a ja ją przyjmuję. Nie zostawię cię w kłopocie.
-Dziękuję ci. Tylko nie wiem, jak mogłabyś mi pomóc...
-Powiedziałeś, że pieniądze są twoim przekleństwem
-Bo to prawda
-Jest sposób, byś zrobił z nich pożytek, ale nie oddawał ich tym hienom
<Boże... a jednak. Więc jej także zależy tylko na moich pieniądzach? Nie mam już po co żyć>
Wystraszył się don Marco.
-Nie obawiaj się. Nie chcę twoich pieniędzy- dziewczyna zdawała się czytać w jego myślach. Pamiętasz, co mi obiecałeś?
-Ja nieee...
Mężczyzna był załamany. Za nic nie był w stanie przypomnieć sobie, co takiego obiecał Carolinie
-Obiecałeś wdrożenie kilku proekologicznych projektów. To wszystko kosztuje, ale... przynosząc pożytek środowisku, jednocześnie pozbędziesz się swojego kłopotu
-Tak, tak! To świetny pomysł! Mam nadzieję, że się na tym znasz... Od czego zaczynamy?
-Może od twojego własnego podwórka?- zaśmiała się Carolina
-No tak... Obiecałem ci osobne kontenery na każdy rodzaj odpadów, kompostownik i biogazownię na szambo i obornik. Hacjendę można by wtedy przystosować do ogrzewania biogazem...
-Dobrze myślisz, ale na wybudowanie biogazowni potrzeba wielu miesięcy, a może nawet lat... To czasochłonna i kosztowna inwestycja. Już dziś możesz zamówić projekt, ale nie spodziewaj się ekspresowego tempa. Tymczasem proponuję palenie w kominku pelletem- jest bardziej energetyczny od węgla, przy czym niemal nie zanieczyszcza środowiska szkodliwymi substancjami i pyłami, a w dodatku produkowany jest z odpadów drzewnych. I tak przyjemnie pachnie, gdy się pali... Centralne ogrzewanie będziesz mógł zamówić, jak biogazownia będzie gotowa.
-Znasz kogoś, u kogo można by zamówić projekt biogazowni?
-Znam. Zdaj się na mnie. Potrzebuję tylko twoich dyspozycji
-Dostaniesz je
-A co z kontenerami?
-Miałam praktyki zawodowe w sortowni odpadów. Zadzwonię tam i dowiem się o kontenery. Pracownicy będą przyjeżdżać do nas raz w tygodniu i odbierać surowce wtórne śmieciarką wielokomorową, by odpady się nie mieszały. Nie będzie problemów z budową kompostownika na odpadki organiczne?
-Najmniejszych. Mój ogrodnik się tym zajmie.
-I jeszcze jedno- macie energooszczedną zmywarkę i pralkę?
-Nie mamy żadnej...- zasmucił się mężczyzna.
-Matko Boska! Masz pojęcie, ile wody i energii zużywa ręczne pranie i zmywanie?
-Nigdy się nad tym nie zastanawiałem... Jeszcze dzisiaj je kupię.
-Chętnie pomogę ci wybrać odpowiednie.
-Jeśli się pośpieszymy, zdążymy jeszcze przed kolacją. W drogę!
-Zaczekaj, Marco- zatrzymała go Carolina. - Jak chcesz je przetransportować?
-Zamówię dostawę do domu.
-Może masz wóz konny? Koń Geralta jest silny- udźwignie nas i urządzenia AGD. Tak byłoby ekologiczniej
-Nie mam, ale też możemy kupić, tak jak i uprząż. Jeśli tego sobie życzysz... Mam też własną klacz. Możemy pojechać konno
-Byłoby cudownie... Uwielbiam jeździć konno.

***
Cztery godziny później Carolina i don Marco powrócili do majątku da Silva, jadąc nową bryczką zaprzężoną w dwa konie. Podróż trwała dłużej, niż zakupy, ze względu na delikatność wiezionego przez nich sprzętu. Carolina i Marco pod wskazanym przez dziewczynę adresem uzgodnili szczegóły dotyczące budowy bioelektrowni, a następnie zakupili potrzebny sprzęt.
-Wiesz co, Marco? - zapytała Carolina, gdy wjeżdżali na posesję.- Skoro już są wóz i konie, nie widzę potrzeby, by śmieciarka przyjeżdżała do majątku. Taka forma transportu wymaga dostarczenia paliwa zanieczyszczającego powietrze. Sama będę zawozić posortowane odpady do zakładów wykorzystujących surowce wtórne. Mam tam swoje znajomości. I uwielbiam powozić bryczką... Przy okazji mogłabym robić zakupy w mieście.
-Jak sobie życzysz- Marco był szczęśliwy, że Carolina nie myślała już o dwóch niemiłych przygodach, które spotkały ją pierwszego dnia pobytu u niego.
-Wygląda na to, że właśnie podano do stołu- ucieszyła się Carolina, słysząc nawoływania kucharki. - Umieram z głodu. Umyję tylko ręce, przebiorę się i siadam do stołu.
-Och tak... To był ciężki dzień. Ja też porządnie zgłodniałem. Do zobaczenia na kolacji.
-Marcooo... - zasmuciła się Carolina.
-Co się stało?
-Ja nie mam się w co przebrać...
-Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej? Mogliśmy kupić, będąc w mieście.
-Ten dzień był tak pełen wrażeń, że zupełnie zapomniałam
-Pokażę ci, w co możesz się ubrać.
Zaprowadził ją do pokoju, do którego nikt od lat nie wchodził. Była to sypialnia jego zmarłej matki.
-Tylko ty jesteś godna nosić te suknie. Należały do jedynej kobiety, która kochała mnie naprawdę- mojej matki.- powiedział, wskazując dziewczynie zawartość szafy
-Nie wiem, co powiedzieć... Czuję się zaszczycona.
-Nic nie mów. Po prostu wybierz taką, która ci się spodoba i przebierz się. Chcę cię zobaczyć w niej na kolacji.
-Zaraz mnie w niej zobaczysz.
-Może chcesz się wcześniej wykąpać?
-O taaak. Przydałoby się odświeżyć po tak stresującym dniu.
-Łazienka jest na prawo od salonu mojej śp. mamy. Zostawię cię samą... no niezupełnie- z Pablem. Nie możesz odstępować go na krok. Muszę wiedzieć, że jesteś bezpieczna.
-Będę pamiętać. Dziękuję ci.

***
Pół godziny później Carolina olśniła wszystkich mężczyzn i wzbudziła zazdrość u kobiet, wchodząc do sali jadalnej w przecudnej, fioletowej sukni
_________________
"Wkrótce nie będzie już wrogów.
Osiągniemy spokój i równość.
Będziemy żyć w zbiegach okoliczności.
Wierzymy w ekwiwalenty.
Nie będziemy się różnić.
Zjednoczymy się.
W końcu będziemy niewolnikami."

Rodrigo Garcia
GOLGOTA PICNIC
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2013-01-18, 20:09   

Parafrazując słynny cytat z "Wilka i zająca": Nu, Caro! Nu pagadi! :twisted: :evil2:
----------------

Nieznany cały się trząsł ze złości.
- Rivano, musisz coś zrobić, ona już tak oplotła swoim urokiem Marco, że on wnet wyda wszystkie swoje pieniądze na jej fanaberie!
- Biedny don Marco...
- Jeszcze nie ale już niedługo zupełnie go wycycka. A co gorsza to wcale nie ma podtekstu erotycznego!
- Uspokój się, mam już plan jego uratowania. Wykonałam ten oto wisior, który zawiera w sobie druidzką magię, która uchroni go od podstępnego uroku tej ekowiedźmy.
- Ale... czy to zadziała? I skąd właściwie znasz magię druidów?
- O tak, zadziała. A co do druidów, to każdego roku w pierwszą sobotę po chrześcijańskim Bożym Ciele organizują warsztaty dla zaawansowanych, zawsze w nich biorę udział.
- Aha. No to próbuj, próbuj, w tobie nadzieja...

Po godzinie.
- Halo, panie Marco, możemy zamienić kilka słów?
- O, seniorita Rivana! Co słychać? Jak tam Twoje stosunki z Emanuelle?
- Skąd pan wie o mnie i Emanuelle?
- Przecież mam oczy! - odparł don Marco, w myślach dodając, że ma też kilka kamer.
- No cóż, z nami wszystko w porządku, ja tu jednak przyszłam porozmawiać o czymś innym. Proszę, to dla pana.
Rivana wręczyła don Marcowi druidzki wisior.
- Wisiorek? A po co mi on? Nie jest nawet zbytnio seksowny, wygląda raczej niefajnie. Stać mnie na ładniejszy, złoty!
- Ten jest ekologiczny, przetworzony z odpadów wtórnych - skłamała Rivana - przecież pan działa teraz proekoloicznie... a poza tym jest dość specjalny. Jeśli będzie go pan nosił bezpośrednio przy skórze, to wzrośnie pańska potencja!
- O?
- Tak! No ja wiem, że panu nic nie brakuje, podobno... tak przynajmniej mówiły dziewczyny... i ten brutal de Rujas... ale dzięki temu wisiorowi będzie pan w stanie... no właśnie, nawet po kilkanaście razy i to bez zmęczenia... sam pan wie, co.
- Ha! Dziękuję! To ja teges... biorę!
- Byłam dziwnie spokojna, że pan będzie zadowolony.
- Yhy, no tak, bardzo dzięki i wogóle... pa!
- Pa, pa.

Rivana z zadowoleniem uśmiechnęła się do siebie. Wszystko poszło według planu. Carolina już wnet przekona się, że nie warto nią zadzierać!

Tymczasem Carolina wróciła z miasta, oddała bryczkę Fidelito i poszła na spotkanie z don Marco, a wraz z nią jej wierny Pablo.
- Hola, Marco, mi amor, wróciłam ze spotkania z dyrekcją zakładu odpadów i projektantami od biogazowni. Potrzeba będzie więcej pieniążków...
- Jasne, Caroli...co? Zaraz! Jakie plany? Biogazownia? Odpady? I jeszcze ten cały szajs koło domu... jak ja mogłem na to wyrazić zgodę? No i te brednie, że będziesz woziła bryczką nasze odpady... Donie i donowie z innych hacjend by mnie wyśmiali! A do tego stracił bym cały majątek! Ech, dziewczyno, oczarowałaś mnie, zapatrzyłem się w twoje piękne, ciemnozielone oczy i zupełnie straciłem głowę!
- Ależ Marco!
- Koniec z tym, carramba!


Hasta la vista, Amigos :nieznany:
Nieznany
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
geralt 
Prorektor


Dołączył: 28 Cze 2009
Posty: 3050
Wysłany: 2013-01-19, 02:14   

Ja tak tylko gościnnie i pobocznie :P

Słońce chyliło się ku zachodowi w chwili, gdy Pablo, unosząc swoją wielką łapę, zasilał fundamenty niedoszłej bioelektrowni. Letni wiaterek, zmieniając kierunek, niósł ze sobą woń - obiecującą i niepokojącą zarazem. Nie, to z pewnością nie był kompostownik. Pablo podniósł leniwie wzrok - to ona, whisky, tfu, husky... Nowa suczka Esmeraldy, czy tam Emanueli, czy jak jej tam. Zbyt oczarowany, by zwracać uwagę na takie szczegóły, podszedł nieśmiało, merdając ogonem. Była niewątpliwie urocza. I to spojrzenie, które elektryzowało mimo opadającej na oczy grzywki*. Z każdą sekundą, z każdym wdechem przepełnionego uczuciem powietrza, Pablo coraz bardziej wzgardzał dotychczasowym psim żywotem, uwalniając rodzącego się w sercu wilka. Ale nawet o tym nie myślał, kiedy wybiegli razem na genetycznie modyfikowaną łąkę posiadłości Don Jakośtam. W ogóle już nie myślał. A potem... Potem była już tylko miłość.

*Komentarz dodatkowy po przeczytaniu całości: załóżmy, że to była wyjątkowa husky z grzywką :lol:
 
 
Caroline* 
Towarzysz
Dumasoholiczka ;)


Wiek: 25
Dołączyła: 15 Gru 2012
Posty: 423
Skąd: imaginacja
Wysłany: 2013-01-19, 18:15   

Nieznany napisał/a:
- Hola, Marco, mi amor

Hola hola, Nieznany! "Moje kochanie" do... przyjaciela? :shock: Przecież między nimi jeszcze nic nie było

Skoro już wprowadziłeś do telenoweli elementy baśni, to...

***
-Marco... Co się z tobą stało, co z naszą przyjaźnią?
-Jaką przyjaźnią? Chciałem tylko jednego, ale z tobą... to by mnie za drogo kosztowało.
-Więc jednak jesteś taki jak wszyscy! Chciałeś mnie wykorzystać! Oszukałeś mnie! A ja wierzyłam, że jesteś w głębi serca dobry, opiekuńczy... że jesteś po prostu nieszczęśliwy i dlatego to wszystko... Byłam gotowa cię uszczęśliwić, pomóc ci wyjąć z niewoli pieniądza... nawet zaczęłam się w tobie zakochiwać. A ty to wszystko zniszczyłeś! - Carolina zalała się łzami.

Moc jej deklaracji i łez okazała się silniejsza, niż magiczna siła amuletu Rivany. Coś w don Marco pękło... Zrozumiał, że znalazł się pod działaniem jakiegoś zaklęcia i że to zapewne sprawka Rivany, która dała mu amulet. Nie mógł pojąć, jak to się stało, że wiedźma przechytrzyła go. Czuł, że zgubił go egoizm. Zapragnął jak najprędzej pozbyć się zgubnego wisiora. Jednak gdy podjął tę decyzję, magiczny przedmiot zaczął się żarzyć, a łańcuch, na którym wisiał, niebezpiecznie się skracać. <Jeszcze kilka minut i zaciśnie mi się na szyi> - przeraził się Marco. Amulet niemiłosiernie palił go w piersi. Nie zważając już na nic, mężczyzna zaczął wić się po ziemi i wyć z bólu...

-Marco! Marco! Co ci jest? - Carolina podbiegła do niego.
W jednej chwili zapomniała o krzywdzie, którą jej wyrządził. Liczyło się tylko to, by mu pomóc.
-To koniec! Umieram! - rozpaczał Marco. - Ten amulet mnie zabija!
Carolina zobaczyła paniczny strach w jego oczach.
-Wybacz mi. Byłem taki głupi... Dałem się zwieźć tej podstępnej wiedźmie. To już koniec mego nędznego żywota... - szeptał, bo nie miał już sił mówić. - Nie chciałem cię zranić... Nie byłem sobą. Chcę ci to wynagrodzić. Kocham cię- teraz już mogę ci to powiedzieć, bo za chwilę nie będzie już nic... Przynieś mi szybko coś do pisania! Muszę sporządzić testament. Oddam wszystko Tobie. Wiem, że zrobisz z mojego majątku właściwy użytek.
-Zwariowałeś? Nie opuszczę cię w takiej chwili! Co mi po twoich pieniądzach, gdy nie będzie już Ciebie? Och, Marco... Ja też cię kocham- szepnęła, nachylając się nad konającym. - Błagam, nie opuszczaj mnie! Co ja zrobię bez Ciebie? Oni mnie zniszczą... Tylko przy Tobie jestem tu bezpieczna...
Załamana dziewczyna nie widziała już sensu życia. Chciała umrzeć wraz z ukochanym. Nachyliła się bardzo blisko jego twarzy. Ich usta spotkały się po raz pierwszy. Oboje sądzili, że zarazem po raz ostatni... Chwilę później Carolina położyła swą głowę na jego rozgrzanej piersi, wprost na amulecie.
-Co ro-bisz nie-szczę-sna? - Marco już nie mówił, a rzęził.
-Chcę umrzeć razem z Tobą. Może chociaż po tamtej stronie będziemy razem szczęśliwi. Kocham cię nad życie. Teraz to zrozumiałam...

Wyznanie to i gotowość dziewczyny do oddania życia w imię miłości sprawiły cud. Amulet przestał palić, a ogniwa łańcucha rozsypały się...

Prawdziwa, gotowa do poświęceń, obustronna miłość, złamała zaklęcie Rivany. Miłość okazała się silniejsza, niż nienawiść...

-Carolino, uratowałaś mi życie!
-O nie, Marco. Nawzajem siebie ocaliliśmy.

Już nic nie stało na przeszkodzie tej miłości. Wiek, status, opinia innych ludzi... nie miały dla nich żadnego znaczenia.

Traumatyczna próba okazała się zbawienna dla rodzącego się uczucia.
Gdyby los nie powiedział im memento mori, być może żadne z nich nie odważyłoby się wyznać swoich prawdziwych uczuć...

***
Nie wygrałeś tej bitwy, Nieznany :lol:
Atak odparty, ale bitwa jeszcze się nie skończyła...

Teraz pora na kontratak, ale nad nim muszę jeszcze pomyśleć

No, Nieznany! Ja ci jeszcze pokażę!
_________________
"Wkrótce nie będzie już wrogów.
Osiągniemy spokój i równość.
Będziemy żyć w zbiegach okoliczności.
Wierzymy w ekwiwalenty.
Nie będziemy się różnić.
Zjednoczymy się.
W końcu będziemy niewolnikami."

Rodrigo Garcia
GOLGOTA PICNIC
 
 
Caroline* 
Towarzysz
Dumasoholiczka ;)


Wiek: 25
Dołączyła: 15 Gru 2012
Posty: 423
Skąd: imaginacja
Wysłany: 2013-01-19, 18:29   

Geralcie, jesteś tu mile widzianym gościem :)
Dodawaj swoje wątki poboczne jak najczęściej :wink:
jak tylko najdzie cię ochota
_________________
"Wkrótce nie będzie już wrogów.
Osiągniemy spokój i równość.
Będziemy żyć w zbiegach okoliczności.
Wierzymy w ekwiwalenty.
Nie będziemy się różnić.
Zjednoczymy się.
W końcu będziemy niewolnikami."

Rodrigo Garcia
GOLGOTA PICNIC
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2013-01-20, 12:09   

O matko miała być telenowela z biglem a zaczęłaś tworzyć jakiś harlequin. :shock:

Będę musiał przemyśleć swoją dalszą strategię. :lol:

Caroline* napisał/a:
Hola hola, Nieznany! "Moje kochanie" do... przyjaciela? Przecież między nimi jeszcze nic nie było
Może to i racja, lepiej by brzmiało "mi amigo". :)

Caroline* napisał/a:
No, Nieznany! Ja ci jeszcze pokażę!
O? To super. :hyhy: :hehe:
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
Caroline* 
Towarzysz
Dumasoholiczka ;)


Wiek: 25
Dołączyła: 15 Gru 2012
Posty: 423
Skąd: imaginacja
Wysłany: 2013-01-20, 14:39   

Nieznany napisał/a:
O matko miała być telenowela z biglem a zaczęłaś tworzyć jakiś harlequin. :shock:

To się tak samo... Właściwie to nie miałam tego w planach, przynajmniej nie teraz, ale mnie do tego zmusiłeś.
Trzeba było jakoś ratować biednego Marco spod władzy pieniędzy.
A Carolina mogłaby się od razu pakować, gdybym czegoś nie wymyśliła...

O nie! Nie mogłam na to pozwolić!


Wiem, że to niezbyt oryginalny pomysł... ale nic innego nie udało mi się wykombinować

Nieznany napisał/a:
Będę musiał przemyśleć swoją dalszą strategię. :lol:

Myśl, byle nie za szybko :lol:
Na razie to ja muszę wykombinować formę kontrataku.

Wszak to miała być bitwa 8)
_________________
"Wkrótce nie będzie już wrogów.
Osiągniemy spokój i równość.
Będziemy żyć w zbiegach okoliczności.
Wierzymy w ekwiwalenty.
Nie będziemy się różnić.
Zjednoczymy się.
W końcu będziemy niewolnikami."

Rodrigo Garcia
GOLGOTA PICNIC
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2013-01-20, 15:05   

Tak, będziemy się mentalnie mocowali na rękę. ;)
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
Ravena 
Przyjaciel forum
Wiedźma Cwaniara


Wiek: 37
Dołączyła: 13 Sty 2009
Posty: 2524
Skąd: Wiedźmi Las
Wysłany: 2013-01-26, 19:22   

Żebym ja tak knuła z Nieznanym... I uroki druidzkie dawała. Za darmochę!! Imposible! :shock:
I jeszcze, żeby mi poszło według planu, to już w ogóle imposible :lol:
_________________
Le Café
 
 
Caroline* 
Towarzysz
Dumasoholiczka ;)


Wiek: 25
Dołączyła: 15 Gru 2012
Posty: 423
Skąd: imaginacja
Wysłany: 2013-01-26, 19:33   

Niemożliwe, by poszło wam według planu :p
Jak na razie nie poszło :lol:

I już ja się o to postaram, by tak zostało
_________________
"Wkrótce nie będzie już wrogów.
Osiągniemy spokój i równość.
Będziemy żyć w zbiegach okoliczności.
Wierzymy w ekwiwalenty.
Nie będziemy się różnić.
Zjednoczymy się.
W końcu będziemy niewolnikami."

Rodrigo Garcia
GOLGOTA PICNIC
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2013-01-26, 19:51   

Ravena napisał/a:
Żebym ja tak knuła z Nieznanym... I uroki druidzkie dawała. Za darmochę!! Imposible!
No za jaką darmochę, przecież nie napiszę o tym koncie na Kajmanach, co Ty wiesz i ja wiem, że go tam nie ma. :lol:

Caroline* napisał/a:
I już ja się o to postaram, by tak zostało
Niedoczekanie Twoje! :P
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
Mareczek 
Towarzysz
królewnojebny


Wiek: 39
Dołączył: 01 Lut 2006
Posty: 2716
Skąd: Burnett
Wysłany: 2013-02-05, 20:00   

Cytat:
Jesteś taki dobry dla mnie... Nikt nigdy wcześniej nie traktował mnie tak, jak ty. Kobiety zazdroszczą mi urody, a mężczyźni próbują od razu zaciągnąć do łóżka. Ty jesteś inny, wyjątkowy...


Marco chyba demencji jakiejs dostal... zupelnie nie w jego stylu...

Cytat:
Ty chcesz się ze mną zaprzyjaźnić, poznać mnie...
o tak doglebnie 8)

Cytat:
Przecież między nimi jeszcze nic nie było
kolejny dowod ze to nie w jego stylu


Cytat:
nic nie stało na przeszkodzie tej miłości. Wiek,
przepraszam co jest nie tak z jego , moim wiekiem?
_________________
www.pswisconsin.org
 
  mój status
 
Caroline* 
Towarzysz
Dumasoholiczka ;)


Wiek: 25
Dołączyła: 15 Gru 2012
Posty: 423
Skąd: imaginacja
Wysłany: 2013-02-05, 20:15   

Mareczek napisał/a:

Cytat:
nic nie stało na przeszkodzie tej miłości. Wiek,
przepraszam co jest nie tak z jego , moim wiekiem?

Nie z twoim :hehe: Ale don Marco:
Mareczek napisał/a:
- nienawidze cie
- dlaczego Izauro
- bo to ja go chcialam pokochac
- trzeba sie bylo nie wloczyc po swiecie
- nienawidze cie
- Moze zrob jak don Marco. zlap kogos na kase
- ale ja nie mam kasy
- no to zlap don Marca on ma.
- ale on jest stary i oblesny i brzydze sie
- ale ma kilka milionow pesos
- hmmmm. DOOOON MAAAAARCOOOOO
Wchodzi Don Marco
- tak Izauro?
- kocham cie
_________________
"Wkrótce nie będzie już wrogów.
Osiągniemy spokój i równość.
Będziemy żyć w zbiegach okoliczności.
Wierzymy w ekwiwalenty.
Nie będziemy się różnić.
Zjednoczymy się.
W końcu będziemy niewolnikami."

Rodrigo Garcia
GOLGOTA PICNIC
 
 
Mareczek 
Towarzysz
królewnojebny


Wiek: 39
Dołączył: 01 Lut 2006
Posty: 2716
Skąd: Burnett
Wysłany: 2013-02-05, 20:20   

to powiedziala Izaura


a ja, moje Ty nowopoznane dziewcze jestem w kwiecie wieku...
_________________
www.pswisconsin.org
 
  mój status
 
Caroline* 
Towarzysz
Dumasoholiczka ;)


Wiek: 25
Dołączyła: 15 Gru 2012
Posty: 423
Skąd: imaginacja
Wysłany: 2013-02-05, 20:29   

33 latek jest dla Izaury stary? :shock:
_________________
"Wkrótce nie będzie już wrogów.
Osiągniemy spokój i równość.
Będziemy żyć w zbiegach okoliczności.
Wierzymy w ekwiwalenty.
Nie będziemy się różnić.
Zjednoczymy się.
W końcu będziemy niewolnikami."

Rodrigo Garcia
GOLGOTA PICNIC
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2013-02-05, 20:29   

Sam widzisz, chwilę Cię nie było a Caro zdążyła zrobić z Ciebie kompletnego impotenta :lol2: A tłumaczyłem Jej, że taki nie jesteś... znaczy - Twój bohater nie jest :lol:
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
Mareczek 
Towarzysz
królewnojebny


Wiek: 39
Dołączył: 01 Lut 2006
Posty: 2716
Skąd: Burnett
Wysłany: 2013-02-05, 20:30   

Izaura zawsze miala ze mna problem ale i ja w koncu przekonalem do siebie.

NN Caro mnie nie zna ale to sie czuje zmieni. niedlugo
_________________
www.pswisconsin.org
 
  mój status
 
Caroline* 
Towarzysz
Dumasoholiczka ;)


Wiek: 25
Dołączyła: 15 Gru 2012
Posty: 423
Skąd: imaginacja
Wysłany: 2013-02-05, 20:44   

Ale kto tu mówi o impotencji?

Że potrafił trzymać ręce przy sobie to już impotent :shock:
_________________
"Wkrótce nie będzie już wrogów.
Osiągniemy spokój i równość.
Będziemy żyć w zbiegach okoliczności.
Wierzymy w ekwiwalenty.
Nie będziemy się różnić.
Zjednoczymy się.
W końcu będziemy niewolnikami."

Rodrigo Garcia
GOLGOTA PICNIC
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template NoseBleed v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne

Forum administrowane przez: Grimlock, Nieznany