Forum KGB
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Love is in the air
Autor Wiadomość
karnol 
Przyjaciel forum
Pan Życia i Śmierci


Wiek: 33
Dołączył: 04 Paź 2006
Posty: 3876
Skąd: Imperial City
Wysłany: 2006-11-18, 16:21   

weronik napisał/a:
karnol napisał/a:
Widze, że będę musiał usunąć się w bok i pozwolić, żeby rozkwitło uczucie między nieznanym/znanym nieznajomym a weronik

O nie :cry: :cry: :cry:
Nie rób tego bo targnę sie na swoje życie :lol:


widzisz! czego bym nie zrobił i tak będzie dobrze :lol:

[ZAPOWIEDŹ]
W następnym odcinku Emanuelle targnie się na własne życie, chce wyskoczyć z okna, ale przez przypadek popycha Izaurę, która wypada... leci... leci... to dram,atyczne przeżycie powoduje amnezje u Izaury...


weronik napisał/a:
karnol napisał/a:
pewnie, że wiadomo dla kogo... pisałem to tylko dla żartu

naprawdę? :> :p :lol:


naprawdę :roll:
_________________
http://www.karate.karski.info


Pingwin to ptak nielot, karnol zaś jest gadem wysokich lotów



Nie widziałeś karnola? :shock:


 
 
 
Mareczek 
Towarzysz
królewnojebny


Wiek: 39
Dołączył: 01 Lut 2006
Posty: 2716
Skąd: Burnett
Wysłany: 2006-11-18, 17:30   

poranek
kolejka do lazni

-Marito uprasza sie o pospieszenie- wzywal niecierplliwy Robert
-szybciej do diaska- wolal don Marco- Izaura NAPRAWDE potrzebuje prysznica
- jakbys nie byl debilu taki skapy to wybudowalbys w domu druga laznie- wypalila Izaura ucieszona ze ja komary juz tak nie gryza
- milcz dziewojo- ten dom nalezy do Alessandra nie do mnie w moim bede mial kilka
- ta a kiedy go wybudujesz?-zapytala Izaura
- jak zona znajde
- a co uciekla, nie dziwie sie
- glupia. Maritoooooo wylaz do diaska
_________________
www.pswisconsin.org
 
  mój status
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
  Wysłany: 2006-11-18, 22:30   

A co mi tam, no comment :devil2:
A dziś, moi mili, bardzo grzeczny hardcore...

Pokoik Nieznanego.
Nieznany, świeżo upieczony kamerdyner domu Da Silva nie miewał problemów ze snem. Jednak tego wieczoru coś mu podpowiadało "weź pigułkę, weź pigułkę" <cholerka, nigdy więcej nie oglądać Seksmisji przed snem...do zapamiętania>.
Zaciemnienie... oh sorki, to znowu pokój Izaury.
Izaura krząta się po pokoju jak martwa dusza... <!odcinek sponsorowany przez Gildię Truposzów "Veronick"!> Coś się chyba wydarzy tej nocy... Wypełni sie plan z piekła rodem... (NIE MA BOGA! NIE MA PIEKŁA! - a, to tylko Emanuelle mówi przez sen za ścianą...).
Zaciemnienie... tak, zaciemnienie.
Nieznanego obudził nagły ból pleców. Czy to juz starość? O cholera, znowu ten ból!
- Budź się, bucu - szepnął jej ckliwie do ucha głos Izaury. Wnet i ona sama ukazała się
wyrwanemu ze snu naszemu bohaterowi.
- Zdejmuj skarpetki! To będzie seks, jakiego nawet po śmierci byś nie zaznał! (Firma "Veronick" oferuje szeroki zakres usług, od podgryzania przez białe obłe robaczki na szeregu usług wyspecjalizowanych hien cmentarnych skończywszy!).
Zacny czytelniku! Doskonalony latami profesjonalizm Izaury i nie mniejsze doswiadczenie w pracy z kajdankami i pejczem Nieznanego zaowocowały wkrótce niemalże czarną seksualną mszą! I tylko w pewnym momencie rozochocona do granic ludzkiej wytrzymałości przerwała na moment chrupanie tyłeczka naszego bohatera.
- Nieznasiu Ty mój perfidny, a cóż to za podniecająca ranka na Twym wrednym tyłeczku?? Hej, to nie rana! To tatuaż... pingwin? Masz pingwina w ... znaczy się NA d....??
- Nie kumasz, szmato? - szepnął czule do uszka Nieznany.
_ To proste. Z przodu wzniosły ptak, a z tyłu nielot!
_Aaaa... aha. To zaje.. zajmę się tym już teraz, niech ptak uniesie sie w przestworza!
- *$&^@%~!! (Proszę wybaczyć niezrozumiałe wyrazy, bo akurat język naszego bohatera był bardzo zajęty i jakość nagrania była nie najlepsza).
I odlecieli, carramba...

Hasta la vista, Amigos.
Nieznaś

To ja odrazu napiszę do pewnej truposzki, która zechce postować gdzies poniżej:
Podać sole trzeźwiące, Senorita?
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
Eskevar 
Przyjaciel forum
Głupia rozpieszczona cipa


Wiek: 35
Dołączyła: 31 Sie 2005
Posty: 4746
Skąd: Ojczyzna!
Wysłany: 2006-11-19, 15:18   

Do cholery!!!!!!!!!
To ja sobie tu spokojnie dzisiaj weszłam na jakiś topik o kiczowatej nazwie i oto dowiaduję się, że jestem bohaterką nr 1 (przynajmniej w ostatnich odcinkach) jakiejś telenoweli!! A kogo wy tam ze mnie robicie?? :x Jakby mnie kto naprawdę nie znał to po przeczytaniu tego pomyślałby jeszcze, że jestem wredną, chamską, niewyżytą prostaczką! :x
:lol: :lol: :lol:
_________________
True friends always stab you in the front.
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
  Wysłany: 2006-11-19, 16:17   

Eskevar napisał/a:
Do cholery!!!!!!!!!
To ja sobie tu spokojnie dzisiaj weszłam na jakiś topik o kiczowatej nazwie i oto dowiaduję się, że jestem bohaterką nr 1 (przynajmniej w ostatnich odcinkach) jakiejś telenoweli!! A kogo wy tam ze mnie robicie?? :x Jakby mnie kto naprawdę nie znał to po przeczytaniu tego pomyślałby jeszcze, że jestem wredną, chamską, niewyżytą prostaczką! :x
:lol: :lol: :lol:


Wybacz, Eske... nie chciałem Cię tak opisać... jak chcesz, możesz mnie potraktować pejczem... :twisted: :cry: :wink:
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
weronik 
Przyjaciel forum
Żywy trup


Wiek: 41
Dołączyła: 04 Mar 2005
Posty: 11609
Skąd: ze snu
Wysłany: 2006-11-20, 08:26   

Nieznany napisał/a:
odcinek sponsorowany przez Gildię Truposzów "Veronick

No wiesz co wydębiłeś ode mnie kase a odcinek był o Eske :cry: :cry: :lol:
Nieznany napisał/a:
Firma "Veronick" oferuje szeroki zakres usług, od podgryzania przez białe obłe robaczki na szeregu usług wyspecjalizowanych hien cmentarnych skończywszy

Podać cennik? :> :lol:
Nieznany napisał/a:
To proste. Z przodu wzniosły ptak, a z tyłu nielot!

Podaj te sole :lol: :lol: :lol:
Eskevar napisał/a:
Jakby mnie kto naprawdę nie znał to po przeczytaniu tego pomyślałby jeszcze, że jestem wredną, chamską, niewyżytą prostaczką!

:lol: :lol: :lol:
_________________
Spróbuj dotknąć przeszłości. Rozpraw się z nią. Bo to nieprawda, to tylko sen..

Nic nie jest wieczne, nawet śmierć.
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2006-11-20, 08:53   

weronik napisał/a:
Podaj te sole

Sługa uniżony:
O sole mio... <oh, śpiewanie mu też nie wychodzi... :oops: przestał zażenowany>
:D :D :D
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
karnol 
Przyjaciel forum
Pan Życia i Śmierci


Wiek: 33
Dołączył: 04 Paź 2006
Posty: 3876
Skąd: Imperial City
Wysłany: 2006-11-20, 12:50   

Mały wiejski kościół [a właściwie osobista kaplica rodziny Da Silva], przystrojony był na ten dzień szczególnie pięknie. Cała sala zapełniona była po brzegi. Jakże mogło by być inaczej podczas takiej doniosłej uroczystości jak ślub. Ślub Jose Emilio i Emanuelle. Ślub trwał już nie wiadomo jak długo, wszystkim zaczęło się niemiłosiernie nudzić [nie wyłączając panny młodej, która uważała, że Boga nie ma i pana młodego, który myślał tylko o tym, żeby zdjąć jak najszybciej te Ciuszki z Emanuelle]. Nie wiedzieli, co ich czeka już za chwile :>
Wtem z trzaskiem otworzyły się drzwi
- Neeeeeeeeee - wbiegł z krzykiem Fidelito [niezbyt znał hiszpański i panujące tutaj zwyczaje, oglądał dużo tutejszych seriali i myślał, że wybieganie z krzykiem jest nierozłącznym elementem takiej ceremonii]
Biegł, biegł, biegł chyba z dziesięć minut [była to iście jedna z mniejszych kapliczek rodu]
- Nie teraz! - syknęła Izaura jednocześnie podkładając nogę biednemu prostaczkowi, który bezwładnie z gracją szmacianej lalki wylądował pod najbliższą ławką.
- Na czym stanęliśmy - ciągnął dalej Padre Ryzyk - jeżeli ktoś zna powody, dla których ta para nie może połączyć się świętym węzłem małżeńskim niech powie teraz albo zamilknie na wie…
Jednocześnie odezwała się kakofonia głosów:\
- NIEEEEEE!!!
- ki - dokończył Padre - dlaczego?
- ona jest suką! - odparła bez wahania Izaura. Zauważyła jednak, że nie przekonało to reszty weselników i dodała - i oczywiście leci na jego szmal.
- Ona mnie nie kocha! Emanuelle kocha mnie! - powiedzieli jednocześnie Don Marco, Alessandro i Enrique, który jednak pod naciskiem bombardującego wzroku Marity momentalnie zmienił zdanie.
- On jej nie kocha! Jose jest mój! - wykrzyknęli razem Carla i Roberto Carlos, który po chwili zastanowienia dodał:
- właśnie! On kocha Carle!
Podczas wrzawy wynikłej z kłótni włączył się alarm w samochodzie stojącym przed kościołem. Jose Emilio był pewien, że to jego Maybach. [Zignorował to, że w szanującej się telenoweli to panna młoda ucieka przed zakończeniem ceremonii]. Wybiegł więc bronić swojego dobytku…
Po piętnastu minutach sprintu [dziesięć minut przez kościół i pięć minut po płycie boiska piłkarskiego zamienionego tymczasowo na parking]. Wreszcie ujrzał swój najlepszy w świecie samochód i nieznanego majstrującego przy zamku. W przypływie furii [Nieznajomy całkowicie zniszczył jego mszę ślubną!] wyjął ze spodni kałasznikowa i władował cały magazynek w korpus nieszczęśnika. Żeby upewnić się, że na pewno jest martwy odpiął od pasa bat i wyjął z pochwy [!!!] szpadę. Przebił plugawe serce Nieznanego i okładał go raz za razem pejczem :lol: . Sielankowa atmosfera nie mogła trwać jednak w nieskończoność… Jose Emilio obudził się w swoim apartamencie, po prawej stronie leżała Emanuelle, po lewej Marita. Muszę uciekać - ona lub one mnie zgubią - pomyślał. Wybiegł z sypialni po drodze przewracając Fidelita i Nieznanego, który usłużnie zapytał jeszcze:
- dokąd panicz się wybiera? Czekać ze śniadaniem?
- odchodzę - rzekł Emilio, wsiadł do samochodu i pojechał w siną dal.
Po chwili jazdy i przejechaniu 100 km [należy pamiętać, że brazylijskie rody są bajecznie bogate, a ich samochody wręcz piekielnie szybkie :evil2: ]Jose Emilio poczuł się głodny, zawrócił i przycisnął pedał gazu z całej siły do podłogi… Znów pojawił się przed Hacjendą, zatrzymał samochód z piskiem opon. Znalazł się w punkcie wyjścia, Nieznany z uśmiechem otwierał drzwi, Fidelito pastuje buty, drugą ręką dłubiąc zwyczajowo w nosie. Wstał, odetchnął świeżym starobrazylijskim powietrzem - może tu nie jest tak źle?? A te babyjagi? Poradzę sobie, w końcu baby to mój żywioł. Źli ludzie, którzy gnębią mnie [choćby w snach]? Z nimi też się policzę…
_________________
http://www.karate.karski.info


Pingwin to ptak nielot, karnol zaś jest gadem wysokich lotów



Nie widziałeś karnola? :shock:


 
 
 
weronik 
Przyjaciel forum
Żywy trup


Wiek: 41
Dołączyła: 04 Mar 2005
Posty: 11609
Skąd: ze snu
Wysłany: 2006-11-20, 13:21   

karnol napisał/a:
Jose Emilio obudził się w swoim apartamencie,

:cry: :cry: :cry:
Ale to był piękny sen :roll:
_________________
Spróbuj dotknąć przeszłości. Rozpraw się z nią. Bo to nieprawda, to tylko sen..

Nic nie jest wieczne, nawet śmierć.
 
 
bookjunky 
Student
Kubuś Fatalista



Wiek: 40
Dołączył: 22 Lip 2006
Posty: 454
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-11-20, 13:28   

tymczasem w innej części hacjendy...
...Fidelito przerwawszy dłubanie w nosie czknął, pierdnął, po czym jął z namaszczeniem grzebać w lewym uchu.
_________________
Mama zawsze mówiła, że mogę być kim zechcę, gdy dorosnę, „w granicach rozsądku”. Gdy spytałem, co rozumie przez „w granicach rozsądku”, powiedziała: „Zadajesz dużo pytań jak na śmieciarza”.
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2006-11-20, 14:52   

Nieznany zdziwił sie nieco zachowaniem Jose Emilia, ale oczywiscie jak zwykle ukrył emocje pod służbowym uśmiechem nr 7, tym z typu "ty wiesz, że ja wiem i vice Wersal".
Poza porannym ekscesem życie na hacjendzie płynęło w bardzo powolnym, uregulowanym tempie. Wqrwiało to nieco Nieznanego, który przeciez przezył w swym zyciu wiele przygód, ale nawet ta niedogodność nie wyprowadziła go z równowagi na tyle, by zrezygnować z pracy w tym domu. Miał on bowiem marzenie. Marzył o cudnej Emanuelle. Marzył o gorących nocach z ta kobietką o trupiobladej cerze, która już prawdopodobnie zapominała, co to orgazm i po kazdej nocy spędzonej z Emiliem i Maritą na dokładkę <wiecie, to taki hot-dog, z kiełbaską w środku> zażenowana jęczała "nie ma Boga...nie ma Boga..." . On by jej pokazał światełko w tunelu! Ale... póki co... usmiech nr 4 ("dziękuję bardzo, a może chcesz w japę?")...

Dobrze, ze miał przynajmniej Izaurę. Ta cizia, której się wydawało, ze jest ostra w łóżku, była niezłym zastępstwem, ale to tylko tymczasowa sytuacja była... Cóż, nie oszukujmy się, Izaura nie była zbyt ładna (pewnie dlatego przecudnej urody Emanuelle zdawała jej sie byc skończoną suką)... no cóż, wogóle nie była ładna... ale po położeniu ręcznika na twarz była bardzo funkcjonalna :p .

Eh... troszkę się Nieznany zamyślił a tu trzeba zanieść obiadek do pokoiku Emanuelle, która dziś nie czuła sie najlepiej i leżała w łóżku...Wyglądała jeszcze bladziej niż zwykle, a mieszkańcy hacjendy sądzili, ze to wogóle niemożliwe. <Nieznany by chętnie zaserwował swą kiełbaskę, dama jego serca pewnie by od razu wyzdrowiała... ale niestety na obiad była owsianka>.

Miejsce akcji: pokój Emanuelle.

Rozlega się ciche pukanie.
- Kto tam?
- To ja, Pani. Nieznany, przyniosłem obiad.
- Poczekaj chwilkę, jestem w negliżu.
Nieznany o mało nie upuścił tacy. Zagryzł zęby i zaczął się modlić o szybka śmierć. Może jako duch mógłby przenikąć teraz przez ścianę...
- Wejść!
- Pani, przyniosłem obiadek. Kucharka ugotowala specjalnie dla Pani owsiankę. To na pewno wkrótce Panią wzmocni i juz jutro wstanie Pani z łózka.
- Owsianka? Nie będę jadła tego świń...
- Ale...
- ...stwa. Nie ma żadnego ale! Możesz se ją wsadzić do dupy!
- Z radością, proszę Pani, ale na Boga, musi Pani coś zjeść!
- Nie ma Boga! Spadaj na drzewo z tą owsianką!
- Ale przecie żeby spaść na drzewo trzeba umieć latać...
- A to masz tu Red Bulla i leć już...
- Ale poczekaj człowieku, może najpierw otworzę okno!
- Do usług, Seniorita. Odlatuję, by spaść na drzewo. Adios...

I odleciał. Wkrótce spadł na pobliską jabłoń, zszedł na dół i ruszył wolnym krokiem w kierunku kuchni, dalej niosąc w rękach tacę z owsianką, która zdążyła juz wystygnąć. Szedł powoli, bez pośpiechu, bo musiał wiele przemyśleć, oh bardzo wiele, carramba...

Hasta la vista, Amigos.
Nieznany
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
weronik 
Przyjaciel forum
Żywy trup


Wiek: 41
Dołączyła: 04 Mar 2005
Posty: 11609
Skąd: ze snu
Wysłany: 2006-11-20, 20:09   

Nieznany napisał/a:
no cóż, wogóle nie była ładna... ale po położeniu ręcznika na twarz była bardzo funkcjonalna

:lol: :lol: :lol:
Dobrze ze nie ma tu Eske :lol: :oops: :lol:

CZekam na ciąg dalszy :D
_________________
Spróbuj dotknąć przeszłości. Rozpraw się z nią. Bo to nieprawda, to tylko sen..

Nic nie jest wieczne, nawet śmierć.
 
 
Eskevar 
Przyjaciel forum
Głupia rozpieszczona cipa


Wiek: 35
Dołączyła: 31 Sie 2005
Posty: 4746
Skąd: Ojczyzna!
Wysłany: 2006-11-20, 20:26   

weronik napisał/a:
Dobrze ze nie ma tu Eske

Jest! :evil:
_________________
True friends always stab you in the front.
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
  Wysłany: 2006-11-23, 12:06   

Dziś od rana widać było poruszenie na terenie hacjendy. Wszystko to przez to, ze Don Marco obchodził dzis swe urodziny. Już od rana trwały przygotowania do wielkiego balu.

Wszyscy zgromadzili sie w wielkim jak katedra salonie. W centralnym miejscu stał wielki fotel, na którym siedział jubilat i popijał sobie mate. Cała rodzinka Da Silva zgromadziła sie tu, by złożyć mu życzenia. Pierwszy przystąpił do niego dziadziuś Alessandro.
- Chłopcze, jak ty właściwie masz na imię? Aha, Marco.. życzę Ci, bys dożył moich lat i był w takiej formie... - nagle przestał mówić, bo przysnął na stojąco. Po chwili dokończył - ...jak ja. Trzymaj się, dziecko.
Po odejściu Don Alessandra do jubilata podeszły Emanuelle, Marita i Izaura.
- Wujciu, żyj nam sto lat! <A moze byś tak już umarł?> - zagaiła Emanuelle.
- Tak! Dużo szczęścia i zdrówka życzymy! - dorzuciła z uśmiechem Marita.
- Przeżyj dzisiejszy dzień, padalcu! - Dodała, z trudem powstrzymując złość, Izaura.
Po odejsciu dziewczyn do fotela Don Marca przybliżyli się Enrique, Jose Emilio i Roberto Carlos.
- Don Marco! My co prawda nie jesteśmy członkami rodziny Da Silva, ale cieszymy się opinią przyjaciół rodziny. Dlatego i my tu przybyliśmy, by złożyć Ci życzenia.
- Tak. Życzymy zdrowia i szczęścia, bo pieniądze Pan już ma! <Taa, tylko dlatego tu jesteśmy, zamiast iść na piwo>.
- Aha, i życzymy Panu, by Pan nie odmieniał nazwiska Roberto Carlos, bo to mogłoby wpłynąć na pogorszenie Pańskiego zdrowia!
Na koniec, jak zwykle, do fotelu podeszli Nieznany i Fidelito.
- Panie, żyj nam długo w szczęściu i bogactwie! - Rzekł Nieznany prawie szczerze.
- Y..yyy - dodał wzruszony Fidelito nie przestając manwerować palcem tam, gdzie kończą sie plecy.

Po złożeniu życzeń przez wszystkich głos zabrał Don Marco.
- Kanalie! Szakale! - Izaura aż sie usmiechnęła na te słowa wujcia. - Życzycie mi szczęścia? Zdrowia? 100 lat zycia? Paskudne dziady! Nieszczere szuje! Gdybyscie mogli, to byście mnie dziś jeszcze tu ubili, nie wahali byscie się ani chwili dłużej! Ale wiecie, że w mym testamencie ująłem klauzulę, że jeśli mój żywot zakończę przedwcześnie, to nie ujrzycie ani centa z mego amerykańskiego skarbu!! Wszystko oddam na Fundację Św. Weroniki Na Rzecz Opieki Nad Cmentarzem Parafialnym, która zadba o budowę krypty na moje zwłoki a resztę przeznaczy na cele statutowe. I, na Boga, tak się stanie!
- Nie ma Boga - westchnęła z cicha Emanuelle.
- Pamiętajcie o tym, dziady! A teraz niech trwa ta błazenada. Służba, wnosić posiłki. Grajkowie, grajcie, a żywo! Bal na mą cześć uważam za rozpoczęty, carramba!!!

Hasta la vista, Amigos.
Nieznany
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
weronik 
Przyjaciel forum
Żywy trup


Wiek: 41
Dołączyła: 04 Mar 2005
Posty: 11609
Skąd: ze snu
Wysłany: 2006-11-23, 12:25   

:jupi: :jupi: :jupi:
Nieznany napisał/a:
Wujciu, żyj nam sto lat! <A moze byś tak już umarł?> - zagaiła Emanuelle.

Nieznany napisał/a:
Przeżyj dzisiejszy dzień, padalcu! - Dodała, z trudem powstrzymując złość, Izaura

Nieznany napisał/a:
Aha, i życzymy Panu, by Pan nie odmieniał nazwiska Roberto Carlos, bo to mogłoby wpłynąć na pogorszenie Pańskiego zdrow

:lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol:
I od razu humor się poprawia :]
_________________
Spróbuj dotknąć przeszłości. Rozpraw się z nią. Bo to nieprawda, to tylko sen..

Nic nie jest wieczne, nawet śmierć.
 
 
Mareczek 
Towarzysz
królewnojebny


Wiek: 39
Dołączył: 01 Lut 2006
Posty: 2716
Skąd: Burnett
Wysłany: 2006-11-23, 12:29   

po dziewiatej szklanicy wina Izaura zaczela sie podobac don Marcowi
wtedy zawolal Fidelita i kazal mu odprowadzic sie do sypialni. wiedzial doskonale ze przesadzil z alkoholem
_________________
www.pswisconsin.org
 
  mój status
 
jaro 
Towarzysz


Dołączył: 13 Sie 2005
Posty: 604
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-11-23, 13:51   

Nieznanego ciąg dalszy:

Jedynym, który naprawdę ucieszył się z przemówienia Don Carlosa był pozostający dotąd w cieniu Don Sombre.
- Ożesz zakręt jego madre! - pomyślał, bo wiedział, ze po hiszpańsku zakręt jest dokładne tym, co naprawdę pomyślał, ale co by mu spell checker odrzucił. – muszę się natychmiast skontaktować z centralą na Bałkanach! To się Boris Wsiewołodowicz ucieszy!

Tymczasem zachęcona zaproszeniem Don Carlosa śmietanka towarzyska łagodnym nurtem przelewała się z salonu do ogrodów. Po chwili Don Sombre pozostał sam. Rozejrzał się dla pewności. Odruchowo, wydobytym z dziury w trójce szpiegowskim aparatem fotograficznym wykonał serię niezbyt udanych fotografii (jak większość na jego ulubionym fotosik.pl) i zadzwonił.
- Allo, Allo – usłyszał w słuchawce zaspany głos
- Eta wy? – zapytał po rosyjsku Don Sombre
- Niet – usłyszał – Eta ja – również po rosyjsku padła odpowiedź. Don Sombre był poliglotą i militarystą wiec w mig 29 zrozumiał, ze o pomyłce nie może być mowy.
- Jura – rzucił pewnym tonem – Skażi Borysu Wsiewołodowiczu, ze stary Don Marco zrobił klauzulę.
- Da, ja skażu – odpowiedział Jura Krakowska-Częstochowskji. Osobisty sekretarz Borysa Wsiewołodowicza. Nie wiedział wprawdzie kompletnie, co to jest klauzula, ale pod wieloma wzgledami był niezwykle praktyczny. Głownie dla Borysa Wsiewołodowicza. Głownie ze względu na swoją niezwykle harmonijną budowę, homoseksualne skłonności i dlatego, że obiektywnie był idiotą.

Wieś Wmniedzebrudze. Albania Północna. 11:54 AM.

Borys Wsiewołowdowicz Fakoff roziadł się wygodnie w fotelu i zapalił cygaro. Palił El Castro i to pomimo nazwy. Tym bardziej pomimo, że od kiedy zaczął dostawać je od swojego człowieka w Radomiu w pudełkach po 12 sztuk na pudełkach pojawiła się informacja „palenie tytoniu może być przyczyna impotencji” .
- A po co to dwa razy powtarzać? – miał podobno powiedzieć na widok pierwszej partii – na szczęście mam karczochy.

- Operacja nabiera Rumieńców (Rumieniec to inaczej Rumun o zaróżowionych od rakii policzkach) – pomyślał – Ci kozoeebcy nawet się nie domyślają – jak ja ich wykopuluję od tyłu niezważając na ich zgodę. Borys Wsiewołodowicz Fakoff zamiast wulgaryzmów starał się używać eufemizmów (z powodu spell checkera oczywiście, ale również ze względu na złożone kilka dni wcześniej śluby względnej czystości złożone pod ikoną świętego Idziego od Plugastwa).
Jura! – wrzasnął – Zachadi siuda!
Jura nie słyszał. Zajęty w swoim ogródku pieleniem karczochów nie mógł usłyszeć. Tym bardziej, ze słuchane z maksymalną głośnością „Tu est Petrus” jego ulubionego Rubika kompletnie go odcinało i odmużdżało jednocześnie. Warto wspomnieć, ze ogródek był dumą Jurija. Nazwany – ze względu na właściciela i na rozległość – Parkiem Jurajskim – był dla Borysa Wsiewołodowicz źródłem jego ulubionych karczochów. Tylko dlatego nie kazał go do tej pory rozstrzelać. Pomimo licznych pokus. Pomimo ogromnej wprawy, jaką odznaczał się Borys Wsiewołodowicz w rozstrzeliwaniu ogródków. Ale głownie dlatego – że kochał Jurija. I to kochał w sensie bardziej intymnym.

- No i niet jewo – mruknął do siebie Borys Wsiewołodowicz i sam sięgnął po słuchawkę.
- po kilku sygnałach usłyszał – Dzień dobry, tu Centrala Importu Pasz Amalgamowanych (w skrócie nie przejdzie) w Skarżysku Kamiennej., proszę tonowo wybrać numer, lub poczekać na zgłoszenie się recepcjonistki…
- Operacja 10 tysięcy gwizdków z kulką rozpoczęta – powiedział na nic nie czekając Borys Wsiewołodowicz Fakoff i odłożył słuchawkę. Wiedział, ze głos w słuchawce to nie był żaden automat, tylko normalnie Mareczek ze Skarżyska, który dopóki nie uzbiera na automatyczną sekretarkę zwyczajnie robi sobie jaja.
_________________
Wyjść na idiotę w oczach debila? To rozkosz dla smakosza.
 
 
karnol 
Przyjaciel forum
Pan Życia i Śmierci


Wiek: 33
Dołączył: 04 Paź 2006
Posty: 3876
Skąd: Imperial City
Wysłany: 2006-11-23, 14:00   

:> jaro wprwadził dużo nieznanych postaci i atmosferę nie do przełknięcia przez fana brazylijsko wenezuelskiej telenoweli :> ale afera :lol: :lol: :lol:
_________________
http://www.karate.karski.info


Pingwin to ptak nielot, karnol zaś jest gadem wysokich lotów



Nie widziałeś karnola? :shock:


 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2006-11-23, 16:45   

jaro, skoro ja porzuciłem szpiegowską robotę na rzecz Krainy Dreszczowców <tylko nieliczni wiedzą, że nie...> to teraz Ty przejąłeś schedę po mnie. Brawo. Oczień choroszo, malcziku! Well done!
karnol napisał/a:
jaro wprwadził dużo nieznanych postaci i atmosferę nie do przełknięcia przez fana brazylijsko wenezuelskiej telenoweli ale afera

nie przejmuj się... świetnie operujesz słowem i niedomówieniami... takie kawałki lubie najbardziej... może sam to zauważyłeś po moich odcinkach tej świrowatej telenoweli, którą coraz bardziej lubię dzięki której to forum stanie sie jeszcze słynniejsze... całe tłumy będą najeżdżać to forum a my wtedy zażądamy 5 gr od wstępu ( z czego 2 gr dla Miss i po jednym dla Karnola, Mareczka i mojej skromnej osoby hihi) :hyhy: :evil2: :devil2:

[ Dodano: 2006-11-23, 16:47 ]
Mareczek napisał/a:
zawolal Fidelita i kazal mu odprowadzic sie do sypialni

... wiedząc doskonale, czym to sie skończy... :oops:
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
weronik 
Przyjaciel forum
Żywy trup


Wiek: 41
Dołączyła: 04 Mar 2005
Posty: 11609
Skąd: ze snu
Wysłany: 2006-11-23, 18:09   

jaro napisał/a:
Nieznanego ciąg dalszy:

Bardzo odległy ciąg dalszy :>
_________________
Spróbuj dotknąć przeszłości. Rozpraw się z nią. Bo to nieprawda, to tylko sen..

Nic nie jest wieczne, nawet śmierć.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template NoseBleed v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne

Forum administrowane przez: Grimlock, Nieznany


ebook.najlepsze.net
Darmowe Statystyki cjc!
Katalog stron www
katalog stron
Katalog stron internetowych Sznurkownia.pl