Forum KGB
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Pocałunek śmierci
Autor Wiadomość
karla616 
Dziekan
z Podmroku


Wiek: 32
Dołączyła: 30 Sie 2006
Posty: 1549
Skąd: Zapomniane Krainy
Wysłany: 2008-05-09, 06:32   Pocałunek śmierci

Poniższe opowiadanie jest ciągiem "wcześniejszym" historii z "Sędziego nieomylnego". Zapraszam do (mam nadzieję) miłej lektury :p

POCAŁUNEK ŚMIERCI

W komnacie panował półmrok. Ciężkie kotary były zasunięte, a ogień w kominku dogasał. Lekki ruch powietrza, który wywołał otwierając drzwi, sprawił, że płomienie zadrgały, a po podłodze zatańczyły cienie. W powietrzu unosił się ciężki zapach drewna sandałowego, jaśminu i czegoś, co kojarzyło się z upalną, letnią nocą. Zamknął ostrożnie drzwi, uważając, by nie zaskrzypiały i nie stuknęły o framugę. Rozejrzał się dookoła, bacznie nasłuchując. Pomieszczenie wyglądało na puste. Na ścianach nie było żadnych gobelinów, mogących skrywać za sobą wnęki z ukrytymi strażnikami. Przed kominkiem nie spał ani jeden z cesarskich chartów. Przede wszystkim jednak, nie było samej Cesarzowej. Azariel poczuł ukłucie niepokoju. Według jego przełożonych, uzupatorka zawsze spędzała wczesne popołudnia w swoich komnatach. Kiedy jednak jeszcze raz zlustrował wzrokiem pomieszczenie, dostrzegł po lewej stronie drzwi. Były takiego samego koloru jak ściany, dlatego nie zauważył ich z początku w panującym półmroku. Teraz, kiedy wzrok zaczął się do niego przyzwyczajać, widział coraz więcej szczegółów. Ścisnął mocniej w dłoni sztylet i niczym kot zaczął się skradać w stronę wejścia do drugiej komnaty, najprawdopodobniej sypialni.
- To miałoby sens – pomyślał z przekąsem. - Dziwka zmęczyła się porannymi audiencjami, a teraz śpi, upojona torturami, którym dopiero co kazała poddać kilku nieszczęśników. Tych, którzy zbyt nisko się skłonili lub mieli czelność kichnąć w jej obecności.
Z ponurych rozmyślań wyrwał go niespodziewany dźwięk. Odwrócił sie błyskawicznie, z wyciągniętym przed siebie sztyletem, gotowy do ataku. I wtedy ją zobaczył. Rzeczywiście spała, choć nie w sypialni, a na sofie obok kominka. Wysokie oparcie całkowicie zasłaniało drobną postać, ale Azariel i tak przeklął się w duchu za nieuwagę. Gdyby przypadkiem zbudziła się, kiedy stał odwrócony plecami, miałaby szansę wszcząć alarm. Mężczyzna wziął kilka głębokich oddechów, a następnie zbliżył się ostrożnie do swojej ofiary. Cesarzowa jeszcze raz westchnęła przez sen i obróciła sie lekko. Jej wargi wygięły się w delikatnym uśmiechu, który sprawił, że wyglądała niemal jak mała dziewczynka. Azariela uderzyło, jak młoda i niewinna się wydawała. Nigdy nie posądziłby tej kobiety o tak straszliwe zbrodnie, gdyby oczywiście nie odczuł ich na własnej skórze. Stanął nad śpiącą postacią, zamierzając zakończyć misję.
- Za Malewię – pomyślał. - Za moją zniewoloną ojczyznę.
Wyciągnął rękę z morderczym ostrzem, jednak zawahał się przed zadaniem ciosu. Wiedział, że powinien się spieszyć, tylko kwestią czasu było, aż ktoś odkryje ciało martwego strażnika w korytarzu. Nie mógł jednak oprzeć się pokusie podziwiania choć jeszcze przez chwilę tej pięknej istoty. Pięknej, lecz złej - upomniał się w duchu. - To tylko skorupa, która skrywa wnętrze, rodem z największych koszmarów. Ręka, cały czas wyciągnięta przed siebie, zaczęła drżeć. Nie wiedział, czy przyczyną było zmęczenie, czy... coś innego. Nie miał żadnych skrupułów, kiedy zabijał strażnika przed drzwiami, a przecież był to niewinny człowiek, wykonujący jedynie swoją pracę. Jednak teraz coś go powstrzymywało. Pot spływał mu po twarzy i szczypał w oczy, nie wytarł go jednak, jakby w obawie, że każdy niepotrzebny ruch może pozbawić go resztek odwagi. Sekundy płynęły leniwie, łącząc się w minutę, dwie, trzy... Miał wrażenie, że członki ma wykonane z kamienia, a jedyną żywą część ciała stanowi serce. Waliło w piersi jak oszalałe.
- Niczym ptak usiłujący wyrwać się na wolność - przemknęło mu przez głowę idiotyczne porównanie. Był pewien, że w panującej ciszy, jego bijące serce brzmi niczym odgłos bicia w bęben. Jakby w odpowiedzi na te obawy, oczy Cesarzowej zaczęły się otwierać. Przez moment widział wszystko, jak w zwolnionym tempie, a chwilę później czas przyśpieszył do prędkości galopującego konia. Ruch Azariela był tak szybki, że jego ciało przypominało rozmazaną, ciemną plamę.


Uciekał. Wybiegając z komnaty, niemal wyrwał z framugi masywne, dębowe drzwi. Wbiegł w kałużę krwi, która zgromadziła się w niewielkim zgłębieniu podłogi, nieopodal ciała strażnika. Czerwone kropelki rozbryznęły się dookoła, plamiąc nieskazitelną biel ścian. Nie starał się zachować ciszy, wiedział, że jego jedyną szansą na przeżycie była natychmiastowa ucieczka. Zbiegł kilka kondygnacji w dół, a następnie wskoczył w boczny korytarz i zaczął liczyć mijane drzwi. Przy piątych zatrzymał się i szarpnął za klamkę. Zgodnie z jego informacjami, nie stawiały oporu. Pokój należał do któregoś ze służących, należących do spisku. Kątem oka zauważył niezaścielone łóżko i porozrzucane ubrania. Podbiegł do okna i przez chwilę walczył z nim bezskutecznie, zbyt spanikowany by zauważyć małą zaszczepkę* u dołu. Jednak płynąca w żyłach adrenalina sprawiła, że w szczupłych ramionach młodego człowieka obudziła się ogromna siła. Jeszcze jedno potężne szarpnięcie i droga do wolności stanęła otworem. Wskoczył zwinnie na parapet i wyjrzał na zewnątrz. Wszędzie panował zupełny spokój, nie widać było biegnących strażników, ani nic innego, co wskazywałoby na piekło, które za chwilę się tu rozpęta. Zmierzył w myślach odległość, która dzieliła go od bruku. Wiedział, że to nie więcej niż cztery metry, ale z tej perspektywy wyglądała niemal jak przepaść. Musiał dobrze wylądować, gdyby skręcił kostkę, byłoby to równoznaczne z podpisaniem na siebie wyroku powolnej i bolesnej śmierci. Wziął głęboki oddech i zeskoczył na chodnik. Nogi się pod nim ugięły i uderzył bokiem w twardy bruk, jednak uniknął przy tym poważniejszych obrażeń. Błyskawicznie się podniósł, otrzepał ubranie z kurzu i spokojnym krokiem skierował się w stronę bramy. Nie chciał zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi, zwłaszcza, że wrót pilnowało dwóch strażników. Udało mu się szczęśliwie wmieszać w grupę podpitych mieszczan i bez zbędnych trudności opuścił mury miasta. Nie miał jednak żadnych złudzeń, lada moment w mieście zaroi się od zbrojnych, szukających zamachowca. Puścił się biegiem w stronę ciemniejącej na horyzoncie linii lasu. Do zbawczego cienia brakowało około pięćdziesięciu metrów, kiedy usłyszał bicie zamkowego dzwonu, a chwilę później rozległ się tętent końskich kopyt.


Kiedy Azariel dobiegł do lasu, wiedział, że jest uratowany. Znał tu każde drzewo, kamień, czy wystający korzeń. Nawet najlepszy tropiciel nie był w stanie go odnaleźć, jeśli sobie tego nie życzył. W momencie, kiedy pięciu konnych wjechało między drzewa, na próżno rozglądając się za samotną postacią, którą ścigali, młody zamachowiec był już daleko. Siedział bezpiecznie ukryty w jamie, wykopanej prawdopodobnie przez wilczycę, wyglądając przez zasłonę zarastających częściowo wejście porostów. Wiedział, że będzie musiał przesiedzieć na zimnej i wilgotnej ziemi cały dzień, lecz nie to było jego największym zmartwieniem. Zawiódł. – To jedno słowo rozbrzmiewało mu raz po raz w głowie. W krytycznym momencie odwrócił się i uciekł, zaprzepaszczając tym samym, być może jedyną szansę na zabicie przywódczyni najeźdźców i oswobodzenie swoich rodaków z niewoli. Nadal nie mógł w to uwierzyć. Tylu ludzi pokładało w nim swoje nadzieje, a on uciekł, niczym zwykły tchórz. Zdawał sobie sprawę, że ta chwila słabości będzie drogo kosztować wszystkich mieszkańców Malewii. Cesarzowa nigdy nie przegapiła okazji do nałożenia na nich kolejnych podatków, czy innych restrykcji. Nie chciał nawet wyobrażać sobie, jaką karę wymyśli za próbę zamachu na jej życie. Jestem skończony – westchnął. - Konspiratorzy, moja jedyna rodzina, nigdy tego nie wybaczą. Zmarnowałem miesiące niezwykle misternych i niebezpiecznych przygotowań. Wielu ludzi ryzykowało życie, aby zdobyć niezbędne informacje, umożliwiające włamanie się do cesarskich komnat. - Im dłużej nad tym myślał, tym bardziej był przygnębiony. Po zakurzonej twarzy, spłyneły gorące łzy, rysując dwie jasne, faliste linie.


Mijały godziny, a Azariel stopniowo się uspokajał. Wiedział, że nie da się cofnąć feralnych zdarzeń, zaczął więc obmyślać dalszy plan działania. Najprawdopodobniej nie miał szans na rehabilitację w oczach pozostałych spiskowców, postanowił więc zniknąć, dla własnego bezpieczeństwa. Musiał się tylko przedostać do domu Tobiasza, gdzie miał ukryte na czarną godzinę oszczędności. Poza tym chciał z nim porozmawiać, przeprosić za wszystko i błagać o zrozumienie. Przybrany ojciec był jedyną osobą, której potępienia by nie zniósł. Kiedy już obrał cel, łatwiej było odsunąć od siebie wyrzuty sumienia i skupić się na teraźniejszości. Wypełzł więc z nory i ostrożnie rozejrzał się po okolicy. W lesie panowała cisza, nie licząc śpiewu ptaka, ukrytego w koronach drzew. Nasłuchiwał jeszcze przez chwilę, a kiedy nadal nie słyszał niczego niepokojącego, skierował się w stronę miasta. Gdy dotarł na miejsce, księżyc był już wysoko, a na bezchmurnym niebie lśniły gwiazdy. Są niczym władcy – pomyślał Azariel, zadzierając głowę. - Patrzą z góry, nieczułe na ból i nieszczęścia ludzi. Zamyślił się tak glęboko, że nie usłyszał cichych kroków, dochodzących zza rogu najbliższego budynku. Dopiero zderzywszy się z nadchodzącym człowiekiem, opuścił głowę z zamiarem wymamrotania kilku słów przeprosin. Głos zamarł mu jednak w gardle, gdy spojrzał prosto w twarz cesarskiego strażnika. Za nim stało dwóch kolejnych. Być może nie zwróciliby uwagi na idącego człowieka, gdyby nie jego ubłocone ubranie i włosy. To, w połączeniu z nagłym przerażeniem w oczach młodzika, natychmiast obudziło podejrzenia. Azariel nie zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, w jednej chwili stał zaskoczony, a w następnej był już prowadzony w stronę miejskiego więzienia. Walka nie miała sensu, czuł ostrze włóczni dotykające pleców i wiedział, że próba ucieczki skończy się śmiercią. Kiedy został doprowadzony na miejsce przez milczących zbrojnych, w głowie zaświtała mu malutka iskierka nadziei. Nie został zaprowadzony do piwnic, gdzie mieściły się sale tortur, lecz wtrącony do wspólnej celi. Trzymano w niej pijaczków zakłócających spokój, nieuczciwych kupców czy kieszonkowców. Sam spędził w tu kiedyś noc, za pobicie pewnego kuglarza. Wtedy skończyło się na chłoście i niewielkiej grzywnie. Lecz kiedy tylko zakratowane wrota zamknęły się ze zgrzytem, niepokój powrócił ze zdwojoną siłą. W pomieszczeniu było wyjątkowo dużo osób. Oprócz kilku starszych ludzi, śpiących na pryczach, Azariel doliczył się aż piętnastu młodych mężczyzn. Wszyscy byli raczej wysocy i ciemnowłosi. Jak ja – uświadomił sobie. Oznaczało to, że był w poważnych tarapatach. Zostało mu jedynie mieć nadzieję, że cesarzowa nie przyjrzała się dokładnie twarzy zamachowca i nie będzie w stanie go rozpoznać. Z drugiej strony, miał nieprzyjemne wrażenie, że wtedy każe zabić wszystkich. Ku przestrodze.
Czas wlókł się niemiłosiernie, Azariel siedział pod ścianą i pogrążał się w coraz większej rozpaczy. Prawie nie docierały do niego rozmowy pozostałych współwięźniów, deliberujących nad powodem swojego uwięzienia. Tak właśnie było w Malewii – straż miejska zwykle nie informowała aresztowanego o zarzutach. Nieszczęśnik dowiadywał się tego dopiero podczas procesu, o ile oczywiście takowy się odbywał. Z czasem rozmowy zaczęły cichnąć, a ludzie kolejno zasypiali. Przez małe okienka sączyło się blade światło, zapowiedź nadchodzącego świtu. Niedługo po tym, jak miejskie dzwony wybiły siódmą, drzwi celi się otworzyły i wszedł nadzorca więzienny.
- Wszyscy aresztowani wczoraj po południu lub później, za mną! - krzyknął.
Kilku śpiących więźniów zerwało sie na równe nogi, z minami świadczącymi o tym, że nie zdawali sobie jeszcze sprawy z tego, co się działo dookoła. Szybko jednak ustawili się w rzędzie i wyszli wraz z innymi z pomieszczenia. Azariel stanął na końcu, nie śpieszył się na zewnątrz. Intuicja podpowiadała mu, że nie czeka tam nic przyjemnego. I nie mylił się.
Zostali poprowadzeni kilkoma wąskimi uliczkami, prosto na mały placyk z tyłu zamku. Był pusty, jeśli nie liczyć kilku strażników, przyglądających im się z uśmiechami, nie wróżącymi niczego dobrego. Chwilę później na plac przybyła sama Cesarzowa. Mimo wczesnej pory, wyglądała olśniewająco. I nie chodziło tu o piękne szaty, czy biżuterię. Charakteryzowała się specyficzną, niewymuszoną elegancją, o której marzyła każda kobieta. Jeden ze stojących przed Azarielem mężczyzn poruszył się niespokojnie.
- To czarownica. Słyszałem, że jednym pocałunkiem potrafi skraść mężczyźnie duszę – szepnął.
Młody buntownik zadrżał. Również słyszał podobne plotki, ale zawsze uważał je za pozbawione sensu wymysły przestraszonego pospólstwa. Aż do dzisiaj. Kiedy zobaczył jak Cesarzowa całuje pierwszego z podejrzanych, zachwiał się i prawie zemdlał ze strachu.
Kolejka mężczyzn stojących z przodu, niebezpiecznie szybko się skracała, a chwila, w której zdrada Azariela miała zostać ujawniona, zbliżała się nieuchronnie.Gdy nadeszła jego kolej, wyprostował się i popatrzył Cesarzowej prosto w oczy. Naiwnie wierzył, że udawana pewność siebie ją zmyli. Kiedy jednak delikatne, kobiece wargi zetknęły się z jego spierzchniętymi ustami, nadzieja umarła. Nie udało mu się stłumić westchnięcia. Z głębi świadomości, wbrew rozpaczliwym próbom zapanowania nad chaotycznymi myślami, wyrwało się wspomnienie planowanego zamachu. Cesarzowa odsunęła się, by jeszcze raz spojrzeć w oczy swemu niedoszłemu mordercy. Nic nie powiedziała, skinęła tylko lekko głową. Uderzenie buławy powaliło go na ziemię. Na chwile przed tym, jak stracił świadomość, uzmysłowił sobie błąd, który popełniono. Zamachowcem powinna być kobieta.


*zaszczepka to coś w rodzaju zasuwki :)
 
 
 
geralt 
Prorektor


Dołączył: 28 Cze 2009
Posty: 3050
Wysłany: 2011-04-13, 01:33   

bardzo fajne :) aż wszystkim mowę odebrało ;)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template NoseBleed v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne

Forum administrowane przez: Grimlock, Nieznany