Forum KGB
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Jakieś coś + nowe!
Autor Wiadomość
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2008-09-21, 13:09   Jakieś coś + nowe!

Kolejne opowiadanie, które zaczęłam pisać.
I oczywiście chciałabym się spytać, czy jest sens pisania dalej... Bo na razie mam tylko troszkę ;)

___________________________

Idealność.
Całe życie dążyłam do tego, czym jest to durne słowo. I wiecie co? Idealność nie istnieje. Przekonałam się o tym czternastego kwietnia, kilka lat temu. Oj,
nikomu nie życzę takiego życia. Bo ja miałam życie..., straciłam je gdzieś pomiędzy rzeczywistością, a snem. Przepraszam?

14 kwietnia 2000 rok
Jedyną oczywistą rzeczą, która przychodzi mi do głowy to upał. Upalny kwiecień, zaraz po srogiej zimie. Byłam wówczas najlepszą uczennicą w szkole, chodziłam
dodatkowo do szkoły muzycznej, pisałam wiersze, rysowałam, biegałam, jeździłam na deskorolce, występowałam w teatrze i czytałam. I nie miałam przyjaciół.
Nikogo, nawet znajomych. Zero.
Zaczęło się od grypy. Brałam tyle proszków i lekarstw, że ledwo patrzyłam na oczy. I narobiłam sobie zaległości, naprawdę dużo zaległości. Więc leżałam i...
myślałam.
Pierwszy raz od kilku lat zaczęłam myśleć. Doszłam do wniosku, że jestem zerem. Nikim. Jedno beznadziejne wielkie zero. Wstałam z łóżka,
miałam wysoką gorączkę i okropny kaszel. Ubrałam się i wyszłam na dwór. Na szczęście matka niczego nie zauważyła. Zwolnili ją z pracy i topiła
smutki w butelkach wina. Trwało to już dwa miesiące. Często wyładowywała na mnie swoją złość i poniżała mnie. Znienawidziłam ją. Przestała być dla mnie mamą. Kochałam
tylko ojca, dobrze zarabiał. Wychodził wcześnie rano i wracał późnym wieczorem. W ogóle go nie znałam, ale mimo wszystko kochałam.

Wszyscy byli się w szkole. Miasteczko było puste. Czuć było jedynie smród spalin i miasta. Miasta nie pachną zbyt ładnie, wierzcie mi. Udałam się do dość
przytulnej kawiarnii. Zamówiłam kawę i kawałek ciasta z kremem. Usiadłam przy stoliku koło okna.
Obserwowałam miasto, a łzy kapały na stolik. Chandra? Ból istnienia? Co to znaczy?! Nie, naprawdę nie wiem, dlaczego się tak czułam. Nagle za oknem zobaczyłam
policjantów, którzy najprawdopodobniej łapali wagarowiczów. Policja w tym mieście była naprawdę ostra.
Uśmiechnęłam się. "Wreszcie zaczęło się coś dziać." - pomyślałam. Bez zastanowienia schowałam się w łazience. Przez dziurkę od klucza zobaczyłam gliny
wchodzące do kawiarnii. "Cholera" - zaczęłam. Ale zaraz? Od kiedy ja klnę? Byłam z siebie dumna.
Kiedy policjanci zniknęli mi z oczu usiadłam przy swoim stoliku. Zrobiłam łyk kawy i nazajutrz poczułam, że ktoś szarpie mnie za koszulkę. Odwróciłam się.
Oczywiście, to był facet z policji.

Wyprowadził mnie z pomieszczenia i rozkazał wsiąść do auta. Zaczęłam się wyrywać. To było głupie... Wepchnęli mnie do samochodu i zapięli mi pasy. Czułam sie
jak rozgoryczony bachor. Myśli przewijały mi się w głowie. Co powie tata? Co ja zrobię? Potem znów, że w końcu to nic takiego, że - "Pieprzę wszystko, jestem
dzieckiem [...]" i tak non stop.
Wreszcie zawieźli mnie do tego obskórnego posterunku. Ten mniejszy facet podejrzewał, że biorę narkotyki, miałam w końcu źrenice jak spodki po tych lekarstwach.
Kazali podać numer telefonu rodziców. Nie miałam wyjścia... "O35..." - mówiłam wolno z takim akcentem, jakbym miała zaraz zwymiotować.
Siedziałam na krześle i patrzyłam na ich pieprzone twarze. Wtedy wszystko było pieprzone. PIEPRZONE.


CD [mam nadzieję...] N.
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
Ostatnio zmieniony przez indianer 2008-12-22, 13:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2008-09-21, 15:04   

Najpierw kilka uwag.

indianer napisał/a:
Zrobiłam łyk kawy i nazajutrz poczułam, że ktoś szarpie
mnie za koszulkę.
Łyk kawy mogłaś chyba "wypić" a nie zrobić? Natomiast "nazajutrz" oznacza "następnego dnia". Może chodziło o "natychmiast"? :)

indianer napisał/a:
sie

Się.

indianer napisał/a:
"Pieprzę wszystko, jestem
dzieckiem [...]" i tak non stop.

Hmm... nie możesz użyć w ten sposób tego wielokropku w kwadratowych nawiasach, bez nawiasów byłoby w miarę OK. Wielokropek w nawiasach oznacza przerwę w cytowaniu, wycięcie nieistotnego fragmentu wypowiedzi.

-------

Podsumujmy... Indi, trzymasz genialną atmosferę, tego nie można Ci odmówić! Może taka forma narracji mnie się zbytnio nie podoba... ale koniecznie pisz dalej!!

Będę czekał. :nieznany:
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2008-09-21, 21:41   

Prawie całkiem zgadzam się z Nieznanym i to już jest sensacja!!!! :)

-Może z wyjątkiem "zrobienia łyka kawy", to oczywiście błąd polonistycznie,ale chyba pasuje tu ..... w sumie mało wazne, moze i nie pasuje ... zależy co dalej będzie... :)

-Ten kawałek jest świetny



Nieznany napisał/a:
koniecznie pisz dalej!!

Będę czekał.
tu sie podpisuję :)

--Ale !

indianer napisał/a:
CD [mam nadzieję...] N.
Też mam nadzieję , bo na kawałku nie wszystko, mozna ocenić.

-Dopisz jak najszybciej koniec, bo jak się odleży, to sie po kościach rozejdzie i zaczniesz następny "kawałek" .

-Lepiej zawsze pisać coś całego , nawet jesli by to miało byc, mini-mikro-opowiadanie , czy nawet jakięś "impresje" bez fabuły. "obrazki" czy co tam .

-Na początku często się robi za duży zamach i potem trudno coś skończyć :)

-To tylko takie rady starych pierdołów niekoniecznine musisz ich słuchać :) Przede wszystkim ciekaw jestem co dalej???? :)

indianer napisał/a:
I ........ chciałabym się spytać, czy jest sens pisania dalej


-I już się nie wdzięcz :)
I tak muszę się mityngować w obawie żeby ci się we łbie nie przewróciło -jesteś typowa baba !

Tylko ci komplementa w głowie i zachwyty -weź sie za robote ludzie czekają!! :)


:)
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2008-09-22, 16:33   

pajk napisał/a:
Prawie całkiem zgadzam się z Nieznanym i to już jest sensacja!!!!
Wcale się nie dziwię, ostatnio zdarza Ci się to sporadycznie. :P

pajk napisał/a:
Lepiej zawsze pisać coś całego , nawet jesli by to miało byc, mini-mikro-opowiadanie , czy nawet jakięś "impresje" bez fabuły. "obrazki" czy co tam .

Zgadzam się z tym - pisz, pisz... pisz. :)

pajk napisał/a:
I już się nie wdzięcz
I tak muszę się mityngować w obawie żeby ci się we łbie nie przewróciło -jesteś typowa baba !

Tylko ci komplementa w głowie i zachwyty -weź sie za robote ludzie czekają!!

"Baby, ach te baby... czym by bez nich był ten świat". :lol:



:)
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2008-12-22, 13:46   

Zawsze, gdy konczył się dzień Wiktoria czesała starannie swoje długie, rude włosy. Potem przebierała się w piżamę i otulała ciepłą kołdrą. Zawsze kierowała twarz w stronę obrazka wiszącego na ścianie - Pana Boga. Odmawiała pacież i obiecywała, że się poprawi. Tak było i dzisiejszego wieczoru. Wiktoria zaczęła od 'Ojcze Nasz...', potem już nie wiedziała, co się dzieje. Widziała tylko ciemność. Ciem-ność. Ciemność!
Poczuła, że ktoś każe otworzyć jej oczy. Zrobiła to. Zmęczone powieki szybko uniosły się ku górze i można było zobaczyć ciemnoniebieskie smutne oczy dziewczyny. Rozejrzała się dookoła siebie. Niebieski przeważał w jej polu widzenia. Spostrzegła, że z daleka nadciąga, coś białego. Zaczęła się śmiać, robiła to zawsze wtedy, kiedy nie powinna. Po paru sekundach opanowała się. Dopiero teraz przyszło jej do głowy, że to dziwne znajdować się w samej piżamie w... właśnie gdzie?! Chciała spojrzeć w górę lecz oślepiło ją słońce. Papatrzyła w dół, nachyliła się niemal tak mocno, że spadłaby na swój dom. Tak, była w niebie. A promienie słońca uderzały jej w plecy. Oglądała ludzi jadących rano do pracy, widziała jak dzieci szły do szkoły. Jednak jedna myśl przerwała jej obserwacje. "Dlaczego ja się nie
boję?!" - myślała coraz bardziej intensywniej. "Swoją drogą, to bardzo dziwny sen",uśmiechnęła się do siebie.
- Witaj.
Gdy Wiktoria usłyszała donośny głos nieznanego mężczyzny, dopiero wtedy zaczęła się bać. Wstała, stała w powietrzu. Osoba, która się z nią przywitała patrzyła na nią ciepłym wzrokiem. Miała siwe, dość długie włosy i brodę. Ubrana był w białe szaty ozdobione drogocenną biżuterią. Albo to słonce świeciło na nia, albo ona sama tak emanował. Tą osobą był Pan Bóg. Pan Bóg w swojej osobie.
- Nie bój się, Wiktorio. - mówił swoim miłym głosem zbliżając się do dziewczyny, jednak ona odsuwała się coraz bardziej do tyłu. W końcu była już tak daleko, że zaczęła spadać. Krzyknęła z cały sił. Usłyszała głos Pana Boga, mówił, że ma zamknąć oczy. "Ja pierdolę" - zaklęła w myśli i zamknęła swoje oczy.
- Możesz je już otworzyć. - uśmiechnął się.
Wiktoria posłusznie wykonała polecenie. Ze strachu zrobiła się potulna jak baranek. Patrzała na ścieżkę, długą ścieżkę z piachu, chciałaby spytać dokąd ona prowadzi, ale uznała, że byłoby to niestosowne. Oprócz ścieżki nie widziała nic, no może było trochę piachu, ale nic więcej.
- Pewnie chciałabyś się dowiedzieć, dlaczego tutaj jesteś? - zaczął. - A może inaczej, pewnie chciałabyś się dowiedzieć, dlaczego ja tutaj jestem, co?
- Nie rozumiem. - rzekła i spojrzała pytająco bawiąc się nieustannie swoimi palcami.
- Powiedzmy, że przyśniłem się tobie, ale to nasza tajemnica, dobrze? - westchnął - Po prostu już prawie nikt się do mnie nie modli, naprawdę. - Pan Bóg, który wydawał się taki potężny i niedostępny siedział koło Wiktorii. - Już mało kto we mnie wierzy, a moja moc słabnie. W końcu jestem już strasznie stary - zaśmiał się. - Przejdźmy do rzeczy, dlaczego ty, modlisz się obiecując poprawę, a na drugi dzień klniesz gorzej, niż niejeden grzesznik. Dlaczego, pytam?
Wiktoria ukryła twarz w dłoniach. Siedzieli tak koło ścieżki na piachu. Nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie Pana Boga.
- Bo ja... - zadrżał jej głos. - Bo ja już nie wytrzymuję.., bo ludzie, których chcę kochać odrzucają mnie, śmieją się ze mnie.., ja ich nienawidzę. Nienawidzę wszystkich ludzi! - może wyraziła się za głośno, może krzyknęła. Tego już nie wie nikt, bo po prostu obudziła się.
Jak zwykle zgramoliła się z łóżka, zdjęła i rzuciła piżamę. Ubrała to, co zwykle, uwielbiała jedną bluzę i ubierała ją codziennie. Nie myślała o swoim śnie, chwyciła torbę i zbiegła na dół do kuchni. Zjadła, uczesała się i umyła. Do szkoły miała zaledwie kilka kroków, jednak ten spacer bardzo jej się dłużył. Dopiero około godziny siódmej czterdzieści pięć przypomniała sobie o Panu Bogu. Myślała; potem w jej głowie pojawili się "ludzie". Kiedyś postanowiła, że gdy dorośnie zostanie zabójcą. Zrodziła się w niej nienawiść. "Nie myślę. Idę. Mam w dupie". W szkole przeżywała kolejne załamanie nerwowe, które objawiało się u niej śmiechem. Zdrowo rechotała z całej swojej szkoły. Trwało to przez pięć minut, kiedy jeszcze była zła. Przestała klnąć. "Tak będzie dobrze" - pomyślała. Opuściła się w naucę. Ale... w jej życiu wydarzyło się coś dziwnego. Zaczęła śmiać się z żartów swoich rówieśników. Pożądała najbrzydszych i nagłupszych chłopaków w klasie i rozkochiwała ich w sobie. Ubierała obcisłe koszulki z dekoltami. Najgorsze było jednak to, że przestała mówić. Zdziczała. Potrafiła się tylko uśmiechać. TYLKO uśmiechać. Zapomniała o życiu, o planach. Chciała tylko być w szkole i podrywać brzydkich chłopców. Ile satysfakcji sprawiało jej spojrzenie choć jednej osoby na nią!
Życie biegło coraz szybciej, a ona nadal pozostawała w miejscu. W wieku szesnastu lat nie zmieniła niczego. Nadal wyglądała tak samo; dla niej wszystko stanęło w miejscu. Na pewno bardzo trudno powiedzieć, dlaczego tak się stało. Z pięknej, mądrej dziewczyny zamieniła się w pośmiewisko. Chciała stać się normalniejsza, a życie uciekało jej między palcami. Myślała, że zniżyła się do poziomu koleżanek. Zwariowała. Nie potrafiła zrozumieć Pana Boga, bo wiara w niego była dla niej zbyt trudna. Ludzie, z którymi miała styczność byli dla niej za głupi. Pewnie planowała samobójstwo, a wiara jej tego zabraniała. Była w samym środku, pomiędzy posłuszeństwem - Bogiem, a marnością - diabłem. Można teraz zauważyć jak prostym i tępym stworzeniem jest człowiek. Dostawała znaki z Niebios, a zniszczyła wszystko jednym posunięciem.
Całe to zamieszanie wykorzystał Szatan. Wiktoria, której w głowie nie pozostało już nic przechadzając się z tępym uśmiechem na twarzy wpadła pod samochód. Nikt po niej nie płakał. Tak jakby na jej grobie ktoś napisał: "Do refleksji". Gdzie trafiła? Nie wiadomo, ale każdy na pewno zapamiętał ten nieustanny, trwający prawie tydzień deszcz. Pan Bóg pogrążył się w czarnej rozpaczy. Chciał się zabić, ale potrafił tylko kurczowo zaciskać usta. W głowach ludzi zapanowała ciemność.

Teraz każdy powinien pamiętać o rozwijaniu swoich talentów. Powinien strzec swojej duszy i chronić swój umysł. Chyba nie chcecie zrobić takiego błędu jak Wiktoria? Jej historia jest dosyć dziwna, ale bliska mojemu sercu. Czas płynie szybko i nie leczy ran, tylko niestarannie je zaciera. Nie pomogę już Wiktorii, ale mogę za to ostrzec wszystkich przed życiem. Pamiętaj, Pan Bóg będzie zawsze blisko ciebie, musisz tylko się postarać.

Koniec.


_______________________________________________________________

Sama nie wiem, co o tym sądzić...

Nie tworzyłam nowego tematu, to nie jest dlasza część opowiadania tylko zupełnie coś innego.
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2008-12-22, 14:22   

świetne ! sa poknięcia drobne ale te lepiej ci wytknie Nieznany :) on jest jak pan od polskiego :) to jest lepsze od wielu zeczy wydawanych drukiem i jako takie nalezy to rozpatrywac.

Bynajmniej nie zalecam słac tego gdzieś , chyba że jestes wyjatkowo odporna i chcesz .

Wdać że nie do końca wierzysz w siebie :) szkoda ci czasu na rozbudowanie , na pisanie wielu stron , byćmoze na marne. To jest bardzo skondensowane , wielu ludzi nie połapie, sporo kryje się pod jednym krótkim zdaniem, troche jak w wierszu.

i tym razem zgadzam sie z przesłaniem 3 ostatnie linijki , choć, zdaje mi się że walnełas je, ze zniecierpliwienia, łopatologicznie :) żeby juz skończyć z tym i H...!
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2008-12-22, 15:18   

Cytat:
świetne ! sa poknięcia drobne ale te lepiej ci wytknie Nieznany on jest jak pan od polskiego to jest lepsze od wielu zeczy wydawanych drukiem i jako takie nalezy to rozpatrywac.

Dzięki :)

Cytat:
Bynajmniej nie zalecam słac tego gdzieś , chyba że jestes wyjatkowo odporna i chcesz .

Gdzie słać? Dałam na jeszcze dwa inne fora, jak na razie jedna osoba oceniła: 'wiersze wychodza Ci lepiej'.

Cytat:
Wdać że nie do końca wierzysz w siebie szkoda ci czasu na rozbudowanie , na pisanie wielu stron , byćmoze na marne. To jest bardzo skondensowane , wielu ludzi nie połapie, sporo kryje się pod jednym krótkim zdaniem, troche jak w wierszu.

Bardzo mi szkoda czasu, bo nie chce zmarnować ani sekundy... A jak coś mi nie wyjdzie i głupi pomysł to nie chce rozbudowywać, żeby tego cennego czasu nie stracić.

Cytat:
i tym razem zgadzam sie z przesłaniem 3 ostatnie linijki , choć, zdaje mi się że walnełas je, ze zniecierpliwienia, łopatologicznie żeby juz skończyć z tym i H...!

Własnie dążyłam cały czas do końcówki i cały czas wydaje mi się, że wcale nie pasuje do całości.

To ja wracam do sprzątania. xD
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2008-12-27, 14:20   

pajk napisał/a:
sa poknięcia drobne ale te lepiej ci wytknie Nieznany on jest jak pan od polskiego
Jasne, najgorsza robota zawsze tylko dla mnie. :>

Ale dobra, zrobię małą "łapankę".

indianer napisał/a:
pacież
Pacierz.
indianer napisał/a:
Papatrzyła

Popatrzyła.
indianer napisał/a:
A promienie słońca uderzały jej w plecy.

Promienie słońca uderzyły (kogo/co) w plecy.
indianer napisał/a:
myślała coraz bardziej intensywniej
Mogła myśleć albo tylko "intensywniej"albo "coraz bardziej intensywnie" - nie stosuj podwójnego stopniowania. :)
indianer napisał/a:
sen",uśmiechnęła
Tu brak przerwy po przecinku.
indianer napisał/a:
Wstała, stała w powietrzu.
Zrobiło się masło maślane.. może "wstała, stanęła w powietrzu" :?:
indianer napisał/a:
, która się z nią przywitała patrzyła na nią ciepłym wzrokiem.
Powtórek być nie powinno a Ty masz w jednej linijce aż dwa razy "nią". Może: "...która się z nią przywitała patrzyła ciepłym wzrokiem" (wiadomo, na kogo patrzyła).
indianer napisał/a:
Ubrana był w białe szaty ozdobione drogocenną biżuterią. Albo to słonce świeciło na nia, albo ona sama tak emanował.
"Ubrana była". :) I "ona sama tak emanowała".
indianer napisał/a:
Myślała;
Tu pasuje raczej przecinek zamiast myślnika.
indianer napisał/a:
Opuściła się w naucę.
Nauce.

To tylko kilka błędów, być może zauważyła byś je, gdyby Ci się nie spieszyło do publikacji tekstu. Opowiadania muszą leżakować, jak wino: po napisaniu odstaw je na dwa-trzy tygodnie a wtedy wrócisz do niego, jakbyś je czytała pierwszy raz! I wówczas zauwżysz większość błędów. Co do samej treści - cóż... piszesz skrótowo, co nie każdemu się spodoba. Upychasz w krótkim tekście całe przesłanie, żeby nie marnować czasu... może czasami nieco dłużej znaczy lepiej? A samą końcówkę już wyłożyłaś kawę na ławę... Mimo wszystko tekst mi się podoba. Przyznaję, że wiersze piszesz lepiej, ale jeśli będziesz miała wenę na prozę - pisz, pisz, pisz... nie odmawiaj sobie. :]
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2008-12-27, 21:25   

Nieznany napisał/a:
Jasne, najgorsza robota zawsze tylko dla mnie.


-A jak!!!! -A pajk jeszcze powie , że ŹŹŹŹŹŹ le !!! :) :)
Nieznany napisał/a:
Promienie słońca uderzyły (kogo/co) ją w plecy.
- Ale one "jej" nie uderzały... tak mi się zdaje :) ...- tylko "w" plecy , w danym momencie nie dędace całkiem integralną częścia, tylko, subiektywnie odbieranymi plecami oddzielnymi "uderzały jej w plecy" jest podobne do "strzelił mu w plecy" i ta analogia nie wydaje sie być obojetna. :)
-Nieco własciwsze (krakowskim targiem) zdało by sie :
"uderzały w jej plecy" byłoby poprawnie i prawie równowaznie.
-Nie sądzisz? :)
Nieznany napisał/a:


Mogła myśleć albo tylko "intensywniej"albo "coraz bardziej intensywnie"


E no weeee ...... we no to przeczytaj!! -Nawet jesli to poprawne ...chm -zmilcze....
to....No co ci bede mówił jak sam wiesz?
Nieznany napisał/a:
indianer napisał/a:
myślała coraz bardziej intensywniej


-Od bidy wystarczy przecinek:"myślała coraz bardziej, intensywniej.."- i takiz mniemam był zamysł , abo podobny :)

Nieznany napisał/a:
Wstała, stała w powietrzu.
Takoż mniemam że kwestia interpunkcji kropka by sie zdała i tyle wstała jest informacją - stała w pwietrzu , informacją zabarwioną emocjonalnie . prust by to opisał na 70 stronach zdiwienie, i zdziwienie brakiem adekwatnego zdiwienia.... :) (
indianer napisał/a:
"Dlaczego ja się nie
boję?!" - myślała
) -napisano powyżej.

Nieznany napisał/a:
masło maślane..
służy, w tym wypadku , sygnalizuje pewien zament myślowy i "zacięcie sie" narratora, wywołane nadzwyczajną sytuacja która jednak nie wywołuje specjalnej reakcji podmiotu lirycznego :)
Powinna jednak się udzielic , czytelnikowi :) co czyni zreśtom.
Nieznany napisał/a:
Powtórek być nie powinno a Ty masz w jednej linijce aż dwa razy "nią"

Powtórek być nie powinno.... chyba że istnieje potrzeba wyeksponowania "NIĄ" Podobne powtórzenia można znaleźć u gąbrowicza i podobnemu celowi służące ... tak mi się zdaje :) ..-No on ma lepszą wprawę, w operowaniu "totym " i istotniejszy powód.... Niemniej...... :)
?......



Nieznany napisał/a:
....... gdyby Ci się nie spieszyło do publikacji tekstu. Opowiadania muszą leżakować, jak wino: po napisaniu odstaw je na dwa-trzy tygodnie


--Że sie spieszyło i to nieco spsuło, się zgadzamy :) i "podsądna" sie przyznała :)

Uwazam, że przyznanie i skrucha , jak i wybitnie młody wiek oskarżonej pozwalają odpuścić.

:) Jaka by mądra i dobra nie była, to nastolatka !!!!!!!!!! :) Powaliło cię? Ma czekać aż wyleżakuje!!! miesiące!!!! wino !!! ?

-A butelki w barku to ile u ciebie stoją? dni? -o lata i miesiące nie zapytam ...

[ Dodano: 2008-12-27, 21:55 ]
Nieznany napisał/a:
Przyznaję, że wiersze piszesz lepiej,


-A ja nie . Wiersze mi sie podobają , swiadcza że coś bedzie z tej panienki na bank :) ale nie znam sie na wierszach za bardzo. Wielu młodych zaczynało od wierszy.
-Wydaje mi sie że mimo ładunku , jaki w nich jest , a może własnie, nie mimo . Że ona sie, tylko w wierszach, nie zmieści.

-Natomiast "opowiadanko" czy co to tam jest :) mimo wszystkich błedów wad jest już świetne . I warte przeczytania jak kazde inne opowiadanie innego prawdziwego pisarza.
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2008-12-28, 14:31   

pajk napisał/a:
Nieco własciwsze (krakowskim targiem) zdało by sie :
"uderzały w jej plecy" byłoby poprawnie i prawie równowaznie.

Niech Ci będzie, właścicielu własnych trzech groszy. :>

pajk napisał/a:
E no weeee ...... we no to przeczytaj!! -Nawet jesli to poprawne ...chm -zmilcze....
to....No co ci bede mówił jak sam wiesz?

Przecież wiem, ale musiałem wysupłać dopuszczalne opcje. A że brzmi tak, jak brzmi, to nie moja wina. :lol:

pajk napisał/a:
Powtórek być nie powinno.... chyba że istnieje potrzeba wyeksponowania "NIĄ" Podobne powtórzenia można znaleźć u gąbrowicza i podobnemu celowi służące ... tak mi się zdaje ..-No on ma lepszą wprawę, w operowaniu "totym " i istotniejszy powód.... Niemniej......
?......
Myślę, że to jest trochę tak, że jak się tnie lancetem, to wraz z chorą tkanką nie powinno się wyciąć za dużo tej zdrowej, więc nie chciałbym naruszyć integralności pracy Indi, jej stylu i polotu, ale pokazuję, co mi nie gra lub na co mógłby zwrócić uwagę potencjalny korektor. :) Co nie znaczy, że nie może powiedzieć "mój styl jest bardziej mojszy". ;)

pajk napisał/a:
Jaka by mądra i dobra nie była, to nastolatka !!!!!!!!!! Powaliło cię? Ma czekać aż wyleżakuje!!! miesiące!!!! wino !!! ?
Ja wiem, ale odrobina chłodu by się tej naszej nastoletniej gorącej głowie przydała. Choć może chłód zepsułby styl... nie wiem. :)

pajk napisał/a:
-A ja nie .
Degustibus... sraty taty. W każdym bądź razie to chyba dobrze, że mamy odmienne zdania, to świadczy o charakterze naszej zażyło...ee...chciałem rzec: naszej dysputy. :D
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2008-12-28, 21:15   

--Oj :)

Tu, to ja sie niezgadzam wiecy, by sie niezgadzać :) po mojemu to ona pisze lepiej niz my oba razem :) ( nie mówie o poprawności formy ) to jak jej coś radzic kiedy ja nie wiem, co zamierzone i na ile?.......- i pewnie ONA tys sama nie wie (to czesto sie instynktownie układa jak sie rozbije poprawi znika, stare pisarze mają swiadomośc formy , młode często nie)

Tak poddyskutowując o pierdołach damy jej lepsze wyobrażenie jak może być. :)

-Pozycje, kto belfer :)

-A kto poetycko odjechany kontestator i obrazoburca :) ustaliły sie juz dawniej :D :) :D :)

-Nie ukrywam, ze mi sie siedzi wygodniej :)
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2008-12-29, 16:05   

pajk napisał/a:
po mojemu to ona pisze lepiej niz my oba razem

Tu się muszę zgodzić.

pajk napisał/a:
i pewnie ONA tys sama nie wie

Możliwe, że Ona sama nie wie, jak to robi... ale Jej wychodzi. To trochę jak z naćpanym P. K. Dickiem - jak by napisał to, co stworzył, gdyby nie był na haju? A jak by to zrobiła dorosła i pełna optymizmu Indianer? Ch.. wie. Ja nie wiem i nie chcę się dowiedzieć. :)

pajk napisał/a:
Pozycje, kto belfer

-A kto poetycko odjechany kontestator i obrazoburca ustaliły sie juz dawniej
Tak wyszło i tak jest OK :D - Tobie jest dobrze tu, gdzie siedzisz a mnie prawie dobrze tam, gdzie dawniej było ZOM...eee... sorry, to nie ta bajka.

:)
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2008-12-29, 17:09   

Cytat:
To tylko kilka błędów, być może zauważyła byś je, gdyby Ci się nie spieszyło do publikacji tekstu.

Spieszyło mi się, bo chciałam zobaczyć, czy się będzie podobać, a jak nie dam od razu to potem cały czas poprawiam i nic z tego nie wychodzi.

Cytat:
może czasami nieco dłużej znaczy lepiej?

Na pewno lepiej, ale nie umiem dłużej... tzn. cały czas próbuję pisać jak długo się da, ale mi nei chce wyjść.

Cytat:
Zrobiło się masło maślane.. może "wstała, stanęła w powietrzu"

bo chodzi o to, że ona siedziała w powietrzu, ale o tym nie napisałam i wstała z siedzącej pozycji, więc stała... w powietrzu. Nie no... poprawi się te błędy i w ogóle.

Cytat:
Uwazam, że przyznanie i skrucha , jak i wybitnie młody wiek oskarżonej pozwalają odpuścić.

:(

Cytat:
Choć może chłód zepsułby styl... nie wiem.

A nie ma chłodu?

I dziękuję za krytykę i "łapankę" ;)
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2008-12-29, 19:26   

indianer napisał/a:
Spieszyło mi się, bo chciałam zobaczyć, czy się będzie podobać, a jak nie dam od razu to potem cały czas poprawiam i nic z tego nie wychodzi.

To jest efekt tak zwanego wewnętrznego krytyka. Uwierz mi, wielu pisarzy miało podobne problemy (chyba każdy), co u niektórych (już nie pomnę, kogo) doprowadziło do takiego rozstroju pisarskiego, że tworzyli po kilka kopii własnego dzieła i nie byli pewni, które ma ujrzeć światło dzienne. Skoro tak jest i nie dajesz jeszcze rady sobie z tym, to faktycznie publikuj... a jeszcze lepiej znajdź sobie jakąś koleżankę (kolegę), która nie jest na bakier z interpunkcją i gramatyką, może ma 5-6 z "polaka" i dawaj to jej (jemu) do korekty (to się nazywa "betareader" lub w skrócie "beta" - nawet najwięksi mają swoje bety, wiem to z całą pewnością :) ) - ale koniecznie niech to będzie korekta bez wkładu emocjonalnego, znaczy niech nie skończy się na "jest super, joł" :lol: - OK? :]

indianer napisał/a:
I dziękuję za krytykę i "łapankę"

Prosię. ;)
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2008-12-29, 23:05   

indianer napisał/a:
Uwazam, że przyznanie i skrucha , jak i wybitnie młody wiek oskarżonej pozwalają odpuścić.


:(
Ty się nie przejmuj tym co ja piszę :) - ja se troche dowcipkuje :) -jesteś taka bystra , że siłą żeczy pisze jak do całkiem dorosłej osoby , czasem czego ś możesz nie łapac , z braku doświadczenia, coś nieodpowiedniego może mi sie wypsnąć :) . Olej, albo pytaj.

indianer napisał/a:
to potem cały czas poprawiam i nic z tego nie wychodzi.
To nie poprawiaj :) jest na tyle dobre, że błedy dadzą sie przełknąć bez problemu , a kiedyś popoprawiają ci to korektorzy i wydawcy. I raczej trzeba myśleć by za wiele nie poprawiali :) nie psuli , kłucic sie o kazdy wyraz . :) Zawodowcy dają gorszą "kaszę" do wydawnictw :)
indianer napisał/a:
cały czas próbuję pisać jak długo się da, ale mi nei chce wyjść.
- Spoko, za jakiś czas samo zacznie sie wydłuzać, z wzrostem pewności siebie , przyjdzie , i z czasem "wogle" :)

Nieznany napisał/a:
może ma 5-6 z "polaka" i dawaj to jej (jemu) do korekty (to się nazywa "betareader"
Kolega dobrze pisze :) tylko obawiam się, że to nie bardzo , może być ktoś z twojej klasy , za cholere nic nie zrozumie, bez minimum zrozumienia , nawet ortów sie nie da, tylko sie nerwy zszarpie. Chyba że jakiś kolega/koleżanka z dużą porcją pokory w sercu :) , albo, Ktoś sporo starszy i bystry... i .......- nie moze cie lekcewazyć z powodu wieku :) to wcale nie takie łatwe do znalezienia :) ............... niestety. byłoby dobrze gdyby sie dało , ale jak sie nie da , wal z błedami , cus tam wytkniemy z kolegą adminem w miare czasu .

-dobrze że masz świadomośc błedów i znasz powody ich powstania , reszta sie po mału sama zrobi :)
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2008-12-30, 11:46   

Cytat:
ja se troche dowcipkuje

Mój odpowiedź też była po części ironią. ;)

Cytat:
może ma 5-6 z "polaka" i dawaj to jej (jemu) do korekty (to się nazywa "betareader"

Hm. Mam kogoś na oku, ale nie wiem czy się zgodzi. Taka dziewczyna z forum. Hm, zobaczę jeszcze jak coś napiszę.

Cytat:
reszta sie po mału sama zrobi

No, mam nadzieję. (:
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2008-12-30, 12:31   

indianer napisał/a:
Mój odpowiedź też była po części ironią.


--To dobrze :) tak myslałem :) -Trochę sie z tobą jajcze jak z kaczym jajem :) , ale na serio sporo sie po tobie spodziewam i nie chciał bym ci skorupki potłuc niechcący :)
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2009-01-18, 14:43   

Gdzieś bardzo daleko stąd, ale nie tak daleko, jak myślisz. Właściwie, to może nawet obok ciebie, żył człowiek. Nie była ta zwyczajna istota. Chłopiec, o kobiecej wręcz urodzie o imieniu Lance, był oczkiem w głowie Śmierci. Miał policzki, białe jak lilie, oczy przenikające, jak kryształki, głębokie jak morze, rzęsy idealnie podkreślone, a ciało rumiane, ciepłe i błogie. Włosy miał do ramion, czarne jak heban, cudowne, proste. Usta wielkie, czerwone, a zęby bielsze od śniegu. Nos miał malutki, lekko zadarty, uszy także małe. Był nastolatkiem, mieszkającym we mgle. Jego życie płynęło wolno, jak gdyby ten stary dziad - Czas, za nic nie chciał go odrobinkę przyspieszyć. A Śmierć, żona Czasu codziennie podglądała chłopca przez dziurkę od klucza. Pożądała go, bardziej niż Życia. Chciała pieścić jego białe policzki i rozpływać się w chmurach. Jednak musiała zadowolić się tylko cichym spoglądaniem z ukrycia. Czas był już tak stary i spruchniały, że nie mógł dać swojej wiecznie młodej żonie, tego czego oczekiwała. Był nieśmiertelny, tak jak jego brat - Życie. Śmierć, choć była taka zapracowana, nie mogła oprzeć się widoku Lance'a. Urodził się on w dość dziwnych okolicznościach. Prawdę mówiąc - nie urodził się.
Dona oczekiwała swojego dziecka. Czuła, że niedługo nastąpi ten piękny moment i ona wraz z mężem, będą mieli upragnione potomstwo. Lance rozwijał się w brzuchu matki. Usadowił się w ciepłym, miękkim miejscu i za nic nie chciał z niego wyjść. Ciąża Dony trwała ponad dziesięć miesięcy. O tej dziwnej sprawce Czasu dowiedziało się Życie i przekupiło Śmierć. Jednak Lance nie umarł. Zgnił w brzuchu matki, a ona umarła wraz z nim. Życie zlitowało się nad chłopcem i umieściło go w powietrzu. Mógł być, gdzie tylko chciał. W chmurach, w mgle, wszędzie. Codziennie przyglądał się osobom w jego wieku. Patrzył swoimi pięknymi, niebieskimi oczami na ich twarze. Myślał i marzył. Mimo wszystko nie oddałby tego, co ma - powietrza. Brzydził się Śmiercią, ale nie potrafił jej to powiedzieć. Miał u niej duży dług. Uratowała mu życie. Złamała prawo.
O czynie Śmierci dowiedział się Pan Bóg. Umarła ona w ramionach Czasu, kaptur opadł na podłogę i spod niego wysunęła się piękna twarz kobiety. Złote włosy powoli spadały na ziemię, w końcu Śmierć zamknęła swoje czarne usta i zbladła... tylko tak, jak ona potrafi. Na jej miejsce wybrano dość małą dziewczynkę. Natomiast duszę Lance'a Pan Bóg tchnął w drewnianą figurkę z wystawy.

- Kochanie, jak myślisz, która będzie pasowała do salonu? - spytała monotonnym głosem wystrojona kobieta, oglądając rzeźby. - Ta niby jest... ładna, ale w tej jest coś, co pociąga i sprawia, że jest taka żywa. Hm... jak myślisz?
Mężczyzna spojrzał na zegarek. Nerwowym ruchem poprawił krawat, a potem zdjął okulary i począł wycierać szkiełka białą chusteczką. Wreszcie powiedział:
- Kupuj, co chcesz. - warknął. - Nie ma czasu. Gdybym ja, miał się tak nad wszystkim zastanawiać... - urwał. Nie chciał urazić żony.
- K-t-ó-r-ą?! - przeliterowała starannie słowo z nutą znudzenia i złości. Właśnie taka była Alicja. Zimna, monotonna, złowroga.
- Tą. - Ed pokazał palcem na drewnianą figurkę przedstawiającą chłopca. - Będzie pasować do paneli. - stwierdził, po czym podszedł do kasy.

Nadeszła noc, a rzeźba stała już w salonie. Alicja zmieniała kanały na telewizorze.
- Jak zwykle, nic ciekawego. - pomyślała. Wstała i udała się do sypialni. Tam, już od godziny dosyć głośno spał jej mąż. Alicja weszła do łazienki. Mieszkali w bogatym, wielkim domu. Nie mieli dzieci, tak naprawdę w ogóle siebie nie kochali. Wszystko było tylko pokazówką. Rodzice Eda, jak i Alicji chcieli, aby się pobrali. Spali w jednym łóżku, rano mówili sobie 'dzień dobry, kochanie', a tak naprawdę były to dwie obce osoby. Gdy Alicja leżała już w wannie, zaczęła wymyślać sobie kochanka. Takiego wymarzonego, jakiego by chciała.
- I jak cię nazwę? - pomyślała. - Hm. Lance. Taak, Lance idealnie do ciebie pasuje.
Nadszedł nowy dzień. Małżeństwo spało jeszcze w swoim eleganckim łóżku, odwróceni od siebie głowami. Ed śnił historię Śmierci. Obudził się z krzykiem, a małe serce biło mu coraz szybciej i szybciej.
- O, Boże... - westchnął. Udał się po szklankę wody. Myślami nadal był w swoim śnie. - Co mi się, do cholery śniło?! - myślał intensywnie.

Tymczasem Ala wyśniła sobie Lance'a. Były to zbereźne sny, lubiła takie. Zbudziła się około dwunastej. Oznajmiła Edowi, że ma się wynosić z jej domu. Oczy Eda zrobiły się mętne. Nie zdołał wydusić z siebie żadnego słowa. Wreszcie szpnął: dlaczego?
- Dlaczego? Nie kocham cię, Ed. A ty nie kochasz mnie. Oboje o tym wiemy. - mówiła spokojnie z wyraźną satysfakcją.
- Taaak, taaak... Spakowałaś mnie? - mówił smutno, nadal będąc w szoku.
- Nie, Ed. To nie serial. Spakuj się sam. I tak siedzisz mi tylko na głowie, zamiast wziąć się do roboty. - mówiła, obgryzając delikatnie paznokcie. - Utrzymuję cię już od trzech lat! - wrzasnęła.
- Przecież pracuję. - spojrzał na nią kocim wzrokiem, wiedział, że kiedyś to nastąpi.
- Tak, jasne! A ile zarabiasz?! ILE?! - Alicja nie myślała o niczym innym, jak o tym, żeby ten frajer wyniósł się z jej domu. W końcu to ona była bogata, odziedziczyła sieć sklepów z ubraniami po cioci. - Dobrze, spakuj się i wyjdź. Żegnam.
Ed pstryknął palcami. Znowu rozmyślał o śnie. Nie wiedział, czy tym razem, to koszmar, czy rzeczywistość. - Cóż. - westchnął. Spakował się i zadzwonił po taksówkę. Pojechał do domu swojej matki.

Alicja cały czas siedziała na krześle w kuchni. Patrzyła na swojego męża, wprawiając go w zakłopotanie. Gdy wychodził, uśmiechnęła się. Czuła, że to najlepsza decyzja w jej życiu.
- Ohh, Lance, gdybyś tylko tutaj był. - rozmarzyła się. Wtedy stała się rzecz, najmniej możliwa. Alicja odwróciła się i ujrzała mężczyznę, którego sobie wymarzyła.
- Lance! - krzyknęła. - Lance! - uściskała mocno swojego niby kochanka. Nastolatek popatrzył na nią zmieszany, w końcu odwzajemnił jej uścisk. Po rzeźbie został tylko proch. Bóg czyni cuda. Bo miłość, nawet do złych ludzi jest piękna.


______________

nie biiić.
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
Ostatnio zmieniony przez indianer 2009-01-18, 19:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2009-01-18, 18:58   

:) ekstra .........
pisarz zawodowy powiedzial by ze wyzucasz pieniadze w bloto .
To kncentrat :) po dolaniu wody i telka i ....... sta4rczylo by tego zeby ze 4 miesiace utrzymac rodzine na poziomie :) .
Ale ty ciwiczysz tylko przecie i eksperymentujesz .
Nie lubie takiego żonglowania pojeciami ostatecznymi , tylko po to by se ideała do ......... :) wyrychtować :) Ale to u innych. U Ciebie prawie wszystko mi sie podoba :) !!!!
...Pytanie tylko czy jestem obiektywny , czy zwyczajnie mnie zauroczylas? Czekam na C.D.N. albo nastepne
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2009-01-18, 19:09   

Chyba nie będzie ciągu dalszego, bo mi się znudzi pewnie. Ale dziękuję, bardzo :)

[ Dodano: 2009-02-22, 19:30 ]
Miałam zadanie - 1,5 strony Worda o uczuciach ulubionego bohatera. Napisałam o Ptaśku (z książki "Ptasiek"). Czyli, co czuł po śmierci Perty.
Nieskończone, brakuje mi zakończenia.
_______________________________________________

Nadal nie mogę w to uwierzyć. Perta była dla mnie taka realistyczna! Cały czas, boję się, że ona w ogóle nie istaniała. Gdy zasypiam, zamiast obrazu widzę czerwone plamy. Tęsknota jest większa od bólu. Już nie wiem, kim jestem. Ja - chłopiec dniem, ja - ptak nocą. Czym będzie teraz sen bez niej? Boję się..., już wcale nie chcę hodować ptaków, nie chcę już śnić. Chcę tylko moją Pertę. Moją żonę Pertę. Moje myśli zajmowała tylko ona, wiem, że tak będzie zawsze. Już nigdy nie zapomnę wszystkich chwil przeżytych razem, które najprawdopodobniej były tylko snem. Nasze osiemnaściorgo dzieci. Całe szczęście, że ptaków nie martwi śmierć.
Za oknem jest tyle ludzi. Biegają, krzyczą i skaczą. Wszystko, jakby w zwolnionym tępie. O, ptaki się schowały. Ciekawe, co myślą o mnie. Wielkie coś, chodzi, je i śpi. Gdybym chociaż raz mógł ujrzeć moją Pertę! Gdy zapomnę, zaczynam się z siebie śmiać, mówię do siebie: "Stary, przecież zaraz pójdziesz spać i znów będziesz z Pertą." I kolejny szok. Ptasia nie wróci. Ukłucie w sercu. Siadanie, wstawanie, myślenie, rozmowa z matką. Głupia, czy ona w ogóle może być moją mamą? Macha rękami, krzyczy, trzaska drzwiami. Co innego ojciec, ten przynajmniej się nie odzywa. I tik! Znów mam przed oczami widok rozerwanego karku Perty. Gdyby sny, przestały być jawą! Chciałbym znów móc ją nakarmić pastą z jajka.
Nie wiem, czy mi żal, czy nie. Skoro już nie śnię, opuszczą mnie przynajmniej złe wydarzenia ze snów. Kot zagryzający Pertę... Po co wylatywaliśmy na dwór?! Mogliśmy zostać w klatce, byłoby dobrze. Stary, znowu wszystko popsułeś. Och! Matka znów wrzeszczy!
Jedno jest pewne - mylę jawę ze snem. Los doświadczył mnie w trudną sytuację. Żyłem śniąc, wyśniłem swoje marzenia i byłem ptakiem. A teraz? Nie wiem, nie wiem czy nadal żyję. Chciałbym umrzeć... chciałbym być z Pertą. Ciekawe, czy ona za mną tęskni. Czy ptaki tęsknią? Perta była wyjątkowa. Od razu mnie oczarowała wdziękiem, sposobem latania, całą swoją osobą. Była piękna i zawsze będzie piękna. Ona nie umarła! Nie, to niemożliwe. Dlaczego, ktoś postanowił mnie ukarać, takim okropnym wydarzeniem!? Za co? Co ja zrobiłem?! Boże, ja tylko żyłem. Przez te kilka miesięcy byłem naprawdę szczęśliwy! Szczęście zawsze trwa krótko, zbyt krótko. Najlepsze rzeczy są zabierane. Dlaczego? Chciałbym zasnąć, ale boję się snu. I potwornego widoku śmierci. Jak Boga kocham, nigdy nie czułem się równie paskudnie.
Matka pytała, czy idę jutro do szkoły. Nie, nie idę. Ona myśli, że załamie mnie dwója na semestr. Nawet sobie nie wyobrażam siebie w szkole. Właśnie rozmyślam nad zakneblowaniem drzwi, przynajmniej miałbym święty spokój. Znów mam w głowie wszystkie wspaniałe chwile. To co, że widzę je przez mgłę. To pewnie dlatego, że to nie wydarzyło się naprawdę. A jeśli to było zmyślone od początku do końca? Oszaleję! Ja naprawdę oszaleję! Perta...
Może dobrze się stało. Gdybym dalej żył we śnie, mógłbym ześwirować. Już widzę siebie w niebieskiej piżamie w paski i wzrok ojca: "To nie mój syn!". Ale w tej sytuacji... Minie dużo czasu, zanim wszystko sobie poukładam. A może nie poukładam sobie życia nigdy. Może wezmą mnie do wojska. Może. To wszystko, to takie "gdybanie".
Życie to tylko pokaz marionetek. Ma ulotne, szczęśliwe chwile, a całe składa się z nicości. Mną sterują rodzice, ja będę sterował swoimi dziećmi. Bezsens. A jeśli, chciałbyś, chociażby zacząć hodować ptaki - zero zrozumienia. "Bo mój syn, musi być najmądrzejszy w klasie". Tak, tak, ale dlaczego? "Znajdź sobie wreszcie dziewczynę! Ciągle ganiasz za tymi ptakami!" Chciałbym być ptakiem, ptaki nic nie muszą. Tylko umierają za wcześnie.
Nie chcę iść do wojska, tak samo jak nie chcę iść na studia. Ale to już chyba pewne. Zgniję tam, jak Boga kocham. Chociaż z moim wygiętym mostkiem, (od nauki latania) mogliby zamknąć mnie w szpitalu, uważając za psychola. Chętnie bym takiego zagrał. Już to widzę; lekarze mówiący: "Oszalał, bo zdechł mu ptak, to takie... zabawne!". Ciekawe, nawet bardzo ciekawe. Chciałbym wreszcie umrzeć. Zastanawia mnie, co u Perty. Czy ptaki idą do nieba? Hej, hej! Perta! Co u ciebie?
Mam ochotę, dorwać tego pieprzonego kota! Nienawidzę kotów. Gdy tylko będzie ze mną lepiej od razu załatwię z nim sprawę, w pierwszej kolejności. Matka mówi, że mam bardzo wyłupiaste oczy. Może to dlatego, że zszokowała mnie, ta sytuacja? Nie wiem, ja już nic nie wiem. Chcę umrzeć i chcę Pertę. Jestem, jak małe dziecko. Niech to się już skończy!

cdn.
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template NoseBleed v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne

Forum administrowane przez: Grimlock, Nieznany