Forum KGB
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Jakieś coś + nowe!
Autor Wiadomość
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2009-08-04, 18:22   

Cholera jasna wez i skrytykuj ! :)
Hmm po pierwsze , nie wiem czy tylko ja tok to odbieram , ale twoj sposub pisania jest dla mnie kapitalny , mozesz pisac dowolne bzdety :) i tak bede czytał :) Kilka poczatkowych zdań jest po prostu 'miodzio' :)

Calosc jest orginalna mimo ze motyw aż klasyczny .
Fajna iii ... no mam problem . ja jestem jednak twardy materialista , moja wizja swiata bywa momentami podobna i obrazki malowane przez ciebie , w cos uderzaja , powodujac silny rezonans . zasadniczo jednak takie transcendentne historyjki mi 'dyndają' :) odkupienie srutututu , ze swiat zly i podly... mnie sie w sumie podoba mimowszystko ... :) chwilami tylko nie :) to biore proszka, przesypiam, wale piwo , lub inaczej sie pocieszam :)
Natomiast twoj opis jest jakby uwodzicielski i odbieram go troche jak wiersz wyczuwajac za nim jeszcze cos niezdefiniowanego i trudno uchwytnegol . Zwyczajnie moim zdaniem masz to cos , dzieki czemu twoje kawalki lubie czytać , a inne nie .
A reszta to pierdułki :) troche to zagmatwane i nie logiczne , ale tak maja miec takie chistoryjki nowy testament , jest podobnie nie spójny :) jakby rwąca sie narracja poprawia efekt wzmacniago. Nie potrafie wykryć błędu stylistycznego niezamierzonego :) wiec jesli go robisz to myl sie tak dalej :) .... no kicha zupela mimo wysilkow :) . z krytykowaniem ,moze inni sie czepną czegos :) , ale niech to lepiej dobrze umotywują , bo sie moge zdenerwować. :)
-Jedyny zarzut z mojej strony , jesli to 'wogle' mozna uznac za zażut jest taki , ze wolalbym zebys napisala cos przyziemnego bardziej :) dziejacego sie w realnym dzisiejszym swiecie
Ale to kwestia mojego gustu :) Wolalbym rownierz zeby Marquez pisal mniej magicznie :) ale i tak na dzis to moj bezapelacyjny nr 1 :)
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2009-08-08, 17:31   

Chyba się nudzę.

______________________________________

Odwróciła się.
- Hej, stara, gdzie twoje wąsy? – krzyknął ktoś stojący za samochodem, po czym wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
Posmutniała. Boże, jaka ona nieszczęśliwa. Jest taka piękna, idealna. Ma pełne czerwone usta, długie blond włosy i jest taka… pociągająca. Patrzę na nią i nie mogę się oderwać. Śledzę jej każdy ruch. Od godziny siedzę na tym pieprzonym dworcu i próbuję ją zagadać, ale tak się boję… Przecież, kurczę, jestem taka paskudna! O, ktoś do niej idzie!
- No i co, Anka? – powiedziała dziewczyna. Zupełnie brzydka. Więc ma na imię Anka… Bardzo szare imię. Hm, no trudno. – Jedziemy?
Kiwnęła głową i usiadła na ławce obok tej brzydkiej koleżanki. Patrzyła tępo na swoje buty. Och, tak bardzo chciałabym usiąść koło niej. Nagle poczułam małe uderzenie w głowie, jakby coś mnie zaalarmowało. Widzę, patrzy na mnie. Spuściłam wzrok. Zesztywniałam i prawie zaczynałam drżeć.
- Cześć, mała, zgubiłam wąsy – rzekła. Stała przede mną, oświetlona jakimś światłem, jak gdyby była kimś magicznym, zaraz… Ona jest magiczna. Uśmiechała się do mnie. Też chciałabym się uśmiechnąć, ale nie potrafię. Bo to coś w stylu… jakby mój ojciec odciął mi mój własny język. Dlatego, dlatego… nie potrafię. Boję się i mam drgawki. Często. Tak samo jak lubię… nieważne.
- Cześć – ledwo wyszeptałam. –Niestety, nie znalazłam żadnych wąsów – wybełkotałam i spuściłam wzrok.
- Ja też się boję – powiedziała cicho. Czego się boisz, głupia, pomyślałam. Zawsze muszę tak traktować ludzi… w myślach. Nawet moją…? Znak zapytania zawsze jest dobrym wytłumaczeniem.
- Gdzie ona?
- Ona?
- Ona, ta z czarnymi włosami…
- Nie wiem – powiedziała pogodnym tonem. Tak cholernie pogodnym, że miałam ochotę strzelić jej w tę roześmianą twarz.
- Lubię Pana Jezusa – wyrecytowałam.
- Och, stara, każdy go lubi. Jest świetny. Wiesz, tęsknie za nim. Trochę żałuję, że tak mało o sobie mi opowiedział.
- Ty chyba zgubiłaś wąsy – powiedziałam i znów spojrzałam na nią z uwielbieniem. Jest piękna. Przepiękna.
- No, tak. Przecież mówiłam.
- Zdolna jesteś, Aniu.
- Aniu? – wypowiedziała pogardliwym głosem.
- Wstydzisz się?
- Tak – położyła głowę na moim ramieniu. – Przytul mnie, Agata.
- Agata? S..skąd…?
- Lubię Pana Jezusa – uśmiechnęła się.
- Może poszukamy twoich wąsów? – burknęłam, a ona szybko wskoczyła do nadjeżdżającego pociągu. Widziałam jak odjeżdżała. Sekunda.
Zostawiła wąsy.
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2009-08-08, 22:57   

indianer napisał/a:
Chyba się nudzę.

Nudź sie dalej :)
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
andrew 
Docent
NIEDOWIAREK


Dołączył: 29 Maj 2005
Posty: 903
Skąd: tam i tu
Wysłany: 2009-08-09, 20:33   

Ponurość ponurością pogania. Świat nie jest zbyt miłym miejscem do życia. Powaga/ problem :( Nic, tylko się pochlastać !
Gdybyż ach gdybyż, w oparach absurdu, pojawił się jakiś dobrze odciśnięty i znaczący ślad humoru ?
Nutka, że nie wspomnę o całej etiudzie, pozytywu ?
Powiew (6° B ) nadziei ?
_________________
"Co dokładnie zrobiłeś ? - Osądzono mnie...i słusznie...za kradzież wyboru drugiego stopnia z kompletnym nieposzanowaniem "
 
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2009-11-17, 14:14   

Skończę. Przynajmniej zamierzam.

____________________________________________


- Śmierdzi rybą – powiedziałam, po czym szybko zatkałam nos, ściskając go palcami. – Mógłbyś coś z tym zrobić? – uśmiechnęłam się przymilająco do człowieka, który był kelnerem w tej małej obskurnej „restauracji” Nie ukrywając – była to po prostu mała knajpa na uboczu Detroit. Tam, gdzie przestępstwa są prawie tak częste jak poranne czytanie głupot w codziennych gazetach. – Myśli pan, że wyglądam ładnie? Długo myślałam czy założyć dziś spodnie czy spódnice, co o tym myślisz? Wiesz, dla mnie to bardzo ważna rzecz… - urwałam. – Hej! Człowieku! Usiądź koło mnie, no tu… - pokazałam na puste miejsce obok. – Nic ci z głowy nie spadnie – zakpiłam – no dalej… wiesz, chyba nie sądzisz, że ktokolwiek tutaj przyjdzie? – mrugnęłam, nie sądząc, że w tym stwierdzeniu może być coś złego.
Kelner, ubrany był w ciemny strój z wystającą spod niego białą koszulą. Był Latynosem – na pewno. Założę się, że miał swój motorower, a jego tata sprzedawał na targu, który widać było przez okno. Jego oczy były tak ciemne, że nie mogłam wywnioskować z nich niczego. Dla niego były to pewnie tylko czarne plamy, a dla mnie spojrzenie stanowiło zawsze centrum człowieka. To mnie właśnie w nim zaciekawiło – jego oczy. Dotychczas spotykałam je puste, no… było w nich widać coś w stylu: „ale jestem dzisiaj cholernie głodny” czy „nie wiem czy tata wróci dziś wcześniej”.
Chłopak musiał być bardzo zdziwiony tym, że zechciałam by usiadł koło mnie. Nie ukrywajmy, że jestem młoda, skończyłam właśnie studia (a to widać), i że mam naprawdę bardzo ładne nogi. Człowiek ów usiadł koło mnie i sprawił mi tym dużą przyjemność. Wielokrotnie próbowałam nawiązać z nim kontakt, ale szło to na marne. Przychodziłam tu odkąd skończyłam siedemnaście lat i przeprowadziliśmy się z Kalifornii. Ta knajpa zawsze śmierdziała rybą, nawet na odległość kilku metrów, ba, nawet na samo wspomnienie masz przed oczami rybę. A gdy spytasz kogoś, czy może chciałby napić się z tobą piwa, właśnie tam, odpowiada on zazwyczaj: „nie… nie lubię ryb” i krzywi się z niesmakiem. A ta restauracja jest po prostu magiczna! Po pierwsze, jest tam super babka, która ma na oko jakieś pięćdziesiąt lat i gra tam na pianinie. No to wam dużo nie mówi, a tata… Tata zawsze wspominał, żebym tam nie chodziła, bo stępie sobie słuch. Nie wiem jak ma na imię ta kobieta, ale jest kompletnie głucha, a fajne jest to, że gdy puszczają muzykę sąsiedzi z naprzeciwka (zawsze, cholera jasna, po dwudziestej pierwszej) ona gra nadal. Fajna jest, ale brzydka.
- Tak, jak już mówiłam, zastanawiałam się dzisiaj, co jest lepsze – spódnica czy spodnie. Nigdy nie chodzę w spódnicach, ani sukienkach i często nie wiem, jaka jest różnica pomiędzy nimi, no ale… dziś zrobiłam wyjątek, bo być może dziś stanie się coś wyjątkowego – mówiłam tajemniczo, patrząc mu w oczy. Wiedziałam, że bredzę kompletnie, ale jemu, widocznie, to nie przeszkadzało. – Nie mówisz? Tak, chyba tak. Ale to nie szkodzi, ja lubię mówić. Kiedy moja młodsza siostra umarła, miałam wtedy dziesięć lat, zamknęłam się w sobie i przestałam kontaktować. Czytałam, uczyłam się, i tak dalej, ale przez dwa lata nic – do nikogo. A wiesz, kiedy się odezwałam, miałam dwanaście lat, spytałam wtedy czy krasnolud, który stoi przed naszym domem i jest ozdobą może jechać do Francji. Pewnie myślisz, że jestem głupia, a to zdanie nie ma sensu… A tu nie. Tata kochał tego krasnoluda, wszystkich to wkurzało, nawet mnie, a ja jestem osobą bardzo spokojną. Wiedziałam, że gdyby nie śmierć Emily tata nie pozwoliłby wysłać mi krasnoluda do ciotki Augusty, do Paryża. Tak… - zakończyłam, zapalając papierosa. Paliłam Camele. Kochałam się w nich, odkąd skończyłam piętnaście lat. Czasami wypalałam paczkę dziennie, ale chyba nikomu to nie przeszkadzało. – Tak… a co u Ciebie? Aha, nie mówisz. Dobrze, wiesz, po tym krasnoludzie też się nie odzywałam. No może było już lepiej, ale dla mnie mówienie straciło jakikolwiek sens. No, spróbuj to przeanalizować. Miałam trzynaście lat, gdy facet mnie potrącił, ciężarówką znaczy. Nie było tak źle, lepsze to niż wpaść pod konia. Moja ciocia wpadła pod konia, przez moją mamę. Miała wtedy cztery latka, ale moja matka do dziś ma wyzuty sumienia. Ciotce nic się nie stało, a nawet jeśli to i tak mam to gdzieś. Ta ludzka mentalność, nie znoszę tego. Może ja wierzę w reinkarnacje. Aha, mówiłam o ciężarówce… - spojrzałam na niego pytająco. – Mógłbyś przynieść mi piwa?
Latynos czym prędzej zerwał się z krzesła i pobiegł po piwo. Chciałam zobaczyć jak wygląda z tyłu. Lubię oglądać ludzi od wszystkich stron, bo wtedy mam wrażanie, że wiem o nich wszystko. Spojrzałam na zegarek – wskazywał szesnastą szesnaście. Pomyślałam, że głupio będzie rozmawiać przy fałszującym pianinie, bo babka przychodziła zazwyczaj po osiemnastej, i że raczej powinnam się już zbierać. Kelner przyniósł mi moje piwo i usiadł znów czekając na dalszy ciąg historii.
- Dzięki, dzięki – zrobiłam duży łyk piwa, którego tak naprawdę nie lubię. Zawsze pijam wina, ale dziś jest wyjątkowy dzień. – Gdy facet mnie potrącił okazało się, że mam coś z głową, taak, brzmi śmiesznie. Mój brat, który też nie żyje, mówił, że to zapalenie mózgu. Fajnie, nie? Nadal nie wiem, czy żartował… ale on był trochę dziwny. Bardzo mi się wtedy ta nazwa spodobała. Mój brat był lekarzem. Miał trzydzieści lat, gdy umarł. Nikt nie wie czemu, w sumie to mu trochę nie wypadało… wiesz, lekarz, bez sensu. Ja miałam wtedy piętnaście lat i zaczęłam palić. Clark nie lubił papierosów, więc teraz poczułam się bezkarna. Chciałam uczcić jakoś jego śmierć, ale już nie mówiłam, więc stwierdziłam, że to wystarczy. No i z tą moją głową to było wszystko w porządku, tylko spać nie mogłam. Nawet mi się nie chciało, a ciemności się bałam. Więc oglądałam filmy z Jackiem Nicholsonem, które tata przynosił z wypożyczalni. Czytałam też i tam takie. Mówiłam, ale sporadycznie. Potem był motyw z tym Clarkiem, ale zaraz, zaraz… dlaczego ja ci o tym opowiadam? – spytałam, uśmiechając się przepraszająco.
Latynos wzruszył słodko ramionami. Słodko, cholera, widać, że mam trochę w sobie tej Kalifornii, ale to słowo lubię. Kończyłam pić piwo i zaproponowałam kelnerowi spacer. Spacery były dla mnie rzeczą dziwną – przecież jesteśmy tacy zmotoryzowani. Zawsze mnie zastanawiało, po co jeździć pociągiem, skoro potem trzeba SPACEROWAĆ. Nonsens. Ale słowa używam, tak jak nazw, bo ludzie by nie wiedzieli o co chodzi… ale kelner rozumiał. Albo tylko udawał, bo miny takie robił mądre, fajne takie… i oczy tak wytrzeszczał.
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2009-11-18, 01:35   

Cyba już nie jarzę .... zmordowany jestem i senny , się nie mogę skupić .... ale to i tak dziwne przeczytam jutro jeszcze raz .....
-Ale jedno mnie już zniechęca
Cytat:
Detroit.
Po kiego pisać o istniejącym miejscu , którego się nie zna? Nie zauważyłem żeby jakoś określało akcje, żeby bohater , był istotny jako Detroit'czyk równie dobrze chyba mogłaby być Pasadena.

albo jakieś miasto w Nwej Zelandi , Chinach...

--Kuna olek -jak w opisie miejsca wisi strzelba na ścianie, to ona musi wystrzelić!!!!!!!!
zanim bedzie napis KONIEC

Ale moze jutro sie doczytam poco poniosło Indi do USA :)

[ Dodano: Sro Lis 18, 09 6:21 pm ]
Nio i poczytałem , raz drugi , juz mi tak bardzo nie wadzi to ditrojjjjjjt.
-----Tylko mam wielkom wielkom prośbę Indi weź ty usiądź na dupie i napisz cos długiego !!! jechał pies co, ale długie żeby było i kupy się razem trzymało.
--masz jakiś piepszony talent i co nie napiszesz, czyta się z przyjemnością , ale kategorycznie odmawiam zachwycania się kawałkami, zacznę pluć jadem zaraz.
Zwyczajnie czuje się wydymamny !!!!!! Cos jak u Coechlo pisze, pisze, pisze i ciągle się zdaje, że coś będzie, a jest tylko.......- cena , oglądana ze zdziwieniem na końcu, bo człowiek i tam zagląda , nie bardzo mogąc uwierzyć że NIC.

bez przesady z analogią Coechlo nie czytam i nie będę. Ty masz coś do powiedzenia , tylko albo się cofasz, przed tym , albo nie zdążasz wyartykułować ... bo już ci się znudziło i dla odmiany , masz ochotę na strzelanie z procy do wróbli , lub przymierzanie seksownej bielizny.

--ja wiem że masz prawo , ale albo rybka, rżniemy Poważnego Pisarza, albo pipka strzelamy z procy.
Postrzelaj z tydzień do znudzenia i weź się za pisanie , nie wyrabiasz dłużej niż godzina lekcyjna na krześle, to pisz na leżący i w kiblu.
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2009-12-03, 18:48   

gdy babcia do niej dzwoniła, mówiła, że jest lesbijką.
Gruczoły rozrodcze skurczały się i rozkurczały. Czasami żartowała, że powiesi się na pępowinie. Była feministką i nienawidziła kobiet. Lubiła mówić, że ma schizofrenię, żartując, że jej nie ma. To idiotka. Bo mówi o sobie w trzeciej osobie. Pisze listy do „Jej kumpla – Kurdta”. Pisze też w swoim zeszycie o tym, że nie ma twarzy. Idiotka, jak nic.
Gruczoły się skurczyły. To drugie oko wyrosło po drugiej stronie twarzy.

Może nie wyrosło? Nie wiem, nie wiem. To już siedemnasty dzień – liczę na palcach. Tylko podczas tego zajęcia odczuwam brak czegoś. Pustkę. Tego dnia nie zmieniło się nic, oprócz nieoczekiwanej śmierci mojego psa. Nadal nie wiem, dlaczego nie znam jego rasy i mam wrażenie, że to był kot.
Nie zmieniło się nic. „Nic” to względne słowo, zabronione dla ludzi posiadających tak zwaną wyobraźnię. I dla tych, co sprzeciwiają się krzyżom w szkole.
- Cześć! Nazywam się Maciek i jestem idiotą…
- I L E R A Z Y M A M… - ci powtarzać, ty… cenzura, cenzura, cenzura.
Samo nie wie, czy mogłoby to zaszkodzić w czymkolwiek. Uśmiecha się, niczym smutny pies i patrzy wzrokiem błazna. Jest brzydkie, a koszula wyszła mu ze spodni. Jednym słowem – ono to idiota.
- Oblewasz.
Oblał – oblało. Co może być dalej? Spotkałam już idiotę i umarło mi zwierzę. Czy to dużo?

***
Śnienie o śnieniu było tylko dodatkiem do mojego zwariowanego (cóż za cudowne wyrażenie promieniujące wręcz spontanicznością!) życia. Od siedemnastu dni na zimnej podłodze – śpię. I od siedemnastu dni nie jem. Nie licząc mojej… ach tak.
- Wyjdziesz za mnie?
- Nie wiem.
Słowa przestały mi się mieścić w pamięci. Wylatują przez otwartą buzię, nadal mam katar i nadal gniję. Tak jak opuszczeni chłopcy, zapuszczający brody, opuszczeni. CHŁOPCY. Gdybym mogła tylko choć przytulić lub może dotknąć takiego małego, dorosłego chłopca… Cisza przerywana szeptami w myślach. Telefon… Boże, gdzie mój telefon? Telefon. Odłączyłam, bo dzwonił. Boże, telefon. Boże. Masz ochotę zakląć? Ja lubiłam kląć w twoim wieku. Wymawiać te słowa powoli, lekko je intonując zabawną formą. Nie twierdzę nic, co sprzeciwia się tobie. Jezuici, pieprzeni jezuici. Forma przestaje mieć znaczenie, gdy treść jest tak pociągająca. Pieścić, pieścić. Ludzie na mnie krzyczą, bo nienawidzę seksu. Brzydzę się seksem. Rzygam na seks. Ludzie, niesprawiedliwa masa młotków. Nienawidzę. Ale, och, bez przesady, jezuici nie mają dla mnie żadnego znaczenia. Swoją drogą mam ich w dupie. Mężczyźni, gdybym tak mogła każdego obrzygać moimi myślami. Przyjemność sprawia mi to słowo. Rzygać. Ma taką aksamitną formę i brzmi tak czysto, tajemniczo, świetnie. Nigdy nie lubiłam tych fałszywych słów. Lubię jak są szczerzy. Oni, nie lubię ich. Lubić, nie lubić, pieprzyć. Że też pieprzenie ma teraz tak duże znaczenie. Od siedemnastu lat czy dni, nie jem, nie piję i nie palę. Mam małą suczkę… tak, czasami też myję podłogę. Wyjdziesz za mnie? Boże, Boże, gdybym tylko miała… Nie, ja stanowczo nie przepadam za nieprzemyślanymi żartami. To nie ma nic wspólnego z tobą, choć chętnie pogryzłabym ci ucho. Tak delikatnie. Brzydzę się. Brzydzę. Brzydzę. Brzydzę. Zniewieściałe mordy, ciuchy – kupowane na rynku, najbardziej świecące, och, och, „jestem cool”. Brak poziomu. Idąc dalej, patrząc i podziwiając widzimy albo raczej nie chcielibyśmy widzieć… Ja tam dostrzegam tylko zabijanie nienarodzonych dzieci i chodzenie na wybory. No, z tym drugim to tak nie do końca. Zdarzają się różne sytuacje. Jednak polityka jest takim znaczącym elementem życia! (och, och!) Tak, ludzie. Ja nawet rozważałam możliwość zainteresowania się tym, co jest tak pieprzenie rajcująco nudne, że rzygam.

***
Tylko mi powiedz, że nie skończy się na wyjściu za mąż. Wtedy ucieknę. Choć boję się straty nóg, rąk, siebie. Przez ostatnie siedem godzin nie wychodziłam z łazienki. Bazując na pustych faktach: rzygałam. Ostatnio kończyło się na pluciu. Nie mam do siebie szacunku.
Lubię mojego kumpla – idiotę, który oblał. Taak, wiecie, że ma na imię Maciek? Nie Maciej, nie Maciuś, po prostu Maciek z akcentem na „k”. Czyż to nie cudowne? Tak rzadko spotykam tak idiotycznych idiotów! No i facet mi mówi, że oblał. A ja – „Kurwa, a co mnie to obchodzi?!” No nie? A on, że niby coś tam, że jestem jego przyjaciółką, a ja na to – „Kurwa, stary, lecz się!” A on na to, kurwa, że niby, kurwa… Eee, kurwa, nie pamiętam. Ale coś w ten sedes. I znowu rzygam. Problem polega na tym, że nigdy nie dobiegam. Mam problemy z nogą, a dokładniej z kością biodrową. No i zanim się dźwignę (mówmy po częstochowsku) to już, kurwa, nie ma po co. No i siedzę tak w moich plwocinach, plując na wszystko. Jest fajnie, muzyka gra, piwko, no nie ma co – fajnie jest! I to słynne:
- Musimy się umówić na jakiegoś browara.
- To się jeszcze zdzwonimy!
Idiotyzm jest po prostu cudowny! Dlatego postanowiłam udać się do mojej ukochanej „restauracji”. Nic nie odpręża tak jak Coca-cola. Albo piwo. Piwo. Niech będzie to wino. Na miejscu pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy to zapach.
- Śmierdzi rybą – powiedziałam, po czym szybko zatkałam nos, ściskając go palcami. – Mógłbyś coś z tym zrobić? – uśmiechnęłam się przymilająco do człowieka, który był kelnerem w tej małej obskurnej „restauracji” Nie ukrywając – była to po prostu mała knajpa.
– Myśli pan, że wyglądam ładnie? Długo myślałam czy założyć dziś spodnie czy spódnice, co o tym myślisz? Wiesz, dla mnie to bardzo ważna rzecz… - urwałam. – Hej! Człowieku! Usiądź koło mnie, no tu… - pokazałam na puste miejsce obok. – Nic ci z głowy nie spadnie – zakpiłam – no dalej… wiesz, chyba nie sądzisz, że ktokolwiek tutaj przyjdzie? – mrugnęłam, nie sądząc, że w tym stwierdzeniu może być coś złego.
Kelner, ubrany był w ciemny strój z wystającą spod niego białą koszulą. Był Latynosem – na pewno. Założę się, że miał swój motorower, a jego tata sprzedawał na targu, który widać było przez okno. Jego oczy były tak ciemne, że nie mogłam wywnioskować z nich niczego. Dla niego były to pewnie tylko czarne plamy, a dla mnie spojrzenie stanowiło zawsze centrum człowieka. To mnie właśnie w nim zaciekawiło – jego oczy. Dotychczas spotykałam je puste, no… było w nich widać coś w stylu: „ale jestem dzisiaj cholernie głodny” czy „nie wiem czy tata wróci dziś wcześniej”.
Chłopak musiał być bardzo zdziwiony tym, że zechciałam by usiadł koło mnie. Nie ukrywajmy, że jestem młoda, mam naprawdę bardzo ładne nogi i niekoniecznie widać moje zamiłowanie do rzygania. Człowiek ów usiadł koło mnie i sprawił mi tym dużą przyjemność. Wielokrotnie próbowałam nawiązać z nim kontakt, ale szło to na marne. Ta knajpa zawsze śmierdziała rybą, nawet na odległość kilku metrów, ba, nawet na samo wspomnienie masz przed oczami rybę. A gdy spytasz kogoś, czy może chciałby napić się z tobą piwa, właśnie tam, odpowiada on zazwyczaj: „nie… nie lubię ryb” i krzywi się z niesmakiem. A ta restauracja jest po prostu magiczna! Po pierwsze, jest tam super babka, która ma na oko jakieś pięćdziesiąt lat i gra tam na pianinie. No to wam dużo nie mówi, a tata… Tata zawsze wspominał, żebym tam nie chodziła, bo stępie sobie słuch. Nie wiem jak ma na imię ta kobieta, ale jest kompletnie głucha, a fajne jest to, że gdy puszczają muzykę sąsiedzi z naprzeciwka (zawsze, cholera jasna, po dwudziestej pierwszej) ona gra nadal. Fajna jest, ale brzydka.
- Tak, jak już mówiłam, zastanawiałam się dzisiaj, co jest lepsze – spódnica czy spodnie. Nigdy nie chodzę w spódnicach, ani sukienkach i często nie wiem, jaka jest różnica pomiędzy nimi, no ale… dziś zrobiłam wyjątek, bo być może dziś stanie się coś wyjątkowego – mówiłam tajemniczo, patrząc mu w oczy. Wiedziałam, że bredzę kompletnie, ale jemu, widocznie, to nie przeszkadzało. – Nie mówisz? Tak, chyba tak. Ale to nie szkodzi, ja lubię mówić. Kiedy moja młodsza siostra umarła, miałam wtedy dziesięć lat, zamknęłam się w sobie i przestałam kontaktować. Czytałam, uczyłam się, i tak dalej, ale przez dwa lata nic – do nikogo. A wiesz, kiedy się odezwałam, miałam dwanaście lat, spytałam wtedy czy krasnolud, który stoi przed naszym domem i jest ozdobą może jechać do Francji. Pewnie myślisz, że jestem głupia, a to zdanie nie ma sensu… A tu nie. Tata kochał tego krasnoluda, wszystkich to wkurzało, nawet mnie, a ja jestem osobą bardzo spokojną. Wiedziałam, że gdyby nie śmierć siostry, tata nie pozwoliłby wysłać mi krasnoluda do ciotki Augusty, do Paryża. Tak… - zakończyłam, zapalając papierosa. Paliłam Camele. Kochałam się w nich, odkąd skończyłam piętnaście lat. Czasami wypalałam paczkę dziennie, ale chyba nikomu to nie przeszkadzało. – Tak… a co u Ciebie? Aha, nie mówisz. Dobrze, wiesz, po tym krasnoludzie też się nie odzywałam. No może było już lepiej, ale dla mnie mówienie straciło jakikolwiek sens. No, spróbuj to przeanalizować. Miałam trzynaście lat, gdy facet mnie potrącił, ciężarówką znaczy. Nie było tak źle, lepsze to niż wpaść pod konia. Moja ciocia wpadła pod konia, przez moją mamę. Miała wtedy cztery latka, ale moja matka do dziś ma wyrzuty sumienia. Ciotce nic się nie stało, a nawet jeśli to i tak mam to gdzieś. Ta ludzka mentalność, nie znoszę tego. Może ja wierzę w reinkarnację… To dziwne. Aha, mówiłam o ciężarówce… - spojrzałam na niego pytająco. – Mógłbyś przynieść mi piwa?
Latynos czym prędzej zerwał się z krzesła i pobiegł po piwo. Chciałam zobaczyć jak wygląda z tyłu. Lubię oglądać ludzi od wszystkich stron, bo wtedy mam wrażanie, że wiem o nich wszystko. Spojrzałam na zegarek – wskazywał szesnastą szesnaście. Pomyślałam, że głupio będzie rozmawiać przy fałszującym pianinie, bo babka przychodziła zazwyczaj po osiemnastej, i że raczej powinnam się już zbierać. Kelner przyniósł mi moje piwo i usiadł znów czekając na dalszy ciąg historii.
- Dzięki, dzięki – zrobiłam duży łyk piwa, którego tak naprawdę nie lubię. Zawsze pijam wina, ale dziś jest wyjątkowy dzień. – Gdy facet mnie potrącił okazało się, że mam coś z głową, taak, brzmi śmiesznie. Mój brat, który też nie żyje, mówił, że to zapalenie mózgu. Fajnie, nie? Nadal nie wiem, czy żartował… ale on był trochę dziwny. Bardzo mi się wtedy ta nazwa spodobała. Mój brat był lekarzem. Miał trzydzieści lat, gdy umarł. Nikt nie wie czemu, w sumie to mu trochę nie wypadało… wiesz, lekarz, bez sensu. Ja miałam wtedy piętnaście lat i zaczęłam palić. Brat nie lubił papierosów, więc teraz poczułam się bezkarna. Chciałam uczcić jakoś jego śmierć, ale już nie mówiłam, więc stwierdziłam, że to wystarczy. No i z tą moją głową to było wszystko w porządku, tylko spać nie mogłam. Nawet mi się nie chciało, a ciemności się bałam. Więc oglądałam filmy z Jackiem Nicholsonem, które tata przynosił z wypożyczalni. Czytałam też i tam takie. Mówiłam, ale sporadycznie. Potem był motyw z tym bratem, ale zaraz, zaraz… dlaczego ja ci o tym opowiadam? – spytałam, uśmiechając się przepraszająco.
Latynos wzruszył słodko ramionami. Cały był słodziutki – po prostu. Nie pamiętam, co było potem. Film się urwał. Gdy się obudziłam, byłam w domu. Leżałam na podłodze przed miejscem na telewizor. Cóż… telewizor wyleciał przez okno, ale to było kilka lat temu. Nie wiem, ile czasu mogłam tak leżeć. Krosty na ciele dawały złudne uczucie ciepła. Potem… chyba zasnęłam.

***
No i co ja bym zrobiła bez przyjaciół?! Rano, obudziłam się, czując na sobie czyjś wzrok. Jest to uczucie, bez wątpienia, jedno z najokropniejszych. Owy słodki Latynos patrzył na mnie pustym wzrokiem.
- Hej – powiedziałam bez entuzjazmu i najprawdopodobniej w pół-śnie. – Hej… - powtórzyłam.
Usiadłam rozglądając się sennie po pokoju. Chłopak kucał nad wersalką i wciąż na mnie patrzył. Jedno co przyszło mi do głowy to słowo: syf. Automatycznie wstałam. Wstał i Latynos.
- Kurwa – powiedziałam wolno.
Uśmiechnął się.
- Kurwa – powtórzyłam.
Spojrzał z zaintrygowaniem. Pomyślałam, że chce mnie przytulić. Nagle zaciekawiło mnie, czy ma na sobie buty. Nie miał. Jego zielone skarpetki błyszczały mi w oczach. Nagle zauważyłam, że jest ode mnie niższy o co najmniej pół głowy. Poczochrałam jego włosy i pocałowałam go w czoło. Był to mój pierwszy pocałunek w czoło.
W łazience roiły się wymioty. Miałam wrażenie, że się rozmnażały. Patrzyłam tępo w lustro. Z przyzwyczajenia wzięłam do ręki szczotkę i zaczęłam wolno rozczesywać włosy. Spojrzałam w dół – miałam na stopach stare trampki i właśnie stałam w czymś, co wyglądało dość… śmierdząco.
- Kurwa – rzekłam sobie po prostu tak „sę”.
I postąpiłam bardzo twórczo, bo wzięłam do ręki nożyczki i ścięłam wszystko. Wszystko. Zastanowiłam się przez chwilę, czy włosy na podłodze też się rozmnożą. Kurwa mać! Jestem łysa! Zajebiście! To ironia.

__________________

Jeszcze się pozmienia. Ale ogólnie ma być o życiu ludzi młodych, hoho. No i tam głupotki takie śmieszneee.
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2009-12-03, 19:31   

Cytat:
Tego dnia nie zmieniło się nic, oprócz nieoczekiwanej śmierci mojego psa. Nadal nie wiem, dlaczego nie znam jego rasy i mam wrażenie, że to był kot.
indianer napisał/a:
Ludzie, niesprawiedliwa masa młotków.
A ja po przeczytaniu Twojego tekstu mam wrażenie, jakbym tym młotkiem dostał w głowę... kilka razy dostał, serdecznie. Pyk. Pyk. Pyk. :shock:

Bardzo dobre, bardzo dobre, bardzo... :gwizd:
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2009-12-03, 19:36   

ubawiłem się :) i im dłuższe tym lepsze , ale shamuj troche z wydziwianiem bo bedziesz miala 2 czytelnikow :)
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2009-12-06, 20:31   

I postąpiłam bardzo twórczo, bo wzięłam do ręki nożyczki i ścięłam wszystko. Wszystko. Zastanowiłam się przez chwilę, czy włosy na podłodze też się rozmnożą. Kurwa mać! Jestem łysa! Zajebiście! To ironia. Ironia jest fajna i wiecie… gdzie ja, tam i ona. Kochamy się po prostu.
- Cześć, Latynosie! Czyż nie wyglądam fajnie? – powiedziałam, wyskakując z łazienki. Patrzył tępo, no ale i tak mnie to nie obchodzi. – Czy nie uważasz, że powinnam opowiedzieć ci o mojej babci?
Chyba tak uważał. Rozsiadłam się więc na moim fotelu, a chłopiec siadł obok mnie. No, mówię chłopiec… ale czy ja wiem, mężczyzna? Ile on może mieć lat?! Dwadzieścia? Też mi wiek. Po prostu trzeba myśleć trzeźwo. Ukrywać swój smutek pod wielką skorupą fałszywego uśmiechu. Wiesz, że czujesz się wtedy jakbyś coś brał?
- No… jestem dziwna – uśmiechnęłam się, wskazując na głowę. – Ale to nie moja wina! To wszystko przez to, że moja babcia jest ze mnie dumna. Stary, to nie ma tak lekko, jak twoja babcia jest lesbijką. Słuchaj… - zapaliłam. – Babcia miała tam jakiegoś męża, no nie, jakoś tak przez pół roku, a potem się zakochała w babci Zosi. Dlatego mam trzy babcie i jednego dziadka. Trochę niezręczne. Ale człowieku! Żebyś ty widział, jak te babki się całowały! Odruch wymiotny – automatycznie. No ale, kurczę, ciągle się całują… Ja tam ich nie odwiedzam. Ale moja mama też jest dziwna. No i wszyscy tak jakoś umierają. Śmierć jest fajna… - urwałam. Zrobiłam sobie „przerwę wymiotną”.
- Tak poza tym, to jestem bardzo nudnym człowiekiem. Nie mam przyjaciół i nigdy się nie ożenię – spojrzałam na niego z dołu, prawie już leżąc w łazience. – To znaczy, nie wyjdę za mąż. Nadal nie widzę różnicy pomiędzy tymi słowami. Ale to mój wybór – uśmiechnęłam się, wstając. – Zaśpiewać ci coś? „Lolli pop, lolli pop, lolli pop ci w wiesz co”, lubisz to? Nie pamiętam, czy sama to wymyśliłam, czy to już kiedyś było. Albo „nie patrz na mniee, jak na rybęę” albo też: „my się zimy nie boimy – w glanach chodzimy”. Nudzi mi się. Ale lubię to.
- Idź już – powiedziałam. I wyszedł. Świetnie. Kurczę, takie niemowy są inspirujące. Też kiedyś nie mówiłam, a teraz za bardzo nad tym nie panuję. Ale, kurwa, jak Chylińska nagrała „niemieckie” techno, to ja mogę mówić.
„Całkowicie i absolutnie popieram: homoseksualizm, eksperymentowanie z braniem narkotyków, przeciwstawianie się opresjom (jak: religia, rasizm, seksizm, cenzura i patriotyzm), kreatywność przez muzykę (…)” – tak wygląda jedna ze stron w moim pamiętniku. Sama tego nie wymyśliłam, a pomógł mi mój kumpel – Kurdt. To świetny gość, on wie wszystko.
- Więc wiesz, mówię babci, że jestem lesbijką, bo się stara cieszy. Mówi, że mam to po niej, a tak naprawdę to mi jest już wszystko jedno. – Mówiłam do siebie, wciąż myśląc, że Latynos siedzi obok.






Rozdział I
Nie uważam jej za kogoś głupiego. Rzadko mam do czynienia z fajnymi ludźmi, równie rzadko jestem trzeźwa. Człowieka czasami spotyka coś takiego, że z mądrych określeń pozostają tylko urywki, fragmenty, brak sensu. Wtedy jest pomiędzy. Ona nie jest pomiędzy, ogląda seriale, ma chłopaka i słucha rodziców. Ja jestem pomiędzy, a mimo to ją uwielbiam. Ona lubi się chwalić, że pijaństwo łapie ją po butelce wódki, mnie łapie po szklance dziesięcioprocentowego wina. Bywa chamska, bywa miła. Czy ja wiem – może nie jest szczera.
Odwróciła się, patrząc na mnie smutno. Pomyślałam: „kurwa, mogłaby się uczesać”, a zaraz potem: „Nie no, fajnie wygląda.” Cóż. Dworce mi nie służą. Chociaż lubię wystukiwać rytm opuszkami palców na starej ławce. Zawsze to samo wolne miejsce dla mnie, wiecznie spóźniony pociąg i zapach przesolonych frytek.
- Hej, stara, gdzie twoje wąsy? – krzyknął ktoś stojący na schodach, po czym wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
Posmutniała. Boże, jaka ona nieszczęśliwa. Jest ładna – zbyt często stwierdzam te oczywiste rzeczy. Co prawda, nie ma pełnych czerwonych ust, takich cudownych, jakie ja mam. Nie ma długich blond włosów, które mnie zawsze kręcą, ale jest taka… pociągająca! Patrzę na nią i nie mogę się oderwać. Śledzę jej każdy ruch. Od godziny siedzę na tym pieprzonym dworcu i próbuję ją zagadać, ale tak się boję… Czego się boję? Mam do wyboru: swój brak urody, swoją nieśmiałość, lenistwo. Wybieram lenistwo. Stop. Przerwa na tabletkę. Łyk!
- No i co, Ewa? – powiedziała dziewczyna. Zupełnie brzydka. Jak ja nienawidzę brzydkich ludzi! Ani grubych. Nie lubię, gdy ktoś goli nogi, i nie lubię, gdy facet nie ma brody. Uwielbiam bezdomnych i ich wełniane czapki. Czterdziestka to minimum, jak dla mnie. Ładna Ewa kiwnęła głową i usiadła na ławce obok tej brzydkiej koleżanki. Patrzyła tępo na swoje buty, zerkając na mnie. Spuściłam wzrok. Zesztywniałam i prawie zaczynałam drżeć. Denerwowałam się. Jak jestem zła to płaczę. Moja znajoma wali głową w ścianę, więc chyba lepiej płakać.
- Cześć, mała, zgubiłam wąsy – rzekła. Stała przede mną, oświetlona jakimś światłem, jak gdyby była kimś magicznym, zaraz… Ona jest magiczna. Uśmiechała się do mnie. Też chciałabym się uśmiechnąć, ale nie potrafię. Bo to coś w stylu… ee, gryzę sobie tabletkę i „jeżdżę” językiem po zębach. Dziwne określenia są fajne.
- Cześć – ledwo wyszeptałam. –Niestety, nie znalazłam żadnych wąsów – wybełkotałam i spuściłam wzrok. – Ale czemu wąsy?
- Nie wiem – uśmiechnęła się szeroko. – Tak chciałam zagadać.
- Ale ten koleś na schodach też gadał o wąsach – stwierdziłam mądrze.
- Bo jest głupi – podsumowała.
- Możliwe – spojrzałam na nią. Pomyślałam, co by mi zrobiła, gdybym powiedziała jej, że ma odstające uszy. Podobały mi się. – Lubisz głupich ludzi?
- Czasami.
- Wolisz dziewczyny czy chłopaków? Lewica, prawica? Zamiłowanie do bycia dziwnym? The Doors?
- Narkotyki? Wolna miłość?
- Tak? – szepnęłam podekscytowana.
- Nie – uśmiechnęła się z dorosłą wyniosłością. W pierwszej chwili pomyślałam, że jest głupią idiotycznie idiotyczną idiotką, i że się zgrywa. W drugiej chwili pomyślałam, że zostały mi tylko cztery tabletki. W trzeciej, że jest ładna. A w czwartej, że może i nie ma racji, ale mi to nie przeszkadza.
- Nie?
- Nie.
- Hm.
- Nie przejmuj się.
- Ta, jasne, „wyluzuj”!
- Dokładnie.
- Wkurwiasz mnie – wyrecytowałam dokładnie.
- Ty mnie też, ale i tak cię lubię. Masz fajne nogi i jesteś szczupła.
- Kocham cię – cmoknęłam. Ewa wybuchnęła kuszącym śmiechem, pokazując przy tym swoje białe zęby. Patrzyłam na nią przez dłuższa chwilę, zastanawiając się nad tym, ile już sekund upłynęło od chwili, w której się poznałyśmy. „Minuty na sześćdziesiąt podzielić – fajnie”. Tak, był kiedyś taki pisarz, który pisał o niczym. Mimo, że wiedziałam, o co mu chodzi to mnie wkurwiał. Nie muszę być tolerancyjna i nie muszę chodzić do kościoła, nie myję podłogi i jestem za wolną miłością. Mimo, że brzydzę się ludźmi. Jestem przeciwieństwem samej siebie i jem kanapki z nutellą. Bądź taki jak ja!
- Jedziemy? – spytała.
Tak, jedziemy.
- Gdzie jedziesz?
- A ty?
- Przed siebie.
Zamyśliła się.
- Ja chyba też – odpowiedziała.

______________________


Starałam się normalnie.
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2009-12-06, 21:33   

indianer napisał/a:
Starałam się normalnie.
No i dobrze :) Jesteś zupełnie wystarczająco odjechana , jak sie starasz normalnie :)

Czekam na C. dalszy :)
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2009-12-06, 23:27   

pajk napisał/a:
Jesteś zupełnie wystarczająco odjechana , jak sie starasz normalnie
Zgadzam się z pajkiem. Jesteś odjechana. Odjechana pociągiem. :tak:
pajk napisał/a:
Czekam na C. dalszy
Mi tu. ;)
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2009-12-08, 16:06   

- Ja chyba też – odpowiedziała.
- Nie sądzisz, że to głupie? Wiesz, takie jechanie bez celu w ogóle nie ma sensu. Można iść na jakąś pielgrzymkę, można udawać, że idziesz na jakiś tam… nieważne. Ale bez celu?
- Czasami wolę nie mieć zdania.
Pociąg jechał zbyt wolno. Widziałam durne twarze ludzi za oknem. Stały stare kioski, urzędy miasta, czasami jakieś łąki albo lasy. Nie patrząc na Ewę, sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam paczkę Cameli. Oglądałam ją, przypominając sobie mojego pierwszego camela. Trzynaście lat i wmawianie częstującemu, że to moje ulubione. Paliłam wiele razy – gdy miałam dziesięć lat zapaliłam chyba Caro, nawet nie pamiętam, ale to w lesie było. Ale wiedziałam, wiedziałam, że Camele będą najlepsze. Nie wiem, czemu. Chciałabym też zapalić Nevady, ale jakoś nie mam okazji. Wyjęłam jednego i włożyłam do buzi. Zastanawiałam się, gdzie mam zapałki i dlaczego boję się zapalniczek. Pamiętam, jak kiedyś wstydziłam się palić przy znajomych, bo nie umiałam jej obsługiwać. Ba, nawet zbyt często myliłam nazwy. Dla mnie to była zapalarka, zapalara – może to też poprawnie? Więc mam zapałki w płaszczu, w lewej kieszeni. Machinalnie mam w głowie fakt, że mogłam się ruszyć wieżą na E7, zamiast na E6 – wtedy bym wygrała. Ale facet blefował. Mam na myśli grę w szachy. Mimo wszystko, moja pamięć nie jest najgorsza. Powiedziałabym nawet, że ją lubię. Że blefował, to sam mi powiedział, idiota. Podpaliłam zapałkę i wreszcie delikatnie się zaciągnęłam. Zawsze bałam się mocno. I cóż, moje umiejętności nie były zbyt duże. Dym często wpadał mi do oczu, nie umiałam „strząsać”, ani zgniatać.
Nie lubię, gdy ktoś pali. Sama dla siebie jestem wyjątkiem. Znów mi się przypomniało - akurat wtedy gdy pociąg mijał stację Rudniki - że mając czternaście lat wymyśliłam sobie trzech panów. Pierwszym był – Pan Ale Wszystko Będzie Dobrze, drugim Pan Ale Weź Się Do Roboty, a trzecim Pan Ale I Tak Nic Się Nie Uda. Miałam nawet gdzieś zeszyt z dialogami. Powinnam go poszukać.
Ale mam rację, ci panowie są mi bliżsi, niż niejedna ciotka. Kiedyś byłam harcerką. Chociaż się nie angażowałam. Nigdy tego nie robiłam. Moim zadaniem było obserwowanie reakcji ludzi, wyodrębnianie interesujących zdań i to wszystko. Nie lubiłam być pytana, nie lubiłam niczego, co było związane z życiem harcerzy, czy po prostu z życiem społecznym. Ale chciałam tam być, chciałam być tego jakąś cząstką, spróbować wszystkiego – takie właśnie było moje zadanie. Cóż, Pan Ale Wszystko Będzie Dobrze nie miał nic przeciwko temu. Bardzo go lubiłam. Chyba jako jedyny nie był siwy. Ostatnio brzydzi mnie siwizna. Jakie szczęście, że mój tata ma brązowe włosy. Myślę, że szybko nie zsiwieje… choć i tak zbyt często go nie widzę i jakoś mi się nie chce.
Ech, molarności mi brak.
- Myślałam, że lubisz mówić.
Ja:
- Nie oceniaj po pozorach, coś za coś.
Widzę ostrość na nieskończoności, to nieskończoność nabiera ostrości. Znam drogi wiodące do dna. I tym podobne. Wiecie, że gdy masz dwadzieścia siedem lat, skończone studia, zatruty umysł, brak równowagi emocjonalnej, nie żenisz się to jesteś nikim? Możesz być nazwany artystą – ale z pogardą. Słyszeliście kiedyś, żeby ktoś rozsądnie myślący nazwał kogoś artystą, mając coś dobrego na myśli?
Rozsądnie – tak, nie wiadomo, co o tym pomyśleć. Równie dobrze nie wiadomo, gdzie wstawić przecinek, gdzie myślnik, co podkreślić i w kogo rzucić starą kanapką. Każdą sytuację, słowo trzeba dobrze rozważyć, nawet jeśli brakuje ci czasu. Nie masz czasu? Twój problem. Oglądasz teletubisie? Masz coś, oprócz niezbitej chęci podążania za wiejską modą? I czy w głębi serca nie uważasz, że Thinky Winky nie jest pedalski? Interesujesz się polityką? Pierdol się. Można byłoby cię obrzygać nawet wtedy, gdybyś wolał PiS od PO, ale ja nadal nie widzę różnicy. Najbardziej mnie dziwi, że prawica to „P” jak PO i jak PiS, a lewica? „L” jak? LPR? A SLD, to po cholerę? Mało logicznie.
Ta, polityka jest nielogiczna. Ja też jestem nielogiczna. Tak naprawdę, to w ogóle nie wiem, o co mi chodzi. Wiem, że trzeba mówić „dzień dobry” i żeby nie jeździć nowym rowerem – bo ukradną. Ale co wiem więcej? Lubię Żydów i ich nosy, lubię pijaków, lubię punków, nienawidzę skinów, lubię jednego dresa, piję gorzką herbatę. Wykreśl słowa, które nie pasują do reszty. To za trudneee, jejuuuu. Pasowałoby gdzieś zahamować, żeby tak nachlanie się nie śmiać. I żeby się też nie odizolować. Powinnam wiedzieć, przecież jestem pomiędzy. Nie wiem pomiędzy czym. Wiem, że oznacza to coś ważnego. Najprawdopodobniej znajdziesz odpowiedź na stronie sto dwudziestej czwartej, do której nie dojdę. Tak, Pan Ale I Tak Się Nic Nie Uda mnie lubi.
„Nie poznamy prawdy, nie znając przyczyny”. Tak napisał Arystoteles. Umiesz zinterpretować? Tak czy nie? Konkretnie. Żadnego pierdolenia, że „moim zdaniem…”! Taa, widzisz w tym jakiś sens? Po pierwsze, ty, idioto, nie chcesz poznać prawdy. Zadowoli cię kłamstwo i cokolwiek byle byłoby „fajnie”. Więc, ty, idioto, nie chcesz znać przyczyny. Więc nie mów, że wiesz, kto to był Arystoteles. Bo nie wiesz. Mógłbyś pomylić go z Sokratesem. Taa, ja nie widzę pomiędzy nimi żadnej różnicy, ale to szczegół. Ot, dopisek tłumacza, taa. Żarcik.
Kładę się na „pociągowym” fotelu. Zamykam oczy. (Twoja inteligencja zmusza cię do wyobrażenia sobie tego, że mogłabym, na przykład beknąć, prawda? Ale nie. Ja nie robię takich rzeczy.) Nie będę zadawać retorycznych pytań, bo to bez sensu. Na retoryczne też się odpowiada, a wy nie umiecie.
- Behemocie, czy to wódka? –spytałam, a kot spojrzał na mnie przeszywającym wzrokiem. – Dobrze, kończę już. Hm, mogę zadać ci pytanie?
- Właśnie to robisz – odpowiedział monotonnie, stawiając na stole dwie filiżanki herbaty.

Pamiętam, jak gdyby było to wczoraj. Dzisiaj nie ma już kota Behemota, nie ma filiżanek, ale jest wódka, czasem spirytus. Takie jest ryzyko:
a) izolacji
b) izolowania się
c) odizolowania się
d) zaizolowania się? Nie, może… dorośnięcia?

Dlaczego, gdy ktoś ma rację, to dowiadujemy się o tym, dopiero wtedy, gdy sami popełnimy jego błędy? Pomiędzy mną, a Bogiem, pomiędzy mną, a światem rośnie… las. Możesz pośpiewać ze mną. Jeśli masz ochotę na wykłady o tym, czego nie będzie i czego nie było. Nie będzie, bo nie mam kasy. Nie było, bo nie miałam kasy. Nie jest? Bo nie mam kasy? Nie, bo jem tabletki. Ale gdybyś powiedział, że nie mam kasy, to zaliczyłabym ci na pół punktu. No, Pan Ale Weź Się Do Roboty kocha wszystkich!
Dojechałyśmy. No cóż, już zaczynałam myśleć o tym, dlaczego o szesnastej popadam w skrajności, a o godzinie dwunastej dostaję nagłego przypływu energii. W czwartki jest mocno zestresowana, a w piątki się boję. W weekendy też jestem jakaś wystraszona, cóż. Poniedziałki są przerażające, a wtorki? Wtorki olewam.
- Czy to możliwe, że dojechałyśmy? Przecież jechałyśmy przed siebie – mówiłam, starając się brzmieć autentycznie. Zapięłam czarny płaszcz o bardzo wielkich guzikach i pobiegłam za Ewą. Ewa była stanowczo za wysoka.
- Tak, zależy jak to interpretujesz. Więc… witaj w mojej małej ojczyźnie.
Spojrzałam na nią z zaskoczeniem.
- W twojej małej ojczyźnie? – spytałam, wybałuszając oczy. – Czy ty aby nie przesadzasz?
- Ależ skąd.
- Pożar, pożar! Spalę, spalę, wszystko spalę, ale będzie czad! Dyskoteka mnie przytłacza… la, la, la… lepsza byłaby zabawa, gdybym spalił ją! Eee, nie wyszło mi chyba. Spalę, spalę…
- Przestań – powiedziała ze złością – zawsze śpiewasz?
- Jakby było w tym coś złego… - burknęłam.
- Więc jesteś typem, zakładającym maski?
- Taa, myślę, że tak. Wiesz, tylko moja ulubiona wyruszyła na poszukiwania kwiatu paproci.
- I tylko kości ci zostały?
Kiwnęłam głową.
- Spróchniałe od łez – powiedziałam.
Podobało mi się tu, mimo że byłam dopiero na dworcu. Mało kiedy czułam się tak realnie. Cóż, mimo to zawsze mogłabym się zaplątać, będąc na najwyższym stopniu ogłupienia rzeczywistością. Wtedy upadek mógłby mnie zabić. A teraz jestem tylko wyprutym z optymizmu człowiekiem, który mieszka w…
- Gdzie będziemy mieszkać?
- Yyy… - zaczęła się śmiać. – Yyy… ee…
- Jasne – uśmiechnęłam się do niej. Nie wiem, czemu. Ja się nie uśmiecham. Nie mogę być przecież taka jak wszyscy, jakie to mądre. I pomińmy już to, że gram osobę zbyt wyidealizowaną przez siebie samą, wciąż jestem za młoda i brakuje mi kogoś, kto pokaże mi jak. Czy ja wiem, może nie do końca za młoda. Za bardzo się przyzwyczajam i tracę poczucie czasu… Tak, zdecydowanie powinnam kupić sobie frytki. Uwielbiam po prostu ten dworcowy zapach!

______________________

Nie chce mi się tego czytać, ani poprawiać. Najwyżej później. No i - wiecie - to, eee, "bo to ma być takie, wiesz, motyw człowieka zagubionego, biorącego tabletki, który ma w głowie tylko jakieś urywki, brak konkretnego sensu, powtarzające się motywy, brak celu, brak wszystkiego, po prostu fragmenty czegoś'. Tak bez sensu. No, wiecie. Powtarzam się? :D
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2009-12-08, 23:16   

indianer napisał/a:
Nie chce mi się tego czytać, ani poprawiać....
Nie czytaj , nie poprawiaj :)

indianer napisał/a:
....... to, eee, "bo to ma być takie, wiesz, motyw człowieka zagubionego, biorącego tabletki, który ma..
teraz bredzisz jak 'artysta' w TV :)

indianer napisał/a:
N..... Tak bez sensu. No, wiecie. Powtarzam się?

Wiemy bez sensu :) i powtarasz się niemniej daje sie to czytać.
--I w moim przypadku z satysfakcją :) co wiecej .... Im dalej tym wiekszą satysfakcją , jakbyś sie rozpisywała ......

Mam wrazenie , ze nieco piszesz pod coś, coś nasladujesz , czy sklaniasz sie do jakiegoś sposobu opisu , modnej wizji .... i tam jest słabiej , wiecej zamotania mniej snsu , natomiast jak cie lekko ponosi piszesz sama ty i bezsens się układa w obraz :)
---Pisz dalej i nie sprawdzaj , chyba ze literowki :)
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2009-12-09, 12:04   

Zgadzam się z pajkiem - pisz, pisz, pisz. Skoro Wena unosi Cię w przstworza, to nie udawaj, że siedzisz plackiem na ziemi. :D Pisz, nie daj się prosić. :)
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2009-12-19, 20:36   

Uwielbiam po prostu ten dworcowy zapach! (Przypominam, że jest to zapach Polski)
- Wiesz czego chcę? – spytałam.
- Nie wiem, skąd mam wiedzieć – powiedziała brzydko i niedbale. Gdyby nie to, że za chwilę zamieszkam u jej chłopaka, to dowaliłabym jej. Choć w zasadzie mam skłonności do pacyfizmu i hippizmu. Co z tego? Właściwie to fałszywie z mojej strony, że nie dowaliłam jej w łeb. Wtedy byłoby szczerze i wykwintnie, czemu? Nie wiem. Ale pacyfiści są szczerzy, a ja już pierdolę.
- Bo chcę, żeby… hm, kiedyś tam, jak już zrobię coś wielkiego. Nie wiem co, np. obronię jakiś pomnik przed dresami czy cokolwiek, to chcę…
- Tak?
- Musisz mi przerywać?! – nie odezwała się. Chyba się mnie boi, hoho. Ale jestem zabawna. I fajna. W ogóle to zajebista jestem, mówiąc brzydko. – To chcę, żeby wszyscy nosili bluzki z moim wizerunkiem, obcięli się na łyso, mieli dwadzieścia pieprzyków na rękach (jak ja), no… i żebym była w jakichś encyklopediach albo chociaż wikipedii. Nonsensopedia mi nie wystarczy.
- Rozumiem.
Pewnie, że rozumie. Jasne, na pewno rozumie. Pieprzy tylko, a nic nie wie. Gdyby mama mnie słyszała, powiedziałaby mi, że jestem dupkiem. Nie wiem, skąd u mnie tyle egoizmu i innych bardziej trudnych słów, o których rzadko pamiętam.
- Ale twój chłopak będzie się mnie bał. Ja jestem straszna. Łysa. Łyssssa. Łyyyyysa. Łłłłysa. Łyyysssa! Sssa, sssa.
- Zależy. – W tej chwili mogłaby powiedzieć: „on nie jest dziwny, ty jesteś dziwna”. Może powiedziała. Nie pamiętam. – Ale raczej zadowolony nie będzie. Tego się domyślasz. Tak, telewizji nie oglądasz?
- Oczywiście, że nie… nie licząc „M jak milości”.
- Spoko. My też to oglądamy. Nie musisz się wstydzić.
- Przecież się, kurwa, nie wstydzę.
- Oczywiście.
- To jak, to gdzie śpię?
- Nie wiemmmm… nie planujmy tak jeszcze.
- Ale ja sobie żartuję, chyba.
- Śmieszne – ironia.
- No, pewnie.
- To chodźmy.
- Przecież idziemy.
- Cudowny dialog.
- Dlaczego tak myślisz?
- Nie wiem.
- To dobrze, lepiej nie myśl.
- Dlaczego?
- Nie wiem.
- Masz telefon?
- Nie. A co, chcesz zadzwonić na seks-linię?
- Nie.
- Dlaczego? – powiedziałam z udawanym oburzeniem.
- Bo nie, dziecinko.
- Och, jakie to słodkie.
- Adam ma różowy dywanik, zakochasz się w nim.
- W dywaniku?
- Tak.
- Pewnie. Kocham różowe dywaniki. Zwłaszcza na nich spać – tak naprawdę myślałam o rzyganiu na nie. I o tym, że brązowy kolor cudownie wsiąka.
- Mhm.
- A mogę spać w wannie?
- Pewnie.
- A Adaś ma kolegów?
- Adam. Ma.
- Dlaczego nie Adaś?
- Bo ma oponkę.
- O, kurwa!
- No, kurwa.
- Kurwa, kurwa!
- Zamknij się.
- Sama się zamknij.
- Dobra.
- Dobra.
- Mhm.
- Mhm.
- Ciasteczko!
- Gdzie?
- Głupek.
- Jestem francuską dewotką.
Ewa ukryła twarz w dłoniach. Taki wyraz żalu nade mną.
- Co bierzesz?
- Nic, a nic.
- Adaś się wkurzy.
- Adam. Może.
- Adaś. Tak.
No i doszłyśmy. Blok wyglądał, jakby taki wielki słoń na niego narzygał. Zawsze tak wyglądają. Bloki. Ale to ich atut. Nie rozumiem, jak można mieszkać w bloku. W dodatku ja, ja… z moim bernardynkiem. Wracam do młodzieńczych czasów, niczym Tadeusz pan (prawie jak Piotruś). Teraz bym mogła. Nie mam wyboru. Idiotka, mam wybór. Zawsze mam wybór. Chcę jechać do Francji. Pojadę. Może będę zakonnicą. Kiedyś chciałam. Chciałam być lekarzem. Ale zrozumiałam, że to najgorsze z możliwych. A, właśnie. Ewa jest nauczycielką. Prawda, że to głupie? Idiotyczne.
- A Adam pan gdzie pracuje?
- Nie pracuje.
- A to świnia!
- Przesadzasz. I słuchaj, jak wejdziesz to nic nie mów. Nie pierdol o tabletkach, nie mów, ile masz lat. Zapamiętaj – jesteś Agata, moja… ee… kuzynka. Ja mu to kiedyś wytłumaczę. Ale na razie ma być jak mówię. Agata. Skończyłaś studia, szukasz pracy. Rozumiesz? Żadnego śpiewania, narzucania się. Nic. Śpisz w wannie.
- Oczywiście – w tej chwili myślałam nad tym, dlaczego Agata. – A na płótno mi dasz?
- Dam.
- A mogę ci opowiedzieć o piśmie świętym?
- Tak, rano.
- Która godzina?
- Dwudziesta pierwsza.
- Rano czy wieczorem?
Nie odpowiedziała. Bardzo już mało pamiętam z tych mało istotnych momentów. Rzadko wspominam też Adama. Po prostu zapominam. Mam dziurę w mózgu.
Tak, dom był mały. Ale lepiej się prezentował wewnątrz, niż na zewnątrz. Przedstawiłam się elegancko – Agata Pruciak, 27 lat, skończone ASP i tyle. Nudne. Na szczęście w rzeczywistości jest inaczej. Nie jest tak nudno. To znaczy, rzeczywistość… ja tego nie pojmuję w dosłownym trybie. Dla mnie to jest coś nadzwyczajnego. Imię też nie stanowi dla mnie niczego, czym mogłabym się pochwalić. Ja na takie durne pytania nie odpowiadam. Po prostu pytanie o imię to oznaka głupoty. A o nazwisko to już w ogóle! A właśnie… definicję nazwiska poproszę!
Jak już mówiłam – mało istotny był dla mnie ten moment życia. Wiem, że zostałam zmuszona do wyspowiadania się. I że opieprzyłam księdza w konfesjonale, bo że niby ja Pisma Świętego nie czytam. Znam na pamięć. Naprawdę. I od tego momentu jakoś rzadko klęłam. Sporadycznie. Zaczęłam też gotować. O dziwo, szło mi całkiem nieźle. Spałam w wannie i słuchałam Courtney Love, jadłam dużo lizaków i miałam wielką fazę na parówki. Adam chyba miał mnie w dupie. Oboje nie mieliśmy roboty. No! JA SZUKAŁAM PRACY! Ja jestem starym – młodym hippisem. Nie potrzebuję pracy. Jemu by się przydała, mógłby zatrudnić się na hucie… może nie chciał? Trochę pił rano. Pił głównie żywca, czyli coś, czego nie lubię najbardziej. Ja zajmowałam łazienkę na ponad siedemnaście godzin. Zapisałam trzynaście zeszytów (dziewięćdziesięciokartkowych). Senny to był rok. Naprawdę tak trudno w to uwierzyć, że minął niecały rok, odkąd u nich zamieszkałam. Robiłam im tosty, przeszkadzałam i nie odzywałam się. Do sierpnia liczyłam powiedziane słowa. Było ich sto siedemdziesiąt cztery. W ciągu sześciu miesięcy. A we wrześniu…
Dokładniej to w moje urodziny, które mam 31 sierpnia - zostałam postrzelona. Poczułam się prawie jak John Lennon i żałowałam, po tysiąckroć żałowałam, że nie założyłam lenonek! Naprawdę. Serce mnie kłuło, a udo bolało jeszcze bardziej… z żalu. Tak bardzo chciałabym je mieć wtedy na sobie. Wyglądałabym cudownie. Albo mogłabym mieć w ustach papierosa, albo chociaż elegancko trzymać go pomiędzy palcem wskazującym, a środkowym. Dlaczego, dlaczego, dlaczego ja wtedy o tym nie pomyślałam?!
Opowiedzieć? Nie? Tak? Czemu nie?... To opowiem, a co.
Spałam. A gdzie spałam? Oczywiście w wannie. Gdy wstałam, poślizgnęłam się na własnych plwocinach. (Ewa sprzątała zawsze o osiemnastej, a była dopiero jedenasta). Miałam na sobie niebiesko-czarną koszulę flanelową, bardzo stare jeansy i nic poza tym. Tak! Włosy! Odrosły mi na wystarczającą długość, aby móc powiedzieć, że są średniej długości (masło maślane). Ale naprawdę wyglądałam dziwnie. Może jak Myszka Mickey? Ale myślę, że dość ładnie. Przynajmniej mój lekko żydowski nos się odrobinkę chował. Postanowiłam, pierwszy raz od czternastu lat, wypić kawę. Poczułam się ważna. Doszłam boso do kuchni i zaczęłam czytać „Kobietę i życie” – gazetę Ewy. Pomyślałam, że jest to bardzo pouczające czasopismo, i że doskonale zapycha czas! Adam, oczywiście, nie miał nic przeciwko temu, że nazywam się Agata. Bo nie wiedział, że tak nie jest. I JA TEŻ! Sielanka. Istna sielanka. W tej gazetce są wprost cudowne przepisy, na przykład placek z wiśniami. Kiedyś zrobiłam owy mojemu bratu, kiedy jeszcze żył. On bardzo lubił wiśnie. Ja ich nienawidzę. Tak samo jak jabłek. Ogólnie to jem tylko czekoladę. No prawie.
Kawa Jacobs zielona – siedem łyżeczek plus pięć cukru. Szczerze, to mi nie smakowała, ale czułam się tak miło i ważnie. Moi „opiekunowie” (tak ich nazywałam) spali. Bo chyba była sobota. Nie wiedziałabym, gdyby nie to, że jutro jest niedziela! Zrobiłam te pieprzone tosty, zjadłam jednego i ubrałam trampki. Wszystko robiłam machinalnie/automatycznie/podświadomie czy jakoś tak. Obudziłam ich. Wyglądali idiotycznie, śpiąc. Poczułam się, jakby byli moimi rodzicami, a ja zrobiłam im niespodziankę z tymi tostami. Szkoda, że tak nie było. Swoją drogą, to jestem od nich troszkę starsza. Tak tyciu. I wyszłam. Jeśli chcesz znać szczegóły, ty (idioto), to wyobraź sobie, że rano poślizgnęłam się na wymiotach, a potem ubrałam trampki. Wyciągnij wnioski. I nie pomiń spodni. Taak! Tak! Nie pomiń też, nie mycia się, nie czesania… i brudnych zębów. Ha! I powiedz, co czujesz. Opowiedz mi o tym, przyjacielu.
Wychodziłam z bloku. Taka chałtura przed nim jest trochę, bo jakieś trzepaki (zaprzęgi dla koni), parkingi (dla koni) i place zabaw (?). Szłam do centrum. Och, Wrocław, ach, Wrocław. Szłam. Szłam. Szłam. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybym nie szła dalej. I wtedy to się stało.
Nie wspominam tego dramatycznie! Broń Boże! Co jest w tym złego, że polują na mnie w centrum? Ja o tym nie wiedziałam. Ja miałam twarz wbitą w chodnik. Nie opowiem ci, jak wyglądałam, bo nie wiem. Bo senny to był rok, w dodatku ta śpiączka. Mówiłam, że mam dziwną pamięć? Zostałam poinformowana, że śpiączka trwała trzy miesiące. Nie ma co, fajne urodziny. No i napisali o mnie w gazecie, mówili też o mnie w wiadomościach (na TVP2). Obudziłam się więc na początku grudnia. Czułam się jakoś dziwnie umyta, czyta i uczesana. Poczułam złość, niechęć…
Fragmenty zdarzeń migotały mi w głowie. Widziałam babcie, dziadka… stary dom, groby rodzeństwa, siebie, siebie, siebie, widziałam Jim Morrisona śpiewającego „The End”. I ludzie, biegli, biegli… pustynia. Szara pustynia. Wąż. Wojna w telewizji. Śnieg. Dużo śniegu na dachach w starej wsi, w której mieszkałam. Mama. Gdzie mama? Miasto. Akademik. Mama. Mama. Ciągle mama. Pociąg. Towarowy? Chyba. Tabletka. Żółta? Wanna. Dywanik. Ewa. To Ewa? Mama. Mama. Babcia Zosia. Babcia Basia. Kapelusz. Alicja w Krainie Czarów. Brat. Camele. Latynos leżący pod biurkiem. Pianino. Latynos. Boję się. Mama. Mama. Mama. Chcę do mamy. Studia. Profesor, który wygląda jak Nicholson. Drewniany telewizor. Czemu? Biały. Biały. TABLETKA. Wąż. Wąż. Wąż. Siedem mil. Pustynia. Autostrada. Prostytutka. Tir. Śmiech. Śmiech. On się śmieje! TABLETKA. Pistolet. On ma pistolet. Nie, to nie on. Mama. Mama. Tato? Babcia ma pierniczki. Babcia mi przywiozła pierniczki. Z dżemem, jak lubię. Przywiozła je. Dla mnie. Dla wnusi. TABLETKA. TABLETKA. TABLETKA. I pociag. Jak wąż. Śnieg. Śnieg. Mój pies… czy to kot? BEHEMOTH! Mój kot. Tir. Ciach. Kot. Kot… gdzie mój kot? Wódka. Hektolitry. Pogodynka. Siostra szarpie mnie za sweter. Lepimy bałwana. Mama. Mama. Ona gdzieś tu musi być. HELIKOPTER. Boję się wojny. Ale wojny nie ma. Ewa. Ewa. Gdzie moja tabletka? Gdzie?! Babcia Basia… idzie. GDZIE MA PIERNICZKI?! MIAŁA MI JE PRZYWIEŹĆ! MAMOOOO! Pociąg. Znowu. Tam jest jego tata. On go kocha. On jest pijany. Uratujcie go! CIACH! Nie ma kota Behemotha! Tir jedzie. Autostrada na łące. Jestem Indianinem. Czy ty pamiętasz? Goni mnie pijak. Pustynia. Latynos. Śnieg. Tabletka. Tabletka. Tabletka. Tabletka. Tabletka. Szpital. Adam. Ewa? Mama?
Podobno nie umiałam mówić. Ale to przez tydzień. A tego w ogóle nie pamiętam! Nic nie pamiętam… do momentu, ach tak. Już wiem. Już wiem, gdzie Ewa schowała mi tabletki.
- Cześć, Agata – powiedział Adam, siadając na białym szpitalnym łóżku. To było moje szpitalne łóżko i dopiero teraz dotarło do mnie… wszystko.
- Cześć? Agata? Jaka Agata?
- Ty.
- Ja nie jestem Agata. Jestem Aleksandrą.
Wyszedł. Liczę do trzech. Zapomniałam o dniu siedemnastym, o dniu ostatecznym. Nie wiem, ja naprawdę nie wiem, jaki jest rok, dzień. Nie wiem, ile mam lat. Nie wiem, jaka to miejscowość. Nie wiem, gdzie jest moja babcia. Czy mój tata żyje? GDZIE JEST MOJA PIEPRZONA NOGA?!
- Mamooo? Tatooo? – powiedziałam. Chyba wetknęli mi coś do nosa. Zaczęłam się śmiać. Ale mnie to cholernie bawi. Chcę zobaczyć moja nogę. Głowę mi też unieruchomili. Są wprost przezabawni. CHCĘ ZOBACZYĆ MOJĄ NOGĘ. PRAWĄ! Noga, noga, noga. – MAMOOOOOOOOOOOOOOOO! MAMOOOOOOOOOOOOOOOOO! MAMAAAAAAAAA! MAAAAAAAAAAAAMAAAAA!
Chyba mi zamknęli buzię. Cholera jasna, nic nie widzę. Próbowałam krzyczeć. Słychać było tylko przyduszone „mmm”. Chciałam uderzać rękoma o łóżko. Dlaczego jakiś pieprzony idiota mnie przywiązał?! I DLACZEGO NIC NIE WIDZĘ?
- MMMMMM… - chciałam krzyknąć „mamo”. Nie da się. Nie da! Serce waliło mi w niewiarygodnie szybkim tempie. Słyszałam piosenkę AC/DC. CO SIĘ, DO JASNEJ CHOLERY, DZIEJE?! I ten wkurzający refren. To „T.N.T.” Mamoo. Hej, hej, cicho! Ktoś coś mówi!
- Żyje, myślisz? – powiedział znajomy głos.
- Co mówisz?
- Pytam, czy żyje.
- Oczywiście.
Odetchnęłam z ulgą.
- Żyje, żyje, tylko przysypia.
- To co w końcu robimy?
- Poczekamy na House’a.
Pomyślałam – „co!?” Na House’a?! Co?! CO?! COOOOO?! Co to za pieprzony serial? Nie, to niemożliwe. On istnieje? Nie istnieje. Powiedzcie, że nie. I NIECH MI KTOŚ OTWORZY TE PIEPRZONE, PIEPRZONE, PIEPRZONE OCZY!
***
Poczułam, że powoli się budzę. Nadal słyszałam głos House’a. Nie czułam się. Nie wiedziałam, czy śpię, umarłam czy robię coś równie nieistotnie idiotycznego. Znów czułam zapach mydła. I szampon. Ktoś chyba nie wie, że jestem uczulona na szampon. I pomyśleć, że jestem w szpitalu. Och… jeśli jestem u House’a, to… nie, pewnie robią to pielęgniarki. Niech to. A byłoby tak fajnie. Dosłownie – fajnie.
Nie, nigdy nie oglądałam tego serialu. Każdy odcinek jest taki sam.


________________

Ja tego nie czytam.
Akapity wcina. I wszystko.
I właśnie - czaicie, że tego jest dwadzieścia stron w wordzie? A tak mało się wydaje.
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
Ostatnio zmieniony przez indianer 2010-08-14, 21:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Nieznany 
Rektor
(czyt.: sprzątaczka)


Wiek: 44
Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 10506
Skąd: wiesz?
Wysłany: 2009-12-20, 12:02   

indianer napisał/a:
Ja tego nie czytam.
A ja tak. :P
indianer napisał/a:
Akapity wcina. I wszystko.
Normalka, zawsze wcina akapity na forum. :)
indianer napisał/a:
I właśnie - czaicie, że tego jest dwadzieścia stron w wordzie? A tak mało się wydaje.
Czaimy. :lol:

India, jak zwykle powalasz rozmiarem wyobraźni. Nie wiem, co Ty brałaś, ale jeśli to była multiwitamina, to bierz tego więcej. :lol: Jak zwykle dobre. :ok:
_________________
"Masz styl i masz klasę, zostań moim przydupasem".
Stephen King "Ręka mistrza"

 
  Zaproszone osoby: 1
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2009-12-20, 21:55   

Ta, a właśnie nazwano to: "pseudointeligenckim, quas-postmodernistycznym bełkotem". Więc nie wiem, czy mam nadal brać te pieprzone multiwitaminy czy wyrzucić to wszystko do kosza...
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
pajk 
Przyjaciel forum


Dołączył: 07 Lip 2004
Posty: 4818
Skąd: AboCo:)
Wysłany: 2009-12-20, 23:23   

indianer napisał/a:
nazwano to: "pseudointeligenckim, quas-postmodernistycznym bełkotem"


No jak sie tak ktoś wkurwił ,żeby żucić "pseudointeligenckim, quas-postmodernistycznym bełkotem" to już , z samego tego powodu warto :) pozatym 'inteligenckim' to jest coś za co bym sie obraził :) a czy 'quas-postmodernistyczny' bełkot jest jakoś gorszy od innych bełkotów??????? wąttttt-pie... :)

Osobiście mi to wisi jak MI sie chce czytać , to moze to sie nazywać i bełkot :) a mało co, mie sie chce :)

Do tego topicka zagladano prawie 2000 tysiące razy z tego z 400 to zarejestrowani userzy reszta goście i ..roboty ale robota robotów to z 100 mniwincy , tak mi wychodzi:) czyli masa ludzi czyta tenbełkot ciekawe czy opinodawce też tyle chce czytac neprzymuszonych????????? :)
_________________
hmmmm..? :(
 
 
 
indianer 
Towarzysz

Wiek: 24
Dołączyła: 06 Lut 2008
Posty: 188
Skąd: Arizona
Wysłany: 2009-12-21, 19:58   

Skoro tak napisała, to musi być w tym choć trochę prawdy... I właśnie nie wiem, czy pisać dalej, czy zostawić. Kurczę, nie znam strony, na której ocenialiby opowiadania, zawsze czekam, odświeżam i nic... Bo chciałabym wiedzieć naprawdę, a nie... jedni tak, drudzy inaczej ;<
_________________
www.agatapruciak.bloog.pl
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template NoseBleed v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne

Forum administrowane przez: Grimlock, Nieznany